Tajemnice starej leśniczówki cz. 1

Rozdział 1

Te wakacje zapowiadały się beznadziejnie. Koleżanki i koledzy ze studiów rozjechali się do rodzinnych miejscowości rozrzuconych po całym kraju. Niektórzy wyjechali za granicę inni znaleźli sobie pracę. Okres wakacyjny to idealny czas by dorobić do stypendium na zmywaku czy roznosząc posiłki w jakże licznych restauracjach. Knajpy powstają nawet w księgarniach i spożywczakach. Nie bardzo wiedziałam co z sobą począć. Siedziałam na łóżku w akademiku i patrzyłam przez okno. Letni deszcz rozbijał krople o szybę próbując pognębić mnie jeszcze bardziej. Do wieczora muszę opuścić pokój, ale to jeszcze kilka godzin – może przestanie padać, może znajdę pomysł na spędzenie wakacji – pocieszałam się w duchu.

Czas mijał, a ja nadal nie miałam pomysłu na życie, a przynajmniej na najbliższe 3 miesiące. Do domu nie mogłam jechać, w zasadzie nikogo tam nie ma. Rodzice są za granicą, pracują w Brukseli. Stolica Europy przyjęła ich z otwartymi rękoma, i zabrała na dobre. Nie mogę narzekać bo na koncie zawsze mam wystarczająco dużo pieniędzy, by nie szukać czegoś dorywczo, ale coś za coś. Pusta chata i mnóstwo wspomnień. To nie dla mnie.

W torebce zadzwonił telefon. Z trudem zmusiłam się do wybicia z marazmu i wygrzebania spośród mnóstwa pozornie niepotrzebnych, ale dla każdej dziewczyny jakże cennych przedmiotów – komórki. To SMS. Odczytałam jego treść bez większego przekonania. Eliza, koleżanka z roku zaprasza mnie do siebie na wioskę. Powoli docierało do mnie, że może to być to ! Wpisałam nazwę miejscowości Stawiska Leśne w Google. Z Wikipedii dowiedziałam się, że jest to miejscowość typowo rolnicza na północno – wschodniej rubieży. Nie wahając się ani chwili dłużej, wystukałam odpowiedź „To doskonały pomysł – już się pakuję !”.

Chwilę później otrzymałam kolejną wiadomość, okazuje się że Eliza jest tylko z siostrą w ogromnym starym domu na prawdziwym odludziu. Jej dziadkowie jutro wyjeżdżają na 2 tygodnie do sanatorium, a ekipa budowlańców remontuje chatę, więc musi doglądać remontu i majstrów. Przyda się więc pomoc.

Ucieszyłam się, gdyż oferta spadła mi z nieba. Przeanalizowałam rozkład pociągów na Suwałki, i dalej PKS. Pociąg miałam za 2 godziny. Spakowałam się w starą wytartą torbę z dużym białym napisem Adidas i wybiegłam z pokoju. Błyskawicznie wymeldowałam się z akademika i już mnie nie było. Ahoj ku nowej przygodzie … zamruczałam pod nosem.

Na dworcu panował ogromny harmider. Mnóstwo ludzi w tym samym czasie wpadło na genialny pomysł by gdzieś wyruszyć na wakacje. Tu zakonnica z grupką dzieci, tam jakiś facet awanturował się że ma zniszkę bo jest kombatantem, a pani w okienku tłumaczyła, że zmieniły się przepisy. Jacyś ludzie próbowali pomóc, tłumacząc coś to staruszkowi to dla pani w okienku. Za nimi około trzydziestu innych i każdy zniecierpliwiony czekał na moment w którym w końcu kupi bilet i będzie mógł udać się na peron. Atmosfera podenerwowania udzielała się wszystkim. Co jakiś czas padały niewybredne epitety, zgryźliwe komentarze i narzekanie na wszystko. Za mało otwartych okienek, niewykwalifikowane panie sprzedające bilety, ciągłe zmiany przepisów, likwidowanie linii itd. … bo za PRL-u było lepiej, bo można się było poskarżyć, bo zawsze ktoś wysłuchał, bo co godzinę jeździł pociąg, itd. …

