Złote lata PRL-u?

Kiedy mówimy Polska Rzeczpospolita Ludowa przed naszymi oczami stają długie kolejki w sklepach i żywność na kartki. W tamtych czasach wszystko trzeba było „załatwiać”, „czekać na swój przydział”, żyło się zupełnie inaczej niż teraz. Synonimem luksusu był Pewex, a najbardziej pożądaną walutą – dolary z Ameryki. Jeździło się dużymi fiatami i maluchami 126p. Wielu młodych ocenia tamten okres negatywnie. Nie wiedzą jednak o PRL-u wszystkiego. Lata „komuny” posiadały swoje dobre strony, o których opowiedzieć potrafią jedynie ci, którzy pamiętają je z własnego doświadczenia.

Większość czuła się bezpiecznie

Państwo totalitarne, a takim był PRL, to kraj w którym swobody obywatelskie były ograniczone, a wszystko centralnie i „odgórnie” kontrolowane. Milicja obywatelska pilnowała porządku i zasadniczo wywiązywała się ze swoich zadań, czasem nawet lepiej, niż współczesna policja. Ludzie na ulicy czuli się bezpieczniej, a bandyci bali się funkcjonariuszy. Obecnie policjant staje się coraz bardziej „urzędnikiem”, któremu dobrze znający swoje prawa bandyta śmieje się prosto w twarz. W tamtych czasach z milicją lepiej było nie zadzierać i przestępcy dobrze o tym wiedzieli. Na ulicach pełno było tzw. „tajniaków”. Wbrew pozorom ich praca nie polegała głównie na wyłapywaniu demokratycznej opozycji. Znacznie częściej łapali oni chuliganów, bandytów czy zwykłych kieszonkowców.

Milicja Obywatelska, choć czasami działała na granicy prawa, nie patyczkowała się z osobami zakłócającymi porządek publiczny. Teraz kilku pijanych kibiców potrafi unieruchomić na kilka godzin pociąg w którym do pracy jadą setki ludzi. Polica, gdy przyjeżdża na miejsce, prosi szanownych kibiców o opuszczenie składu, a gdy ci odmawiają w niewybrednych słowach, funkcjonariusze stwierdzają, że nic nie są w stanie zrobić. Pociąg stoi na stacji, a godziny mijają. To tylko wybrany przykład z setek innych, podobnych. W czasach „komuny” chuligani zostaliby prawdopodobnie na miejscu „spałowani” przez służbę bezpieczeństwa i przewiezieni wprost do więzienia. Dzisiaj większe prawa ma przestępca niż ofiara, a groźnych morderców wypuszcza się po dwudziestu pięciu latach więzienia.

Bezpłatna służba zdrowia, mieszkanie dla każdego, darmowa szkoła…

…Brzmi to jak bajka, albo slogan reklamowy z programu mało wiarygodnej partii politycznej. A jednak taka była prawda. Za pomoc lekarską nie trzeba było płacić, nie istniały w większej skali prywatne gabinety, przychodnie dla bogaczy, kliniki dla wybranych. Lekarz nie musiał zarywać nocy by wywiązać się ze zobowiązań w prywatnym szpitalu. Pracował jedynie na państwowej posadzie. Moralność wielu lekarzy stała na wyższym poziomie niż obecnie. Więcej mówiło się o przysiędze Hipokratesa i obowiązku wobec obywateli i państwa. Dziś są to jedynie wyświechtane frazesy, które mało kto bierze poważnie. Liczą się jedynie pieniądze.

Budowało się tanio i szybko. W niespełna dziesięć lat podniesiono z gruzów stolicę państwa. Dzisiaj rzecz nie do pomyślenia. Nikt nie chce zepsuć rynku bankom i deweloperom. Często wyśmiewa się ówczesne budownictwo za „tandetę”. Jednak bloki wzniesione w czasach Gierka stoją nadal i zapewniają dach nad głowami milionom Polaków. Teraz młodzi obywatele nie mają nic – pozostaje im uciekać za granicę. Rynek mieszkaniowy dostępny jest tylko dla bogaczy, albo takich, którzy zawiązują sobie przysłowiową pętlę na szyi zaciągając lichwiarski kredyt w banku.

W tamtym okresie rząd myślał przede wszystkim o zwykłych ludziach. Teraz myśli o pieniądzach z Unii Europejskiej. Buduje się ogromne galerie handlowe – zamiast zakładów pracy i fabryk. Są to gigantyczne świątynie handlu, w których Polacy z wyższym wykształceniem pracują bez światła dziennego po kilkanaście godzin dziennie, za najniższą pensję i często w ramach tzw. „umowy śmieciowej”. Sprzedają towary produkowane w Chinach i napełniają zyskiem kieszenie potężnych, zagranicznych korporacji.

