W majowym deszczu

Spojrzała przez witrynę sklepową. Nigdy nie mogła się nadziwić, jak może padać taki gęsty deszcz i jednocześnie świecić Słońce? Albo na odwrót. Po tej przelotnej myśli spojrzała na zegar wiszący na ścianie. Jeszcze dwie godziny i może zamykać.

Przeprowadziła się do Poznania dosłownie kilka miesięcy temu. Nie miała większych problemów ze znalezieniem pracy. Właściwie jako sprzedawczyni czuła się jak ryba w wodzie. A sklepik z różnymi dekoracjami i starociami, szybko stał się jej azylem. Naprawdę lubiła tą pracę. Miała sporo szczęścia trafić na dobre i sympatyczne szefostwo.

Westchnęła z poczuciem spokoju. Nic nie zapowiadało, że ktoś jeszcze przyjdzie, chociaż już się zbierała, by zaparzyć sobie filiżankę kawy. W tym samym momencie zadźwięczał dzwoneczek nad drzwiami wejściowymi.

– Dzień Dobry, czy mogę tutaj przeczekać deszcz. Nie zabrałem ze sobą parasola.

Otwarcie przyznał się wysoki blondyn. Był elegancko ubrany w dopasowany garnitur. W dłoni ściskał czerwoną różę.

– Jasne nie ma problemu. Właśnie miałam zrobić sobie kawę, może Panu też zaparzyć? – Amelia właśnie z tego słynęła. Była bezpośrednia, ale i bardzo serdeczna.

– Bardzo chętnie – odpowiedział zaskoczony młody mężczyzna. Dzięki jej gościnności, przestało być mu głupio, że wszedł do sklepu, żeby się w nim schronić. Zaczął się rozglądać dookoła.

– Masz bardzo ładny sklepik. Dużo tutaj ciekawych przedmiotów! – wykrzyknął do Amelii, która wyszła na chwilę na zaplecze.

– Dziękuję, ale ja tu tylko pracuję – uśmiechnęła się i postawiła tacę z filiżankami napełnionymi czarnym, aromatycznym płynem.

– Ze śmietanką? – Proponowała tak, jakby takie niezapowiedziane wizyty w ciągu deszczu zdarzały jej się codziennie.

Nastała chwila krępującej ciszy.

– Ładna róża – zagadnęła Amelia, upijając łyk pysznej kawy.

– To dla mojej dziewczyny. A właściwie, mam nadzieję, przyszłej dziewczyny! – odrzekł entuzjastycznie chłopak.

– To nasza kolejna randka. Mam nadzieję, że dzisiaj już zostaniemy oficjalnie parą – Uśmiechnął się patrząc na delikatne płatki królowej kwiatów – Mam tylko nadzieję, że za chwilę przestanie padać. Nie mogę wpaść cały mokry, ale jeszcze gorzej będzie, jak się spóźnię.

– Na pewno zaraz przejdzie. Taki kapryśny maj mamy w tym roku.

Chłopak w jednej sekundzie zerwał się z krzesła. Podbiegł do witryny i zbladł jak ściana. Zauważył swoją wybrankę w objęciach innego chłopaka. A za jego plecami pisała coś na telefonie komórkowym. Po chwili chłopak usłyszał dźwięk przychodzącej wiadomości:

– „Przepraszam, nie przyjdę na spotkanie. Rozchorowałam się. To chyba przez tą pogodę.”

Blondyn podskoczył do drzwi, szarpiąc za klamkę. Z nerwów zapomniał w którą stronę się otwierają. Nie zdążył. W tym czasie jego przyszła-niedoszła dziewczyna wsiadła do eleganckiego auta ze swoją „chorobą”.

– K***a! – Chłopak zaklął siarczyście – Przepraszam – zreflektował się, że nie jest sam.

– Nie szkodzi… Przykro mi… – Amelia spojrzała na chłopaka z litością.

– Mam ochotę do niej napisać, zadzwonić, powiedzieć co myślę!

– Przestań! Wiesz, że to nie ma sensu – Ekspedientka szukała szybko w myślach sposobu na pocieszenie przybysza.

– Spójrz na ten zegar – Amelia wskazała palcem na jej ulubiony czasomierz.

