Wywiad z rolnikiem

Chwyciłam jeszcze kubek z zimną kawą. Wypiłam łyk, wiedziałam, że szybko mogę nie poczuć znowu jej smaku. Praca dziennikarki dawała mi bardzo dużo satysfakcji, ale niestety jak to bywa w tym zawodzie, czasami byłam wyczerpana. Dostałam zlecenie na pojechanie pod Urząd Wojewódzki w Białymstoku. Miałam się czegoś dowiedzieć w zaistniałej sytuacji podlaskich rolników, którzy nie mogli uporać się z dzikami.

Podjechałam swoim autem najbliżej jak się dało. Niestety co najmniej dwie trzecie ulicy było już zablokowane przez mężczyzn, zdaje się protestujących, a także ich ciągniki. Nie bardzo wiedziałam od czego zacząć. Musiałam chwilę zorientować się w terenie, żeby w moim umyśle się nieco rozjaśniło. Popytałam niezobowiązująco kilku rolników, którzy stali z brzegu. Chciałam się dowiedzieć w ogóle jakie mają nastroje i czy będą skorzy do rozmowy. Traktowali mnie przyjaźnie, bardziej nawet jak deskę ratunku, która może przynieść im spełnienie ich wszystkich oczekiwań.

Zrobiłam w tłumie jeszcze jakieś dwa okrążenia, wypatrując kogoś kompetentnego do rozmowy. Każdy mój wywiad musiał mieć bardzo dużą wartość. Inaczej moja ambicja nie pozwalałaby mi wykonywać zawodu dziennikarki. W tłumie zauważyłam dość młodego mężczyznę. Na oko miał trzydzieści kilka lat. Czym mnie ujął? Widziałam, że jest nader spokojny. Poza tym nie wyglądał jak typowy rolnik. Może nawet się pomyliłam? To nie był jeden z nich. Podeszłam by zacząć z nim rozmowę, byłam ciekawa czy udzieli mi wywiadu.

– Dzień Dobry, jestem z Portalu „My Dreams”, jeśli nie miałby Pan nic przeciwko, zadałabym Panu kilka pytań odnośnie konfliktu między Wami, a politykami.

– Dzień Dobry – Nieznajomy podał mi dłoń i zdecydowanie uścisnął moją.

– Możemy porozmawiać, ale nie tutaj – oznajmił nieco chłodno.

Pewnie był zdystansowany, a może jednak się pomyliłam?

– Chce Pani zobaczyć o co chodzi? Chce Pani naprawdę dowiedzieć się jaki mamy problem, czy tylko zależy Pani na odklepaniu artykułu, nie patrząc po której stronie jest racja? – chyba mnie sprawdzał.

– Pojedźmy zatem – oznajmiłam i ruszyłam w jego kierunku.

Podeszliśmy do jego niezbyt czystej terenówki. Otworzył mi drzwi, co mnie lekko zaskoczyło. Tak, te moje stereotypy o ludziach ze wsi, bywają naprawdę niesprawiedliwe.

– Pokażę Pani ziemię mojego ojca. Połowa pola jest przynajmniej zdewastowana przez dziki, których jest stanowczo za dużo. Niby ileś sztuk już odstrzelono. Ale nadal to za mało. A jak Pani zobaczy na własne oczy, to może i Pani zrozumie, że jest to problem, którym się nasze władze kompletnie nie przejmują. Dlatego strajkujemy. Wie, Pani dla niektórych ludzi, uprawy to całe życie. Ja co prawda prowadzę swoją firmę, ale widzę mojego ojca, ile wkłada w to wszystko swojej pracy. I nie mieć z tego pieniędzy? Przez jakieś dziki? – mężczyzna wdał się w monolog.

Nie chciałam zaczynać z nim wywiadu, dopóki nie zobaczę szkód sporządzonych przez zwierzynę. Rzeczywiście mógłby trochę podkoloryzować całą sytuację, a jak przecież byłam solidna w tym co robię.

Po dwudziestu minutach jazdy dotarliśmy na skraj pola. Jakiś niecały kilometr od niego, na horyzoncie widniał spory las. Pole rzeczywiście było zdewastowane, ale to co miałam za chwilę zobaczyć, przeszło moje oczekiwania. Mój przewodnik sięgnął coś w rodzaju straszaka i strzelił w powietrze. Z kępy kukurydzy wybiegło chyba z dziesięć dzików. Przestraszyłam się, aż się za niego schowałam. Chwilę tak stałam nie mogłam się ruszyć. Trzymałam się go kurczowo nie wiedząc co dalej zrobić.

– Przepraszam – wyjąkałam speszona.

– Nie bój się – po raz pierwszy syn rolnika uśmiechnął się do mnie. Był naprawdę przystojny. Nie wiem co strzeliło mi do głowy, ale przytuliłam się do niego. Objął mnie chętnie. Naszła mnie fala podniecenia. Nie zdarza mi się to często, a już prawie w ogóle przy nieznajomych.

– Mogę pokazać Ci pobliski las, ale jest dużo dzików – chyba mnie wyczuł.

– Możemy nie wysiadać z samochodu – odpowiedziałam zagadkowo, ale on już wiedział, na co przystanęłam.

Wsiedliśmy do samochodu bez słowa. Chwycił mnie za rękę. Miał taką dużą i silną dłoń. Po chwili zaparkowaliśmy między drzewami. Nie było nas widać z żadnej strony.

Łapczywie rzuciliśmy się na siebie. Całowaliśmy się, znalazłam się w samym staniku i spódnicy. Brał moje piersi w swoje wielkie dłonie i je ssał, lizał i czasami kąsał. Zatopiłam swoje palce w jego włosach.

– Chodźmy do tyłu – szepnęłam.

Szybko przesiedliśmy się na wygodną kanapę z tyłu auta. Usiadłam na nim w taki sposób, że mogliśmy się swobodnie całować i pieścić. Wymagało to trochę akrobatyki, ale zsunął ze mnie stringi. Zdjął też stanik. Zostałam jedynie w spódnicy, która okalała nie tylko moje nogi, ale również pół kanapy. Pospiesznie rozpięłam jego rozporek i się na niego nadziałam. Przywarliśmy ponownie, bawiąc się językami. Poruszałam się tak szybko, jakbym się bała, że ktoś mnie przyłapie. Trzymał mnie cały czas za uda i pomagał utrzymać szalone tempo. Niewiele mi brakowało. W jednym momencie poczułam falę orgazmu. Doszłam szybciej od niego. Jak tylko ochłonęłam, przeszłam do pieszczenia jego męskości. Już rozumiałam, dlaczego tak szybko doszłam. Był ogromny. Chyba był mocno napalony, bo wystarczyło kilka minut pieszczenia językiem i wszystko wylądowało na moim biuście. Położyłam się na jego kolanach, myśląc co ja tak naprawdę napiszę w swoim artykule.

Prawa autorskie

Wszelkie materiały (w szczególności: artykuły, opowiadania, eseje, wywiady, zdjęcia) zamieszczone w niniejszym Portalu chronione są przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. o ochronie baz danych. Jakiekolwiek ich wykorzystywanie poza przewidzianymi przez przepisy prawa wyjątkami, w szczególności dozwolonym użytkiem osobistym, jest zabronione.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.