Zakładniczka miłości

Siedziała nerwowo przy swoim biurku i zaciskała pięści. Kolejny raz tłumiła w sobie niepohamowaną złość. Miała wrażenie, że zaraz wybuchnie, a przecież nie dawała sobie do tego prawa. Nie mogła po sobie dać poznać, iż nie kontroluje swoich emocji. Złościła się na swoją matkę i na siebie.

Na matkę, bo jej w ogóle nie słuchała. Na siebie, bo nie potrafiła wyrazić swojego zdania, nie potrafiła się bronić, okazać jej sprzeciwu. Potulnie zgadzała się z jej każdym słowem, chociaż aż kipiała od nienawiści. Wiedziała, że każdy jej sprzeciw kończy się całkowitym odtrąceniem. Ostatnia rzecz, na jaką miała ochotę, to właśnie samotność. Miała tylko ją, więc musiała znosić jej zdanie. Musiała.

Patryka poznała na studiach, podczas okienka, gdy siedziała w bibliotece odrabiając swoją pracę na ćwiczenia. Zaczęli rozmawiać na temat tego co studiują, zaczęli z poczuciem humoru obgadywać najdziwniejsze przyzwyczajenia swoich wykładowców. Sara nieśmiało spoglądała na chłopaka. Nie był super przystojny, ale jego przyjacielski uśmiech i sposób bycia powodował, że nie chciało jej się z nim rozstawać. Natknęli się na siebie jeszcze kilkukrotnie. Raz w bibliotece, parę razy przechodząc przez korytarz zmieniając salę wykładową, a czasami przy wyjściu z uczelni. Zawsze witał ją tym swoim przyjacielskim, serdecznym uśmiechem.

Pamięta dokładnie, jak Patryk zaproponował jej randkę w czasie listopadowego wieczoru. Wydawało się już wtedy, że noc zachodzi tak szybko. Była dopiero godzina szesnasta. Chociaż wiatr hulał, liście dawno przestały mienić się kolorami czerwieni, żółci i złota, za to pojawiały się pierwsze drobinki deszczu ze śniegiem, dla niej to była najlepsza chwila w życiu. Sara miała okazję zbliżyć się do chłopaka, który coraz bardziej jej się podobał. Spacerowali uliczkami miasta, a następnie pustymi alejkami smutnego parku prawie dwie godziny. Dopiero jak Sara zaczęła czuć szczypanie w nos i policzki postanowili, że muszą się rozejść do swoich domów. Nie mogli się nagadać. Mieli tak dużo wspólnych tematów, książki, sztuka, a nawet oglądali te same filmy.

Sara po przyjemnej, praktycznie niekończącej się rozmowie, pomyślała o swojej matce. Poczuła ścisk w swoim żołądku. Była już prawie pewna co ją czeka w domu. Próbowała opanować swoje myśli i zastanowić się nad jakąś sensowną wymówką. Czuła się jak małe dziecko, które musi kłamać, chociaż nie zrobiła niczego złego.

Wchodząc na klatkę schodową spojrzała na telefon, który zwykła wyciszać w czasie zajęć. Aż 10 nieodebranych połączeń. Wszystkie od swojej matki. Miała ochotę się rozpłakać, ale stwierdziła, że musi być silna. Zresztą jak zawsze. Gdy weszła cicho do mieszkania, jej matka bez słowa podała obiad, ciskając ze wzgardą w jej kierunku sztućce.

Sarze odechciało się jeść. Ale wiedziała, że odmowa zjedzenia specjalnie przygotowanego dla niej obiadu, pogorszy jeszcze sytuacje. Narastała w niej frustracja. A jeszcze bardziej narastało w niej poczucie winy. Matka zmierzyła ją zimnym wzrokiem.

– Gdzie byłaś? – spytała w końcu Sarę.

– Musiałam zostać w bibliotece, przygotować się na referat z zajęć – dziewczyna kłamała. Czuła się przez to jeszcze gorzej.

– To co już w tej bibliotece nie można wypożyczać książek do domu? – zapytała znowu z jeszcze większym wyrzutem.

– To były książki z czytelni – Sara odpowiedziała z trudem przełykając kęs mięsa.

