Tajemnice starej leśniczówki cz. 2

Rozdział 4

Obudziłam się wcześnie. Wyszłam na korytarz. Znalazłam łazienkę. Ucieszyłam się, gdyż całe moje ciało domagało się kontaktu z ciepłą wodą. Na wieszakach wisiały nowe pachnące ręczniki. Wokół było schludnie i czysto. Rozebrałam się i weszłam do brodzika zasłaniając półprzezroczystą kotarę. Ciepła woda i mnóstwo pachnących olejków na półeczce … żyć nie umierać – mogłabym tu spędzić cały dzień. Nie mogłam jednak blokować łazienki. A jeśli dziewczyny też będą chciały skorzystać? Ta myśl, ostudziła moje subtelne doznania i postanowiłam ograniczyć się do kilku minut podstawowej higieny.

Wyszłam owinięta ręcznikiem. W całym domu panowała cisza. Budowlańców jeszcze nie było. Kasia i Eliza … może jeszcze śpią? – zastanawiałam się nasłuchując. Przemknęłam do swego pokoju. Przebrałam się i postanowiłam zwiedzić dom.

Gdy zeszłam na parter usłyszałam jakieś głosy … siostry jadły śniadanie w kuchni.

– Witaj, jak się spało? – spytała Kasia smarując pajdę chleba z masłem konfiturą.

– Dzięki, wybornie … – odpowiedziałam zgodnie z prawdą. Było wygodnie i przyjemnie. Nigdy nie spało mi się lepiej.

– Na śniadanie mamy kakao i kanapki z dżemem … siadaj i rozgość się – zaprosiła do stołu Eliza. Dzisiaj zbieram zamówienia od ekip, jutro jadę do miasta wykonać przelewy i zrealizować zapotrzebowanie. Zajmie mi to pół dnia, będziecie musiały sobie poradzić. Kasia ci pokażę dom. Jak ruszą prace pokręcicie się po domu. Tu wszystko jest stare i ma wartość kolekcjonerską. Nie jesteśmy upilnować wszystkiego i wszystkich, ale nasza obecność być może powstrzyma przed kradzieżami.

Poszłyśmy z Kaśką na obchód. Cieśle, stolarze i inni fachowcy powoli się zjeżdżali rozkładając narzędzia i materiały w sobie tylko znanym porządku. Na parterze znajdowała się kuchnia, biblioteka, salon, potężne schody na piętro i pomieszczenia gospodarskie. Piętro to zasadniczo pokoje, które dziadkowie wynajmowali turystom ich prywatne gabinety oraz sypialnia. Poddasze składało się z pięciu pokoi o podobnym standardzie co mój, łazienki i dwu pokoi socjalnych.

Robotnicy pracowali na parterze i piętrze. Renowali podłogi, schody, poprawiali ściany. Ekipy sprawnie realizowały plan, każda odpowiadała za coś innego. Przy odnawianiu potrzebni byli nie tylko cieśle, malarze czy tynkarze, gdyż zdarzało się często, że ktoś naruszył rurę, przeciął kabel elektryczny itd. … Elektrycy i hydraulicy mieli pełne ręce roboty. A my … nie mieliśmy prądu lub wody.

Rozdział 5

Dzień minął bez większych emocji. Wieczorem zorganizowałyśmy imprezę na wolnym powietrzu. Eliza upiekła sernik, z piwnicy wzięliśmy butelkę czerwonego wina i udaliśmy się łódką do zabytkowej altany na wysepce znajdującej się w samym sercu zalewu.

W nocy śniły mi się koszmary. Po którymś kolejnym, gdy obudziłam się zlana potem i otworzyłam oczy zobaczyłam CIEŃ. Widmo stało nieruchomo obok mojego łóżka. Zanim dotarło do mnie, że coś tu nie gra minęło kilka sekund. Cień się poruszył a ja zaczęłam krzyczeć. Nagle duch zniknął. Zapaliłam światło. Usłyszałam 5 stuknięć w drzwi – to Eliza (pomyślałam) – szybko przekręciłam klucz w drzwiach.

– Ktoś tu był !!! – wytłumaczyłam rycząc i trzęsąc się ze strachu. Eliza na półprzytomna od snu i wypitego wina obeszła pokój dokoła. Sprawdziła okna.

