Współczesna pańszczyzna, czyli kto właściwie jest twoim szefem?

Pańszczyzna w okresie feudalizmu była obowiązkiem przymusowej oraz darmowej pracy na rzecz właściciela. Mogła ona funkcjonować również jako obowiązkowy najem do pracy i wtedy była odpłatna. W Polsce pańszczyzna w różnych postaciach utrzymywała się aż do XIX wieku. Obecnie uważa się, że to relikt przeszłości. Czy na pewno? Współcześnie powstały inne, bardziej nowoczesne formy wyzysku, z których nie zawsze zdajemy sobie sprawę.

Ósmy cud świata

Jest godzina szesnasta. W banku ustawia się kolejka. Stoję w niej i ja. Obsługuje tylko jedna pani, ponieważ bank oszczędza na zatrudnianiu pracowników. W przeciwieństwie do nas, zwykłych szaraczków, bank ma wszystko dobrze wyliczone.

Kolejka posuwa się w żółwim tempie. Pani wyraźnie się nie śpieszy, ludzie muszą wystać swoje i czekają cierpliwie. Akurat tak się złożyło, że mam przed sobą takie troszkę „społeczeństwo w miniaturze”. W kolejce czeka mężczyzna ubrany w elegancki garnitur, elektromonter, młody chłopak z teczką wypełnioną notatkami (prawdopodobnie student), muskularny robotnik w poplamionych cementem i farbą spodniach. Wszyscy oni na coś cierpliwie wyczekują. I teraz dochodzimy właśnie do najbardziej zdumiewającego spostrzeżenia – oni nie czekają aby coś otrzymać. Oni czekają cierpliwie, aby oddać swoje ciężko zarobione pieniądze w obce ręce. Finansowy majstersztyk. Ósmy cud świata. Ludzie sami przynoszą pieniądze do banku, nie trzeba ich do tego zmuszać.

Na chwilę obecną to banki są dysponentami naszych pieniędzy. Błędem byłoby sądzić, że banknoty, które wpłacamy w kasie trafiają do bezpiecznego skarbca, tak jak można to czasem zobaczyć na filmach. Te nasze pieniądze są natychmiast używane aby zadłużać innych ludzi czy firmy, i zostają wypłacone w postaci różnorodnych, oprocentowanych pożyczek oraz kredytów.

Korzyść jaką uzyskuje klient z wpłacenia pieniędzy do banku nie jest wcale tak znaczna, jak próbuje się to przedstawiać w telewizyjnych reklamach. Wbrew pozorom udana inwestycja w nieruchomości, grunty, dzieła sztuki czy chociażby antyki mogłaby przynieść nieporównywalnie większy dochód, niż te nędzne kilka procent co miesiąc. W rzeczywistości działalność banków nie sprzyja wcale aktywizacji gospodarczej przeciętnego obywatela. Wręcz przeciwnie – kapitał zostaje zamrożony w banku, a instytucją, która czerpie z tego największy zysk jest właśnie sam bank. To on jest prawdziwym beneficjantem tego układu. Oferowane przez większość banków oprocentowanie jest zbyt niskie aby przy środkach jakimi dysponuje przeciętny Kowalski zapewnić znaczący przychód w domowym budżecie.

Wirtualny majątek

A bankowość elektroniczna? Owszem, jest wygodna. Wiąże się też – przynajmniej teoretycznie – z większym poczuciem bezpieczeństwa. Prawdopodobieństwo, że ktoś ukradnie nam portfel z kieszeni wydaje się większe, niż to, że ukradnie nam pieniądze z konta w banku. Trzeba jednak stwierdzić, że jest to bezpieczeństwo w sporej mierze pozorne. Bankowość w Internecie istnieje stosunkowo krótko i tak naprawdę nie wiemy, czy wpłacone na elektroniczne konta pieniądze rzeczywiście są tak bezpieczne jak nam się wydaje. Obserwując nagłe niepokoje społeczne w innych krajach widzimy, że w przypadku zamieszek czy działań wojennych wypłata zgromadzonych na kontach środków staje się właściwie z dnia na dzień niemożliwa lub wysoce problematyczna. Właśnie dlatego, że w istocie bank tych pieniędzy nie ma. Nie ma więc wystarczających środków by w krótkim czasie dokonać wypłaty dla dziesiątków lub nawet setek tysięcy ludzi. Bankomaty nie działają, a placówki banków zostają zamknięte na cztery spusty. Ludzie często nagle tracą dostęp do kapitału zgromadzonego przez całe życie. Owszem, w odleglejszej perspektywie czasowej mogą te pieniądze odzyskać. Sytuacja w Europie jest jednak na razie na tyle stabilna, by banki mogły takich wypłat ostatecznie dokonać. Wyobraźmy sobie jednak globalny kryzys, lub działania wojenne w które zaangażowane są różne kraje Europy. Bezpieczeństwo środków zgromadzonych na kontach w bankowości elektronicznej nie będzie już takie pewne. Do tego dochodzą ataki hakerów i inne zagrożenia, jak na przykład nagły wzrost aktywności elektromagnetycznej słońca, lub użycie pewnych rodzajów broni, które mogłyby doprowadzić do wykasowania pamięci na bankowych serwerach. Pieniądze przechowywane na rachunku w banku nie są niczym więcej jak zachowanym w pamięci zero-jedynkowym ciągiem znaków i nie zaszkodzi o tym pamiętać.