– Nieważne, już zapomniałaś od czego są telefony? Dzwoniłam ze sto razy, a Ty nawet łaskawie nie odebrałaś, albo nie poinformowałaś mnie, że zostajesz dłużej.

– Mamo, wszyscy z mojego roku już dawno przestali się tłumaczyć swoim rodzicom, że muszą zostać dłużej na uczelni – Sara naiwnie próbowała nakłonić swoją matkę do większego zrozumienia.

– Taaa. A potem się łajdaczą. Zobaczymy, ile Tych Twoich koleżanek zajdzie w ciąże przez to późniejsze wracanie do domu. Poza tym nie ma dyskusji. Dopóki mieszkasz pod moim dachem, masz wracać punktualnie i mi mówić. Będziesz kiedyś matką, to zrozumiesz, że się o Ciebie martwię, i chcę byś wyszła na ludzi. Ma to się więcej nie powtórzyć – matka rzekła oschłym tonem i wyszła z kuchni. Zaszyła się w swoim pokoju przed telewizorem.

Znowu Sara została całkowicie sama ze swoimi myślami. Nie miała prawa do spotykania się ze znajomymi. Bo dzisiejszy świat był tak zepsuty, że przez nich mogłaby się stoczyć w narkotyki i inne uzależnienia. O chłopaku mogła zapomnieć. Przecież panna z dzieckiem to w jej rodzinie byłby całkowity wstyd. Nie mogła przecież żyć w związku, tak jak jej kuzynka Marta, Asia, czy kuzyn Paweł. Oni chodzili na imprezy, mieli znajomych, zmieniali swoje połówki jak rękawiczki, cieszyli się życiem i jakoś nie wylądowali na dnie.

Sara miała tego dość. Nie potrafiła jednak nic z tym zrobić. Była potulna jak baranek. Od dziecka była uczona, że w tym domu rację ma tylko jej matka. Natomiast wszelkie próby Sary postawienia na swoim, były nazywane pyskowaniem.

Po takich sytuacjach, które zdarzały się zawsze, gdy Sara robiła coś, co nie było po myśli swojej matki, dziewczyna obiecywała sobie, że zaciśnie zęby, aż się stąd wyprowadzi. Ale nie zdawała sobie sprawy z tego, że nie będzie to takie proste. Nawet jeszcze nie sądziła, jak bardzo została uwikłana w toksyczną sieć swojej matki, nazywanej macierzyńską, bezinteresowną miłością.

Sara, chociaż czuła, że powinna podporządkować się całkowicie swojej matce, tak naprawdę nie potrafiła zrezygnować z potajemnego spotykania się z Patrykiem. Przy nim czuła się zupełnie inaczej. Jednak manewrowanie spotkaniami z chłopakiem, który oczekiwał coraz większej zażyłości, było równie trudne, jak okłamywanie matki, że ma tera wyjątkowo trudną sesję egzaminacyjną, która oznacza jej być albo nie być na uczelni. Z każdym kłamstwem czuła się coraz podlej, ale myślała, że jest to jedyne rozwiązanie, by mieć tą cząstkę swojego wymarzonego życia.

– To co Maleńka, gdzie wybieramy się na Sylwestra? – Patryk zadał najnormalniejsze pytanie, które zadaje każdy chłopak spotykający się na poważnie ze swoją dziewczyną?

– Na Sylwestra? – dziewczyna poczuła napięcie wszystkich mięśni.

– No na Sylwestra, tylko nie mów, że w tym czasie znowu będziesz uczyła się na sesję – Patryk zażartował sobie z licznych wymówek swojej dziewczyny.

– Myślałem, że wybierzemy się na domówkę do mojego najlepszego przyjaciela. Jego rodzice też gdzieś wychodzą, więc chata będzie wolna. Ale jeśli Ty masz jakąś inną propozycję, to oczywiście jestem otwarty na sugestię.

– Jasne, dam Ci znać – Sara szepnęła wymijająco.

– Dobrze, tylko wiesz, to już za dwa tygodnie, więc żebyśmy nie wylądowali z Twoimi książkami i Nowym Rokiem – zaśmiał się Patryk.

– Coś Ty – Sara uśmiechnęła się, robiąc dobrą minę do gry, w którą coraz bardziej się plątała.

