Tajne eksperymenty w Białymstoku – sensacja na miarę „Polskiego Roswell”?

W naszym poprzednim artykule mogliście przeczytać o tym, jak udaliśmy się do niewielkiej wioski pod Białymstokiem na spotkanie z tajemniczym informatorem. Pan Janusz okazał się, ku naszemu zdziwieniu, osobą bardzo dobrze sytuowaną, posiadającą liczne kontakty w świecie biznesu oraz polityki, o czym świadczyły nie tylko jego opowieści, lecz również zdjęcia i wycinki z gazet. Gdyby jednak tylko on był źródłem tych doniesień, które już pomału zaczynają wskazywać na Białystok jako na polskie Roswell – chyba nie dalibyśmy do końca wiary jego opowieściom.

Jednak w tej kwestii napłynęły do nas również  liczne maile od mieszkających w tym rejonie Czytelników, do których treści sukcesywnie będziemy na portalu nawiązywać. Mowa w nich nie tylko o niebywałym sekrecie, który miał znać Andrzej Lepper oraz elita ówczesnej władzy, ale również o eksperymentach przeprowadzanych w tym rejonie zarówno w tajnych bazach wojskowych kontrolowanych przez Amerykanów jak i na Uniwersytecie Medycznym w Białymstoku. Ponadto odezwało się do nas kilku naocznych świadków, którzy pamiętają noc podczas której miało dojść do katastrofy niezidentyfikowanego obiektu latającego. Ich relacje są nie tylko zdumiewające, lecz też i obszerne, dlatego poświęcimy im więcej uwagi w kolejnych wpisach. Dość powiedzieć, iż świadkowie opisują „świetlny trapez” na niebie, jak gdyby rodzaj wrót czy przejścia, który pojawił się na jakieś kilka minut. Następnie rozległ się głośny huk, tak, iż z początku sądzono, że w którymś z domów mogła wybuchnąć butla z gazem. Towarzyszyły temu bardzo wyraźne zaburzenia funkcjonowania wszystkich urządzeń elektrycznych oraz elektronicznych. Mowa jest również o tajemniczej, świetlistej postaci, która miała przemieszczać się wśród drzew. Jest to zgoła niecodzienny opis kontaktu z UFO, niepodobny do popularnych opowieści o kosmitach.

Jeśli chodzi o nasze kolejne ustalenia, to w dniu wczorajszym udaliśmy się ponownie samochodem w podróż do okazałej, znajdującej się pod lasem willi Pana Janusza. Przyjął nas gościnnie, lecz można było wyczuć w nim jakiś narastający niepokój. Oczekiwaliśmy dość długo na otwarcie furtki prowadzącej na teren posesji, a idąc już ku drzwiom domu zauważyliśmy liczne kamery rozmieszczone wokół willi.

Gospodarz przyjął nas serdecznie, po czym stwierdził, że to, co zdradził nam do tej pory jest jedynie „wierzchołkiem góry lodowej”. Ponoć o tajemniczym lądowaniu przybyszy z cywilizacji „pozaziemskiej” miały wiedzieć najwyższe organa państwowe, a tzw. „amerykańskie bazy” nie powstały wcale po to, aby przetrzymywać tam… terrorystów. Pan Janusz stwierdził, że jest to jedynie „zasłona dymna”, a Amerykanie zapłacili horrendalną sumę pieniędzy za możliwość „zajęcia” tego terenu. Rzecz w tym, aby nieznane technologie pozaziemskie i materiały badawcze nie trafiły w ręce Rosjan, co mogłoby dość łatwo nastąpić.