Warto zauważyć, że od dobrych kilku lat wynagrodzenia od pracodawców są prawie zawsze przelewane na konto, a jego posiadanie jest w obecnych czasach praktycznie rzecz biorąc wymogiem. Można zadać sobie pytanie – na ile jest to wygoda i bezpieczeństwo obywatela, a na ile przejecie kontroli nad jego finansami?

Tak jest i już musi być?

Większość osób łatwo przystaje na ten „ustrój”, który nazwać by można „bankową monarchią”. Ludzie w ogóle mają zadziwiającą skłonność uznawania za „normalne” wszystkiego, co robi większość. A większość zadłuża się na potęgę. Nie ma z resztą co się dziwić. W Polsce celowo kreuje się pewien stan rzeczy, który zmusza zwykłych ludzi do zadłużania się. Na pierwszym miejscu trzeba wymienić zbyt niskie w stosunku np. do krajów Europy Zachodniej zarobki połączone z zaskakująco wysokimi (niemal takimi samymi jak na Zachodzie) cenami, i to nawet za artykuły pierwszej potrzeby jak żywność czy środki higieny. Ludzie pozbawieni możliwości oszczędzania nie są w stanie zakupić mieszkania inaczej, jak tylko poprzez wysoko oprocentowany i pełen prawnych kruczków kredyt. W ten sposób zostają oni zmuszeni do pracy na rzecz banku – nieraz do końca swojego życia.

Wszelkiego rodzaju programy wsparcia dla młodych małżeństw, pozornie niosące pomoc, są w rzeczywistości wsparciem dla deweloperów budujących nowe domy i osiedla, a także pożywką dla udzielających kredytów banków. Pieniądze ze skarbu państwa trafiają do kieszeni dewelopera, ponieważ buduje się najczęściej tanio i ze złych jakościowo materiałów, jedynie z zachowaniem zewnętrznej estetyki. W rezultacie sprzedawane za ciężkie pieniądze mieszkania i domy szybko będą wymagały napraw oraz remontów.

Wystarczy natomiast porozmawiać z rodzicami czy dziadkami, aby przekonać się, że nie zawsze zakup własnego mieszkania czy budowa domu wymagały zaciągnięcia kredytu. Jeszcze dwadzieścia czy trzydzieści lat temu przeciętnie zarabiające i pracujące małżeństwo było w stanie w ciągu kilku lat uzbierać kwotę wystarczającą do wybudowania domu lub zakupu mieszkania. Działo się to w czasach rzekomej zapaści gospodarczej, przed „erą kapitalizmu”. Czy więc mamy do czynienia ze świadomą polityką zubożania społeczeństwa aby „zagonić” je w bankowe sidła? Na to pytanie powinniście odpowiedzieć sobie sami.

Trzeba też podkreślić szczególne uprawnienia, jakie przysługują bankom w ściąganiu należności. Instytucje bankowe są bezwzględnymi egzekutorami i mają wszelkie możliwe narzędzia, by szybko ściągnąć nawet najmniejszą zaległość, często nawet bez konieczności kierowania sprawy do sądu. Zalegając z ratą możemy utracić nieraz cały swój majątek, na rzecz komornika czy banku, a wszystko to w majestacie prawa. Nie ma więc żadnej przesady w porównaniu ich do feudalnych panów.

Powinniśmy zadać sobie pytanie, czy rzeczywiście jesteśmy jeszcze panami własnego życia, czy może są już nimi banki. Wydaje się, że na obecną chwilę finansiści kontrolują cały porządek społeczny w Europie. Istnieją teorie głoszące, że nawet napływ imigrantów jest częścią większej, świadomej strategii. Mają oni spełniać funkcję taniej siły roboczej, tak aby w rezultacie umożliwić rywalizację podupadającej Europy z Chinami. Jednocześnie skutkiem fali imigracyjnej ma być drastyczne obniżenie wartości pracy i płac. Nie będzie już trzeba utrzymywać płacy minimalnej, ponieważ polskiego pracownika – legalnie lub nie – zastąpi imigrant. Dzięki temu banki będą mogły zadłużać kolejne rzesze ludzi i czerpać z tego nowe, praktycznie niewyczerpane zyski. Część obywateli będzie zmuszona do egzystencji na skraju nędzy i spłacania za wszelką cenę bankowych zobowiązań, a druga część po prostu zostanie pozbawiona wszelkiego majątku, ponieważ nie będzie w stanie już dłużej spłacać pożyczek i kredytów co doprowadzi do lawinowych egzekucji komorniczych.