Dziewczyna całą drogę myślała nad tym, w jaki sposób mogłaby się wymknąć na Sylwestra z domu. Aż było jej głupio, że nigdy nigdzie nie wychodziła. Raz w liceum miała propozycję by dołączyć do znajomych. Ale warunek jaki postawiła jej matka, był nie do spełnienia. Miała wrócić do domu przed 22:00. To był najgorszy Sylwester w jej życiu. Oczywiście nie poszła, bo by chyba spaliła się ze wstydu, gdyby jej znajomi dowiedzieli się, że ma wracać do domu tak wcześnie. Wymówiła się tym, że złapało ją przeziębienie, a całą sylwestrową noc przepłakała do poduszki w swoim pokoju.

Sara całą drogę myślała jak wypuścić się na Sylwestra, albo się z niego wymigać. Nie miała tak naprawdę nikogo bliskiego, by ktoś jej coś podpowiedział, co mogłaby zrobić w tej sytuacji. Zrażona poprzednimi doświadczeniami aż się bała rozmawiać ze swoją mamą, że ma wyjść ze swoim chłopakiem na domówkę. Postanowiła, że nie będzie owijać w bawełnę. Jeszcze siedząc w pokoju zaczęła wypisać na kartce co dokładnie powie swojej matce. Jakich argumentów użyje, że ma prawo do tego, by wyjść na całą noc z domu. Powtarzała w myślach, jestem dorosła, dobrze się uczę, jestem na kierunku studiów, który sobie wymarzyłaś dla mnie, nie sprawiam Ci żadnych kłopotów, mam stypendium naukowe, jestem na każde Twoje zawołanie.

Mówiąc to i czytając co zapisała Sara się rozpłakała. Właśnie uświadomiła sobie o co chce prosić swoją matkę. Uświadomiła sobie, w jakim beznadziejnym znajduje się położeniu. Ma 22 lata, a czuje się jakby miała 5, pytając się o zgodę, czy może wyjść na plac zabaw. Odkąd ojciec je zostawił, matka zrobiła się strasznie oschła. Zaczęła Sarę jeszcze bardziej kontrolować, sprawdzać, i otaczać coraz większą miłością. Bo jak tłumaczyła –została jej tylko ona. Nie wyobraża sobie życia bez niej. A gdy Sarze puściły kiedyś nerwy, to i tak zawsze kończyły się ostatnimi słowami matki „tak mi się odpłacasz za tyle lat poświęcenia? Za tyle lat ciężkiej harówki? Jesteś taka sama jak ojciec, niewdzięczna. Ja dla Ciebie wszystko, a Ty jeszcze masz jakieś kaprysy”.

Sara już wiedziała, że dzisiaj pod żadnym pozorem nie da rady rozmówić się ze swoją matką. Za to zapłakana zasnęła. Cały dzień dręczyła ją myśl o położeniu, w którym się znajduje. Nie miała ochoty nawet na spotkanie z Patrykiem, bo bała się, że będzie musiała mu odpowiedzieć co ich sylwestrowymi planami. Jakoś udało się jej wymigać od spotkania po zajęciach na uczelni.

Podczas obiadu, dziewczyna postanowiła wszystko postawić na jedną kartę.

– Mamo, zamierzam w tym roku wyjść na sylwestra ze znajomymi – wydusiła jednym tchem.

Zastała ją cisza. Matka jak zwykle przeglądała kolorowe gazety. Nawet nie spojrzała na Sarę.

– No jak musisz, to jakoś przeżyję tego Sylwestra sama – odpowiedziała jej matka, nawet nie podnosząc oczu znad gazety.

Sara znowu musiała zmierzyć się z ogromnym poczuciem winy, na którą zrzuciła jej rodzicielka. Postanowiła tym razem jednak zacisnąć zęby i puścić komentarz w niepamięć. Chociaż nie potrafiła jeszcze cieszyć się z tego wspólnego wyjścia, obiecała sobie, że na samym Sylwestrze zapomni o wszystkich kłopotach i na pewno będzie bawiła się świetnie.