– Jesteś pewna ? – spytała niczym Sherlock Holmes odważnie, ale z dyplomatycznym dystansem do ewentualnie moich urojeń.

– Tak, stał i patrzył na mnie ! – wyjąkałam łkając. Zapanowała ponura cisza. Kasia usiadła na łóżku i analizowała sytuację na swój skryty sposób.

– Różne historie słyszałam o tym domu, ale nigdy że jest nawiedzony – wyjaśniła Eliza. – Zostaw zapalone światło i wracaj do łóżka. Jest 4 nad ranem za godzinę będzie świtać … – uspokoiła ściskając mnie serdecznie i całując w czoło.

Obie siostry wróciły do swoich pokojów. Tej nocy nie zmrużyłam już oka. Wiem co widziałam. Byłam pewna, że ktoś stał przy moim łóżku. Jeśli to nie duch, to kto lub co? – biłam się z myślami.

*********************

Rano przy śniadaniu, próbowałyśmy rozwikłać zagadkę nocnego zajścia. Trudno jest dywagować na temat który z pewnością kwalifikuje się do Archiwum X. Skoro nikt tu oprócz mnie ducha nie widział od niepamiętnych czasów, to co widziałam ?

– Według mnie coś ci się przyśniło – zaproponowała Katarzyna. Wyglądała jakby chciała w to bardzo wierzyć, chyba też się przestraszyła.

– No i te wino … – dodała Eliza.

Faktycznie obie mogły mieć rację. Teorie z duchami w tle, zawsze skazane są na porażkę, bo nie można ich ani potwierdzić ani tym bardziej zweryfikować. Chyba uwierzyłam, że to był tylko kolejny głupi sen. Nie miałam wyboru.

*********************

Eliza pojechała do Suwałk. Zostałyśmy same. Zanim ekipy się zjechały raz jeszcze sprawdziłyśmy mój pokój. Szukałyśmy czegokolwiek. Jakiegokolwiek śladu, który by mógł potwierdzić, że nocne wydarzenia nie były halucynacją. W tych okolicznościach halucynacja byłaby bezpieczniejsza od spotkania ze zjawiskami paranormalnymi.

Wpuściliśmy robotników. Około 11:00 zadzwonił dzwonek do drzwi. Przy wejściu stał kurier z ogromnym kartonem.

– Przesyłka do Katarzyny Mikos – poinformował młody człowiek w brązowym uniformie firmy kurierskiej.

Dziewczyna lekko zdziwiona popatrzyła na faceta podejrzliwie. – Do mnie ? – spytała nieśmiało.

– Tak ! – odparł z uśmiechem chłopak. – Proszę pokwitować – poprosił wskazując miejsce na liście.

Gdy kurier odszedł, obejrzałyśmy przesyłkę. Pudło wskazywało na sporą zawartość, ale nie było ciężkie. Podniosłyśmy je bez trudu i zaniosłyśmy do biblioteki.

Nożykiem do otwierania korespondencji przecięłam zabezpieczające taśmy.

– To co , na trzy otwieramy ? – spytałam entuzjastycznie Kaśkę. – Tak ! – na trzy !– odpowiedziała.

Gdy pudło się otworzyło, naszym oczom ukazało się mnóstwo … bielizny erotycznej i akcesoriów do sex- zabaw. Wszystko starannie zapakowane i poukładane. Zaczęłyśmy wyjmować majtki, kostiumy, rajstopy, przeróżne staniki i gorsety. Zawartość przesyłki wypakowaliśmy na ogromnym dębowym stole. Naliczyłam około 40 najróżniejszych wibratorów i silikonowych penisów.

– To nie ty zamówiłaś ? – spytałam zaciekawiona patrząc na załączoną fakturę. Z kwitu wynika, że mamy tu towar za 10 tysięcy złotych. Pokazałam Kaśce druk faktury.

– Zawsze chciałam mieć taką bieliznę, ale bez przesady ! – odparła z otwartymi ustami. – Przebieramy się ?

– Pewnie ! – krzyknęłam piszcząc z podniecona.