Możemy zadać sobie pytanie, czy rzeczywiście banki muszą rządzić światem i naszym własnym życie. Musimy pamiętać, że nic nie dzieje się za darmo. Wygoda płacenia kartą lub dokonywania płatności przelewem zza ekranu komputera ma również swoją cenę. Jest nią właściwie całkowite już przejęcie kontroli nad naszymi finansami przez banki.

Co z naszą prywatnością?

Istnieje pogląd głoszący, że inwigilacja nie powinna przeszkadzać tym, którzy mają czyste sumienie. Pytanie, na ile banki mogą ingerować w naszą prywatność pozostaje kwestią dyskusyjną. Warto jednak uświadomić sobie, w jakim stopniu bank jest w stanie śledzić nasze poczynania.

Przede wszystkim na chwilę obecną większość płatności jest wykonywanych kartą. Bank wie, w jakich sklepach zazwyczaj kupujemy. Na podstawie naszych płatności, które są opatrzone datą, godziną i miejscem jest w stanie zrekonstruować trasę naszego poruszania się każdego dnia. Bank dzięki analizie transakcji jest w stanie ocenić nasze preferencje jako klientów, a to z kolei może być cenną informacją na rynku reklamy. Bank może również kontrolować wszystkie nasze przychody jak i płatności. Nic więc dziwnego, że powoli zmierza się do zupełnej likwidacji transakcji gotówkowych, a wtedy kontrola nad finansami przysłowiowego Kowalskiego stanie się właściwie absolutna.

Banki i inne instytucje finansowe coraz mocniej ingerują w naszą prywatność, również za pomocą nachalnych akwizytorów oferujących klientom różnego rodzaju usługi. Nieraz są one adresowane do osób, które mogą mieć trudności z podjęciem właściwej decyzji, na przykład samotnych, starszych i schorowanych. Wszelkiego typu produkty typu „odwrócona hipoteka” pod pretekstem pomocy osobom w podeszłym wieku, tak naprawdę prowadzą do przejęcia za bezcen ich majątków. Wiele z tego typu ofert jest kierowana do wybranych osób, a klient jest zawczasu „rozpracowywany” przez terenowych pracowników banku lub firmy ubezpieczeniowej.

Czy można się jakoś bronić?

W obecnych czasach niełatwo byłoby zrezygnować z usług banków. Można jednak wykazać się daleko posuniętą ostrożnością w korzystaniu z ich usług. Zastanówmy się kilka razy, zanim weźmiemy pożyczkę, która może w danej chwili wydaje nam się niezbędna. Zawsze szczegółowo czytajmy wszystkie podpisywane umowy, również to, co jest zapisane drobnym druczkiem. Przestrzeżmy osoby starsze przed pochopnym zawieraniem umów z przedstawicielami rozmaitych instytucji finansowych czy firm ubezpieczeniowych. Nieraz „grają” one bardzo mocno na emocjach, a ich przedstawiciele namawiają emerytów do podpisywania rozmaitych umów.

Niezbyt bezpieczne jest również otwieranie różnego rodzaju limitów zadłużenia oraz posiadanie debetowych kart kredytowych. Mogą one sprawić, że wciągnięci w wir zakupów zatracimy kontrolę nad finansami i wydamy znacznie więcej pieniędzy niż zamierzaliśmy. Tym bardziej, że wiele transakcji jest księgowanych… nawet z kilkudniowym opóźnieniem (sprytne, prawda?). Taka utrata kontroli nad finansami jest oczywiście bankowi na rękę. Może on zaproponować nam krótkoterminową, niewielką pożyczkę na pokrycie debetu. A potem kolejną, większą pożyczkę, jeśli pojawi się problem ze spłatą należności. Jest to prosta droga do wciągnięcia klienta w niekończącą się, korzystną dla banku spiralę zadłużenia i nieustannego naliczania odsetek.

Warto również zastanowić się, czy rachunek i konto bankowe są jedynymi oraz najrozsądniejszymi sposobami lokowania oszczędności. Jeżeli dysponujemy większym kapitałem, może warto „zamrozić” jego część np. w nieruchomościach, gruntach czy dziełach sztuki. W ten sposób ograniczymy nieco wszechwładną kontrolę banków nad naszym „stanem posiadania”, a nasz majątek będzie czymś więcej niż… ciągiem znaków zapisanych w komputerowej pamięci.

Łukasz Henel

/foto: www.freeimages.com / Pierre Amerlynck/

Prawa autorskie

Wszelkie materiały (w szczególności: artykuły, opowiadania, eseje, wywiady, zdjęcia) zamieszczone w niniejszym Portalu chronione są przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. o ochronie baz danych. Jakiekolwiek ich wykorzystywanie poza przewidzianymi przez przepisy prawa wyjątkami, w szczególności dozwolonym użytkiem osobistym, jest zabronione.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.