Patryk nie mógł się doczekać, kiedy przedstawi swoją dziewczynę swoim znajomym. Był Sarą naprawdę zauroczony. Dziewczyna wyglądała skromnie, ale jednocześnie tak, że jej chłopak mógł spoglądać na nią z zachwytem i dumą.

Sara czuła się na początku bardzo nieswojo. Jednak po wypiciu kilku łyków wina, zaczęła się powoli rozluźniać. Po kilku godzinach zaczęła się bawić naprawdę świetnie. Patryk nie mógł się na nią napatrzeć, że potrafiła chwilami stawać się prawdziwą duszą towarzystwa.

Nagle ktoś z gości zawołał w kierunku Sary

– Sara, to chyba w Twojej torebce cały czas wydzwania telefon!

Dziewczyna natychmiast zjawiła się przy swoich prywatnych rzeczach. Patryk pobiegł za nią, widząc wystraszoną minę dziewczyny.

Sara mogła się tego spodziewać, na ekranie jej telefonu ukazało się kilkanaście nieodebranych połączeń. Była wściekła na swoją matkę. Nie chciała dać jednak za wygraną. Jednak w momencie, kiedy wrzucała telefon z powrotem do torebki usłyszała sygnał przychodzącego sms-a.

„Słabo mi. Zadzwoniłam, po karetkę”.

– Muszę wracać – Sara wykrzyknęła w kierunku Patryka.

Chłopak pobiegł za nią. Widział, że stało się coś złego.

Przed oczami Sary, gdy w pośpiechu podążała w kierunku domu, pojawiały się najgorsze obrazy. Była pewna, że po przybyciu zastanie karetkę pogotowia, w której znajduje się jej mama. Mogła zostać w domu. Po co ona w ogóle gdzieś wychodziła. Gdyby nie wyszła na tą głupią domówkę, na pewno nic złego by się nie działo. Pochłonięta swoimi zmartwieniami nawet nie widziała, że cały czas za nią biegnie Patryk.

Sara stojąc przed blokiem zauważyła w oknie jasne światło telewizora. Dookoła nie było śladu po żadnej karetce pogotowia. W pozostałych oknach, u swoich sąsiadów, w najlepsze toczyły się sylwestrowe imprezy. Zero gapiów.

– Boże, co za bezduszni ludzie – wymsknęło się Sarze na temat sąsiadów, którzy pewnie nawet nie zareagowali, gdy jej mamę wynosili sanitariusze. Postanowiła wejść do mieszkania sądząc, że właśnie tutaj znajdzie jakikolwiek ślad, informację, gdzie ją zabrano, co w ogóle się działo. Była w takim amoku, że nawet nie przyszło jej do głowy, by zadzwonić do swojej matki.

Patryk bez słowa szedł za nią. Miał wrażenie, że go w ogóle nie ma, bo Sara od momentu odczytania wiadomości, w ogóle przestała na niego zwracać uwagę. Funkcjonowała, jakby była zaprogramowana. Nie liczyło się dla niej już nic innego, jak próba najszybszego dotarcia do mieszkania.

Sara otworzyła niepewnie drzwi. W jej głowie kłębiły się setki myśli. A co jeśli mama nie zdążyła zadzwonić po pomoc i teraz leży nieprzytomna w pokoju? Co jeśli biegła za długo?

Ten widok ją jednak zaskoczył jeszcze bardziej. Jej matka jak gdyby nigdy nic siedziała w swoim fotelu przed telewizorem i skakała po kolejnych kanałach.

– No jesteś wreszcie. Wiesz, która jest już godzina? Poza tym znowu nie odbierałaś ode mnie telefonów – matka jak gdyby nigdy nic zaczęła swój wywód.

– Jak to, nic Ci nie jest? Pisałaś, że Ci jest słabo! – Sara zaczęła się cała trząść.

– Oj, no trochę mi się zakręciło w głowie. Ale wypiłam melisę i jest już dobrze. Poza tym, gdybyś się nigdzie po nocach nie szlajała, to nic by mi nie było – matka Sary wypowiadała to tak dosadnie, nawet nie odwracając wzroku od swojego ulubionego serialu.

– Mam dość – wykrzyknęła Sara.

Patryk wycofał się w kierunku drzwi wejściowych.