Kolejne dwie godziny spędziłyśmy na przymierzaniu fatałaszków. Nie krępowała nas ani nasza kobiecość ani nagość. Przymierzałyśmy pozując i chodząc wzdłuż rzędów regałów z książkami udając, że jesteśmy na wybiegu mody.

Wzięłam do ręki gumowego fallusa. Oglądałam go z podziwem i fascynacją.

– Chcesz go poczuć ? – spytała Katarzyna podchodząc do mnie. Wyjęła mi go z ręki, kucnęła i nakierowała na moją szparkę. Była wilgotna i rozgrzana. Bez problemu wkręcił się do mojej pochwy. Jęknęłam. Każdy ruch sprawiał mi anielską przyjemność. Oparłam się rękoma o stół wypinając pupę. Koleżanka dociskała narząd do samego końca, by następnie okręcając nim wychodzić i znowu powtórzyć cały cykl … Chciałam by trwało to wieczność. Było mi bardzo przyjemnie. Nie kryłam się z doznaniami, pojękując cichutko i sapiąc zagryzałam wargi, gdy wypełniał mnie całą.

W momencie szczytowania, gdy dreszcze euforii przeobrażały się w rytmiczne coraz częstsze skurcze brzucha, gwałtownie otwarły się drzwi do biblioteki. Weszło trzech majstrów. Widok jaki zobaczyli zamurował ich na miejscu. Ubrane w zwiewne tiule i koronki, ja z wypiętym tyłkiem, a Kaśka wciskająca mi do pochwy ogromnego plastikowego kutasa. Lepiej nie mogli trafić.

– Przepraszamy szefowo – wyjąkał jeden – ale pod podłogą znaleźliśmy inną starą podłogę, a w niej zakutą klapę. Ludzie rozbijają zamki, mówią że jest tam skarb …

– Myślimy, że musi Pani o tym wiedzieć zanim otworzą klapę … – wtrącił drugi.

Kaśka wyciągnęła ze mnie silikonowego kutasa i wybiegła na korytarz.

W porę dobiegła, drzwiczki klapy zamknięte były trzema kłódkami. Dwie z nich zostały już rozbite.

– Nic nie otwieramy ! – zawołała. Wokoło zebrali się wszyscy majstrzy i budowlańcy. Okazało się, że wywołaliśmy większą sensację ubrane w przezroczyste staniki, koronkowe gorsety i majtki z wycięciami ukazującymi nasze muszelki w całej okazałości niż wieść o prawdopodobnym odnalezieniu SKARBU Napoleona

Zapanowała konsternacja. Ogromny facet z młotem, który rozbijał kłódki usiadł z wrażenia.

I wówczas stało się coś nieoczekiwanego. Kilku robotników zaczęło nas obmacywać. Próbowałyśmy się uwolnić, ale masywne ręce krępowały nasze ruchy gdy inni dotykali naszych ciał.

Zaczęłyśmy krzyczeć. Pewnie byśmy zostały zgwałcone gdyby nie facet w garniturze który pojawił się znikąd z niesamowitym wyczuciem czasu.

– Zostawcie je ! – powiedział zdecydowanym głosem. – Wy trzej, ty i tamci dwaj – wskazał na mężczyzn, którzy nas obmacywali – już u mnie nie pracujecie ! Przepraszam Panie, to się więcej nie powtórzy – skierował słowa do nas. – Na dzisiaj koniec, pakujcie się – rozkazał ekipom. I wyszedł. Za nim wyszli wszyscy pozostali, oprócz szóstki wylanych z roboty. Stali i patrzyli to na nas to na klapę. Nie mieli nic do stracenia, już nie pracowali dla konserwatora.Trudno było zgadnąć co im chodzi po głowie.

– Jeszcze się spotkamy – rzucił z szyderczym uśmiechem grubas ze szramą biegnącą wzdłuż lewej ręki.

/foto: www.freeimages.com / Lioness65/

Prawa autorskie

Wszelkie materiały (w szczególności: artykuły, opowiadania, eseje, wywiady, zdjęcia) zamieszczone w niniejszym Portalu chronione są przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. o ochronie baz danych. Jakiekolwiek ich wykorzystywanie poza przewidzianymi przez przepisy prawa wyjątkami, w szczególności dozwolonym użytkiem osobistym, jest zabronione.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.