A edukacja? Była za darmo dla każdego. Całe pokolenia uczyły się na tych samych podręcznikach, które odkupywało się od wcześniejszych roczników. W każdej szkole wydawano posiłki, a system wsparcia dla najbiedniejszych dzieci sprawiał, że na stołówkę mógł przyjść każdy uczeń. Dzieci uczęszczały do szkoły w mundurkach, nie było widać, kto jest biedy a kto bogaty. Nauczyciele cieszyli się powszechnym szacunkiem. Dziś mało kto chce uwierzyć, że istniało coś takiego jak dom nauczyciela. Tam nauczyciele mogli zamieszkać z rodzinami, jeśli nie posiadali własnego mieszkania blisko szkoły. Do tego wczasy, zniżki, ulgi…

Dzisiaj nauczyciel nie znaczy prawie nic. Upadają, jedna po drugiej, szkoły. Tam, gdzie niegdyś było technikum otwiera się siłownię. W gmachu szkoły podstawowej powstaje Biedronka. Upada nauka i zamiera kultura.

Praca dla wszystkich

Państwowe zakłady pracy dawały zatrudnienie każdemu, kto się do nich zgłosił. Czasem pracę dostawało się „ze skierowania”. Bezrobocie praktycznie nie istniało, pracować musiał każdy. Nie jest prawdą, że „w czasach komuny” można było nic nie robić i dostawać wypłatę. W każdym zakładzie istnieli kierownicy, majstrowie czy dyrektorowie, którzy wydajność pracy kontrolowali i potrafili ją nagradzać. Dzisiaj częstokroć wyśmiewamy się z tytułów „przodownik pracy” czy „pracownik miesiąca”. Jednak w tamtych czasach zakład pracy dawał swoim pracownikom coś więcej niż jedynie wypłatę – dawał poczucie satysfakcji. Jeśli pracowało się w piekarni, można było dostać bułki do domu. Jeśli w zakładzie mięsnym, otrzymywało się paczki z wędlinami. Ten kto pracował w elektrowni miał zniżkę na prąd. Górnicy dostawali darmowe przydziały węgla. Było z tego wiele radości. Teraz każdy pracownik traktowany jest jak potencjalny złodziej. W niektórych prywatnych firmach zatrudnionych dokładnie się obszukuje, by sprawdzić, czy aby nie wynoszą czegoś związanego ze swoim warsztatem pracy. To uwłacza godności pracownika i za czasów PRL byłoby nie do pomyślenia.

Lata dziewięćdziesiąte przyniosły definitywny upadek „komuny” i grabieżczą prywatyzację. Ludzie zaczęli tracić pracę, likwidowano zakłady, kopalnie, huty. Setki tysięcy rodzin w miastach i wsiach utraciły swoje źródła utrzymania. Za bezcen wysprzedawano „po znajomości” państwowe mienie warte nieraz miliony złotych. Nagle zaczęła powstawać klasa „nowych kapitalistów”, dysponujących skradzionym kapitałem i zakładających najdziwniejsze spółki i firmy. Ci, którzy obalili komunizm – dzisiaj często sami plują sobie w twarz. Byli członkowie Solidarności pracują jako sprzątaczki i portierzy w firmach, których właścicielami są dawni partyjni notable. Transformacja ustrojowa skończyła się fiaskiem.

Wspomnienia, wspomnienia…

Nie da się już cofnąć czasu. Świat poszedł naprzód i wszystko wygląda inaczej niż wtedy. Niczego nie trzeba już „załatwiać”, „wszystko” można mieć za pieniądze. A właściwie trzeba powiedzieć – ci co pieniądze mają, mogą mieć wszystko. Mamy lepsze samochody, lepszy sprzęt RTV i AGD, sklepowe półki uginają się pod ciężarem towarów. A jednak… czegoś żal. Ludzie bardziej rywalizują za sobą niż kiedyś. Za pieniądze każdy gotów jest wydrapać drugiemu oczy. Niegdyś, wspólny „wróg” w postaci „komuny” potrafił jednoczyć Polaków. Życie, choć było inne niż teraz, miało swój niepowtarzalny urok. Liczyło się coś więcej, niż tylko nieustanna pogoń za dobrobytem i rywalizacja. Czas płynął wolniej, na czytaniu gazet, słuchaniu radia i spotkaniach z sąsiadami. Rzeczy materialne, chociaż trudno dostępne, jak chociażby przysłowiowy papier toaletowy, stawały się prawdziwymi trofeami. Ich „upolowanie” stawało się powodem do radości. Może dlatego potrafiliśmy podchodzić do życia z większym dystansem i humorem. Na pewno warto czasem przypomnieć o minionych latach, kiedy mięso i wódka były na wagę złota, a wszystko dostawało się na talony lub „kartki”. Niekoniecznie chodzi o to, aby próbować powracać do tamtych rozwiązań. Trzeba sobie jednak zadać pytanie, czy rzeczywiście „w czasach komuny” wszystko było złe i zasługujące na potępienie?

Prawa autorskie

Wszelkie materiały (w szczególności: artykuły, opowiadania, eseje, wywiady, zdjęcia) zamieszczone w niniejszym Portalu chronione są przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. o ochronie baz danych. Jakiekolwiek ich wykorzystywanie poza przewidzianymi przez przepisy prawa wyjątkami, w szczególności dozwolonym użytkiem osobistym, jest zabronione.
O Marek Falkowski 666 artykułów
Marek Falkowski – Specialist in the field of new technologies and IT security. Author of numerous opinion-forming articles about politics, business and technology. In his daily life he implements IT solutions for the public administration. Expert in the field of data protection with particular focus on personal data and classified information.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.