– Mam tego wszystkiego już po wyżej uszu. Biegłam przez pół miasta myśląc, że coś Ci się stało. A Ty jeszcze mnie karcisz za to, jakbym nie wracała do domu każdej nocy! Kim ja dla Ciebie jestem! Nikim! Traktujesz mnie jak swoją własność. Nienawidzę Cię! – Sara zaczęła wykrzykiwać wszystko to, co już od dawna tłumiła w sobie.

– Taaak? Taka, jesteś teraz cwana? Zobaczymy jak będziesz mówiła, jak ochłoniesz. Po pierwsze nie jestem Twoją koleżanką, żebyś mi mówiła na Ty. Po drugie maszeruj do swojego pokoju, bo nawet nie chcę na Ciebie patrzeć. Zero szacunku, zero wdzięczności. Nie tak Cię wychowałam smarkulo, żebyś teraz w taki sposób mi się odpłacała. Będziesz mi pyskować, to zobaczysz. Boże, że też musiałaś się wdać w charakterek swojego ojca. Ciągle mam z Tobą jakieś utrapienia – kobieta krzyczała nie wstając z fotela.

– Wychodzę – wykrzyknęła Sara w jej kierunku.

– Noooo, tylko się odważ. Jak tylko zamkniesz za sobą drzwi, to nie masz po co wracać! – to było ostatnie zdanie wypowiedziane przez jej matkę.

– Masz rację, nie mam po co wracać! – Sara rzuciła na odchodne i wybiegła na dwór. Wyskoczyła przed siebie bez niczego. Nie miała żadnych rzeczy, tylko to co w torebce. Gdy przeszła około kilometr usiadła na krawężniku i rozpłakała się jak dziecko. Nie wiedziała co ze sobą zrobić.

Patryk, który szedł za Sarą jak cień, teraz przyglądał się jej z dystansu kilku metrów.

– Czemu mi nic nie powiedziałaś o swoich kłopotach w domu – spytał nieco oschłym tonem.

– Patryk? – Sara jakby się ocknęła, że chłopak w ogóle jest cały czas przy niej.

– Nawet mnie nie zauważyłaś. Nie wiem co o tym wszystkim myśleć – Patryk świdrował wzrokiem jej spojrzenie, jej emocje.

Sara spojrzała na dół. Nie miała siły tłumaczyć mu wszystkiego.

– Będzie lepiej jak mnie zostawisz. Będzie lepiej, jak, jak zapomnisz o tej całej głupiej sytuacji, o mnie, o wszystkim – dziewczynie spływały łzy wielkie jak grochy.

– Dlaczego mi nic nie powiedziałaś? – Patryk był nieugięty.

– A co miałam Ci się pochwalić, że moja matka traktuje mnie jak własność? Że nie potrafiłam nigdy jej powiedzieć nie? Że myślałam, że to się jeszcze jakoś poukłada, że zrozumie, że chcę mieć swoje życie. Ale nie zrozumiała. Wszystko zniszczyła. Udawała chorą, bym tylko jak zwykle siedziała w domu. Widocznie nie zasługuję na nic więcej. Chcę byś mnie już zostawił. Już mam dość tego udawania.

– Udawania? – Patryk zmarszczył czoło.

– Tak udawania, że jestem z idealnej rodziny, że tak dużo się uczę. I tak to co jest między nami, nie ma szans. Moja matka się postara o to, by to rozwalić. Ja muszę należeć do niej. Zobacz, nawet nie mam dokąd pójść. Będę musiała tam wrócić. To był ostatni raz, kiedy próbowałam żyć normalnie. Dziękuję Ci za każdy dzień, ale nie dam rady tak dłużej. Ona mnie wykańcza. Więc po co mam wciągać w to jeszcze jedną osobę.

– Co zamierzasz zrobić? – Patryk miał mieszane uczucia co do zaistniałej sytuacji.

– Nie wiem. Jak tylko tam wrócę, do końca życia matka będzie mi wypominała swój tryumf. Ale nie mam gdzie się podziać. Więc muszę zacisnąć zęby. Muszę przestać walczyć o coś, co nie jest mi dane. Bo albo przyzwyczaję się, że muszę być na jej każde zawołanie, albo… – Sara miała najgorsze myśli.