„Tam były rzeczy niewyobrażalne. Prawdopodobnie doszło do czegoś, w rodzaju katastrofy tego ich pojazdu, choć z tego co wiem, nie był to pojazd w naszym rozumieniu tego słowa, raczej coś takiego, co umożliwia błyskawiczne przemieszczanie się na bardzo wielkie odległości. Do tego przez wiele tygodni znajdowano tam wiele bardzo cennych z naukowego punktu widzenia przedmiotów. Fizycy i chemicy orzekli, że wytworzenie ich w warunkach ziemskich jest absolutnie niemożliwe. Mało tego, znajdowały się tam jakieś dziwne stopy metali, czy też pierwiastki, które w ogóle nie figurują w tablicy Mendelejewa. Przedmioty wykonane z tych materiałów okazały się właściwie niemożliwe do zniszczenia, przynajmniej we wszystkich testach jakie oni robili. Tam było jeszcze wiele innych rzeczy, i oni to dopiero badają. Amerykańscy spece przyjechali specjalnie do Polski, i wiele rzeczy od razu zgarnęli dla siebie, nawet nie do końca sprawdzając co to jest. Jest jednak jeszcze jedna tajemnica. Ja wam tego dokładnie nie powiem, bo nie jestem ani lekarzem, ani biologiem, ale z tego co wiem, jest to coś, co łączy się z Kulczykiem, najbogatszym Polakiem.”

Trzeba przyznać, że nadstawiliśmy uszu, ponieważ już wcześniej docierały do nas rozmaite pogłoski związane z tajemniczą i nagłą śmiercią Jana Kulczyka, który  miał wyjechać na badania do Austrii i tam nagle umrzeć, i to w wysoko wyspecjalizowanej klinice. Niestety, nasz rozmówca długo ociągał się z rozwinięciem tego wątku i prawdę mówiąc, nie do końca zrozumieliśmy do czego zmierza. Mimo to przytaczamy tę enigmatyczną i bardzo zawoalowaną wypowiedź:

„Jest pewna technologia. Kiedy doszło do tego zdarzenia, na miejsce przyjechało kilku speców. Między innymi profesorowie z Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku. Wiem, że pobrali  jakieś cenne próbki – uwaga – materiału biologicznego. Jakiejś tkanki. Ale tak jak mówię, nie była to tkanka ludzka, ani należąca do czegoś, co żyje na Ziemi. To jest coś innego niż wszystko co znamy, o niesamowitych właściwościach. Posiada jakiś potencjał regeneracyjny. Jest to pewien rodzaj komórek obdarzonych inteligencją. Potrafią one dokonywać prawdziwych cudów w organizmie. Potrafią leczyć właściwie wszystkie choroby, a także cofać zmiany wynikające ze starzenia się. Można powiedzieć, że jest to prawdopodobnie wytwór cywilizacji, która znajduje się w bardzo zaawansowanym stadium, wyprzedzając nas o całe stulecia. Oczywiście, coś takiego nie może przedostać się do opinii publicznej. Zbyt łatwe i tanie usuwanie chorób czy nawet cofanie wieku biologicznego oznaczałoby koniec służby zdrowia. A to jest oczywiście fenomenalny biznes. Trudno też przewidzieć konsekwencje światopoglądowe, teologiczne, polityczne i ekonomiczne takiej technologii. A zatem rozpowszechnić – strach, a zmarnować – szkoda. Oni wpadli na pewien pomysł. Postanowili udostępnić ją najbogatszym. Takim jak Kulczyk. To ma być biotechnologia dla elit, a obecnie elity to ci, którzy mają pieniądze. To jest ich kryterium. Nie wybierają wcale najmądrzejszych, najinteligentniejszych czy najładniejszych. Dlatego według mnie to się musi zakończyć jakąś katastrofą, tym bardziej, że jestem pewien, iż wielu z nich żyje już pośród nas, oczywiście na lewych papierach z nową tożsamością – bo jak inaczej wytłumaczyliby to ludziom?”