– Tak, wiem. Zaraz mi powiesz, że czas leczy rany. Znam to na pamięć. – Chłopak był naprawdę wzburzony.

– Nie. To znaczy niezupełnie – Dziewczyna trochę się zmieszała – Rzeczywiście coś w tym jest, że na pewne rzeczy potrzeba tylko czasu. Ale chciałam powiedzieć coś innego.

– Co takiego? – chłopaka zaintrygował chyba inny tok myślenia.

– To jest już dość leciwy zegar. Podobno nawet jest antykiem. Aż tak się na tym nie znam – zaśmiała się Amelia – Ale najważniejsze jest to, na kogo trafił.

– Jak to? – Blondyn wybałuszył oczy, nic z tego nie rozumiał.

– Nie pracuję tutaj długo. Ale akurat miałam okazję trafić na moment, kiedy do nas go przysłano. Szczerze mówiąc, gdyby wtedy ode mnie zależało, jak potoczą się jego dalsze losy – wylądowałby na śmietniku. Całe szczęście, że to nie ja jestem od wydawania decyzji – Amelia ponownie się uśmiechnęła.

– Co z nim było nie tak? – Młody mężczyzna przypatrywał się zegarowi, który z dumą pokazywał kolejne sekundy mijającego czasu.

– Był cały poobijany, pod grubą warstwą kurzu. Tu rysa, tam rysa. Brakowało kilku elementów. A po włożeniu baterii, wskazówki nie chciały ruszyć z miejsca. Na szczęście właściciel sklepu, Pan Leszek zauważył w nim potencjał. Zaniósł go do znajomego zegarmistrza. Gdy po dwóch tygodniach wrócił do nas, nie poznałam go. Jest piękny. Nawet go w duchu przeprosiłam, że pomyślałam o nim jak o bezużytecznym bibelocie.

– Fajna historia. Ale co ma to wspólnego ze mną? – nieznajomy zaczął się niecierpliwić.

– Nic na siłę. Zobacz, gdyby ten zegar uparcie leżał u poprzedniego właściciela, pewnie od dawna zajmowałby miejsce na wysypisku. Był jednak cierpliwy i pokorny. I zobacz – teraz wisi na honorowym miejscu. Dużo osób przychodzących tutaj go podziwia, a nawet chce go kupić.

– Pewnie właściciel mógłby na nim nieźle zarobić.

– Nie jest na sprzedaż. Ale wróćmy do nauki – Amelia spojrzała w kierunku chłopaka – Jeśli ta dziewczyna Cię zraniła, puść ją wolno. A Ty wybacz i zapomnij. Poczekaj na kogoś, przy kim będziesz naprawdę szczęśliwy, przy kim rozkwitniesz i będziesz pewien jej miłości. W końcu chyba lepiej być pięknym zegarem w przytulnym sklepie, niż niepotrzebnym gratem na czyimś strychu – dziewczyna dodała to melodyjnym akcentem.

– Masz rację. Nie będę do niej nic pisał. Nie ma sensu żywić do niej urazy. Nie chcę stać się zgorzkniałym facetem, który rozpamiętuje czyjąś obłudę. Lepiej będzie jak nasze drogi się rozejdą – młody chłopak w końcu rozpromieniał.

– Dziękuję za pyszną kawę i za lekcję życia – dodał – pewnie gdyby nie Ty, trzymałbym się jej kurczowo myśląc, że się zmieni. Ale najpierw zacznę od siebie – Blondyn wstał, położył różę na stoliku pod oknem i wyszedł. Tym razem nie bojąc się deszczu.

/foto: www.freeimages.com/

Prawa autorskie

Wszelkie materiały (w szczególności: artykuły, opowiadania, eseje, wywiady, zdjęcia) zamieszczone w niniejszym Portalu chronione są przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. o ochronie baz danych. Jakiekolwiek ich wykorzystywanie poza przewidzianymi przez przepisy prawa wyjątkami, w szczególności dozwolonym użytkiem osobistym, jest zabronione.
O Marek Falkowski 662 artykuły
Marek Falkowski – Specialist in the field of new technologies and IT security. Author of numerous opinion-forming articles about politics, business and technology. In his daily life he implements IT solutions for the public administration. Expert in the field of data protection with particular focus on personal data and classified information.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.