– Nie musisz tam wracać… – Patryk zaczął niepewnie.

– Muszę, przecież nie mam gdzie się podziać.

– A Ojciec, ktoś z rodziny? – zapytał Patryk.

– Ojciec zostawił mnie i matkę, jak byłam jeszcze mała. Rodzina mamy? Kontaktuje się z nami, jak już musi. Każdy ma dość jej narzekania na ojca, na mnie. Wszyscy zresztą na mnie patrzą z pobłażliwością, a nawet ironią. Moje kuzynostwo żyje normalnie, a ja. Ja jestem cały czas pod kloszem. Muszę tam wrócić, zacisnąć zęby, skończyć studia i wtedy jak znajdę tylko pracę, to się wyprowadzę.

– Jeśli tam wrócisz, to już nigdy się nie wyprowadzisz.

– Nadal nie rozumiesz. Nie mam teraz pieniędzy na to, żeby się wyprowadzić.

– Jesteś od niej uzależniona. Ona będzie robiła różne sztuczki, by mieć Cię przy sobie. W końcu nie ma nikogo oprócz Ciebie.

– No tak – Sara smutno kiwnęła głową.

– No to się nigdy nie wyprowadzę, będę tak żyła. Tym bardziej, daj sobie ze mną spokój.

– A jeśli ja nie chcę?

Sara spojrzała na Patryka. Jak to, nie chciał jej dać spokoju. Widział ją właśnie w najgorszej chwili jej życia, a on? Co on sobie myślał? To całe zamieszanie bez jego udziału było już dla niej wyjątkowo upokarzające, a co dopiero, gdy zaczynało docierać do niej, że on to wszystko widział i słyszał. Wolałaby zniknąć, zapaść się pod ziemię, wejść w jakiś magiczny niebyt, tam gdzie nikt nie będzie już jej szukał i czegoś od niej chciał.

– Wstań z tej ziemi. Pójdziemy do mnie. – Patryk wyciągnął ręce w kierunku Sary.

– Jak to? A Twoi rodzice? – dziewczyna spojrzała na niego całkowicie zdezorientowana.

– Nie pamiętasz już, że wynajmuję pokój? – Patryk uśmiechnął się w końcu do Sary tak życzliwie, jak to tylko on potrafił.

– Podejrzewam, że na razie moi współlokatorzy nie będą mieli nic przeciwko, jeśli zatrzymasz się u mnie na kilka dni, później będziemy myśleć.

– Ale ja nic nie wzięłam ze swojego domu – Sara znowu zaczęła się zamartwiać.

– Spokojnie, teraz nie to jest najważniejsze. Zrobiłaś już pierwszy najtrudniejszy krok. Teraz już będzie tylko do przodu.

Patryk wziął Sarę za dłoń i poszli w kierunku jego ciasnego pokoiku. Po drodze mijały ich pokazy sztucznych ogni. Sara chociaż przez chwilę poczuła się bezpiecznie i zapomniała całkowicie o swojej matce. Wiedziała, że nie będzie jej łatwo uciec od jej toksycznej miłości. Ale w końcu poczuła, że ma w sobie chociaż cień siły i nadziei na to, że zasługuje na lepsze, szczęśliwsze życie.

Prawa autorskie

Wszelkie materiały (w szczególności: artykuły, opowiadania, eseje, wywiady, zdjęcia) zamieszczone w niniejszym Portalu chronione są przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. o ochronie baz danych. Jakiekolwiek ich wykorzystywanie poza przewidzianymi przez przepisy prawa wyjątkami, w szczególności dozwolonym użytkiem osobistym, jest zabronione.
O Marek Falkowski 665 artykułów
Marek Falkowski – Specialist in the field of new technologies and IT security. Author of numerous opinion-forming articles about politics, business and technology. In his daily life he implements IT solutions for the public administration. Expert in the field of data protection with particular focus on personal data and classified information.

2 Komentarze

  1. Widać, że historia jest prawdziwa, takich dramatów jest wiele. W co którymś domu rodzice myślą że są w centrum uwagi a dzieci do końca ich życia będą im służyć bez względu na ich charakter i upokorzenia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.