Podkreślam, że cały czas staraliśmy się zachować dystans do tej opowieści. Pan Janusz jednak na potwierdzenie swoich słów wydobył stos wydruków z różnych stron internetowych. Posługując się czerwonym pisakiem zaczął zakreślać poszczególne twarze. „Widzicie? Tu, i tu. I tutaj też. To są ci sami ludzie. Niby już ich nie ma, już nie żyją. A jednak są tutaj, na drugim planie, wciąż w otoczeniu ważnych osób i celebrytów.  Trochę ucharakteryzowani, zmienieni, ja jednak, wciąż żywi. Jestem bardzo ciekawy, co znaleziono by w ich grobach, gdyby ktoś zlecił ekshumację. Ale oczywiście nikt się na to nie odważy. Kupili sobie drugie życie. To jest to, co mam wam do powiedzenia. Nie musicie oczywiście mi wierzyć.”

Nasza rozmowa z Panem Januszem trwała przeszło godzinę. Nasz gospodarz narysował na przybliżoną lokalizację miejsca, w którym miało dojść do „katastrofy”, lecz uprzedził nas, że teren ten jest pilnie strzeżony i właściwie nie mamy tam czego szukać, chyba, że udałoby nam się z oddali zrobić kilka zdjęć. Podał nam też adresy kilku miejscowych, z którymi można porozmawiać. Podobno niektórzy z nich jest naocznymi świadkami niezwykłych zdarzeń. Mówi się nawet, że istnieje film zrobiony telefonem komórkowym na którym zarejestrowana jest katastrofa „pojazdu obcych”, lecz z jakichś powodów jest to nieosiągalny w sieci, lecz znajduje się w rękach prywatnych.

„Ludzie są tu zastraszeni.” – Opowiadał Pan Janusz – „Nie wiem, czy ktokolwiek zechce z wami gadać, przynajmniej pośród tych, którzy mają choć trochę oleju w głowie. Wiem co myślicie, ale ja to co innego, mam ważnych przyjaciół i jestem czujny, mogę czuć się trochę bezpieczniej, niż inni, dlatego w ogóle z wami rozmawiam.”

Nie do końca uwierzyliśmy w opowieść Pana Janusza, który jak zwykle czujnie rozglądając się na boki i prowadząc na smyczy dwa wielkie psy odprowadził nas do swojej furtki. Na koniec powiedział coś, co zdało nam się wręcz niegrzeczne i zarazem bardzo dziwnie: „Nie przychodźcie tu więcej. Nie zastaniecie mnie. Wszystko co chciałem powiedzieć, już powiedziałem, jeśli temat was ciekawi, pytajcie innych”.

Gdy opuściliśmy willę Pana Janusza nie mogliśmy pozbyć się niepokojącego wrażenia, iż w jego opowieści może kryć się jakieś ziarno prawdy. Chcieliśmy już wsiadać do samochodu gdy zauważyliśmy, że w naszą stronę zbliża się jakiś człowiek dający nam rękami jakieś tajemnicze znaki. Sprawiał wrażenie jakby chciał nas przed czymś ostrzec. Był to starszy już mężczyzna, ubrany dość niechlujnie, z wielką, siwą brodą i rozwichrzonymi włosami. Kiedy podszedł bliżej spostrzegliśmy, że z kieszeni jego spodni wystaje butelka po tanim winie. Spojrzeliśmy na siebie porozumiewawczo, uznając że mamy do czynienia z kimś w rodzaju lokalnego pomyleńca. Jednak to, co nam opowiedział będzie tematem kolejnego artykułu, ponieważ do tej pory pracujemy nad ujęciem tej niepokojącej, chaotycznej, szalonej i zarazem fascynującej relacji w jakieś spójne ramy zdrowego rozsądku.

Prawa autorskie

Wszelkie materiały (w szczególności: artykuły, opowiadania, eseje, wywiady, zdjęcia) zamieszczone w niniejszym Portalu chronione są przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. o ochronie baz danych. Jakiekolwiek ich wykorzystywanie poza przewidzianymi przez przepisy prawa wyjątkami, w szczególności dozwolonym użytkiem osobistym, jest zabronione.

4 Komentarze

  1. Wycinka Puszczy Białowieskiej ma ścisły związek z tą tajemnicą! Rząd szuka tam „czegoś” lub kogoś !

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.