Na 7 minut przed odjazdem mojego pociągu byłam już w przedziale. Niestety dla palących, więc nie pozostało mi nic innego jak przestać całą podróż na korytarzu. Na fotelach siedziało 4 kolejarzy, wszyscy korzystali z prawa do palenia nie bacząc na mnie. Swoją drogą, trudno ich winić. To ja powinnam przy kupnie biletu wspomnieć, że chcę dla niepalących i najlepiej przy oknie. Od facetów śmierdziało nie tylko tytoniem, ale i potem pomieszanym z wonią …. jakby smaru czy farby. Powietrze nad nimi stawało się tak gęste, że zbierało mnie na wymioty. Na korytarzu uchyliłam sobie okno i czułam się wolna. Tak, mogłam delektować się tą wolnością do woli, przede mną cała noc podróży. Na szczęście mam 165 cm wzrostu i jestem wyjątkowo szczupłą osobą. Przez cały czas ktoś łaził to w jedną to w drugą stronę. Kolejarze w przedziale rozgrywali kolejną partyjkę w karty. Co chwilę monotonię stukotu kół, urozmaicały siarczyste przekleństwa i krzyki przegrywających. Dym papierosów zaczął się wydostawać na korytarz wszelkimi dostępnymi szczelinami. W sumie podróż stała się istnym horrorem. Nie zmrużyłam oczu nawet przez chwilę.

Rozdział 2

Na peronie w Suwałkach czekała na mnie Eliza z siostrą. Nie wiedziałam, że ma siostrę. Śliczna czarnulka patrzyła na mnie ogromnymi błyszczącymi w świetle porannego słońca oczami. Trudno było określić jej wiek gdyż podobnie jak ja nie należała do zbyt wysokich. Wielkość biustu niekoniecznie świadczy o wieku, a ubiór … zwiewna sukienka pasowała do nastolatki jak i osoby po 30-stce. Miała doskonałą figurę podobnie jak jej siostra.

Uściskałyśmy się na powitanie. Pomimo nieprzespanej nocy nie czułam się zmęczona, wiem że prawdziwe zmęczenie dopadnie mnie za kilka godzin. Przed nami jeszcze godzina jazdy starym rozklekotanym Autosanem.

– Wiem, że to zabrzmi jak historia z filmu czy dobrej książki – celem wprowadzenia mnie w temat rozpoczęła monolog Eliza – ale przed nami wielka misja. Jak Ci już napisałam w sms-sie będziemy mieszkać u moich dziadków w bardzo ale to bardzo starej leśniczówce. W okresie międzywojennym kilka tygodni spędził tam nawet sam Marszałek Piłsudski – podkreśliła intonacją w głosie z nieukrywaną dumą. Budynek jest ogromny, nawet ja nigdy nie byłam we wszystkich pokojach. Podobno jest w nim mnóstwo tajemnych przejść, ukrytych drzwi, a co najważniejsze dziadek według opowiadań dziadka, ukryty jest tam skarb z czasów rozbiorów. Podobno gdy Napoleon szedł na Moskwę rabował wszystko co wpadło mu w ręce, niestety wrócił z batalii przegrany i bez złota. Jak głoszą podania z tamtych czasów w leśniczówce miał punkt dowodzenia, dlatego nieoficjalnie mówi się że całe te złoto może być właśnie tam. Moi dziadkowie uzyskali dofinansowanie z Ministerstwa Dziedzictwa Narodowego i rozpoczęli remont leśniczówki. Niestety dotacja zbiegła się z zaplanowanym o wiele wcześniej turnusem rehabilitacyjnym. Musieli się zdecydować czy wyjazd czy zostać i nadzorować prace. Z pomocą przyszła Eliza z Kaśką – wnuczki, które zobowiązały się dopilnować dobytku. Teraz po całym budynku biega mnóstwo ludzi, wymieniają podłogi, odnawiają ściany i schody. Naszym zadaniem będzie pilnować by nic nie zginęło podczas tych prac i … najważniejsze, gdyby przypadkiem natknęli się na skarb, albo choćby ślad skarbu – my musimy o tym wiedzieć.

Słuchałam Elizki z wypiekami na twarzy. Faktycznie, brzmiało to jak fabuła filmu o Indianie Jonsie. Tyle, że to ja miałam być miedzy innymi Indiana Jones !

Dojechaliśmy. Z przystanku PKS musiałyśmy jeszcze pokonać pieszo z kilometr żwirową drogą, następnie traktem przez las, okrążyć ogromne stawy i byliśmy na miejscu. Leśniczówka wyglądała na wiekową stylową o doskonałej architekturze budowlę. Jej wielkość przyprawiał o zawrót głowy. Na wybrukowanym dziedzińcu rozłożyły się ekipy budowlańców. Stolarze, tynkarze, betoniarka, 2 samochody dostawcze wypchane mnóstwem jakiegoś specjalistycznego sprzętu. Wszystko to sprawiało wrażenie placu budowy. Jak nad tym wszystkim miały zapanować 2 niepozorne dziewczyny ? Teraz nawet 3 niepozorne dziewczyny ? Nie miałam pojęcia.

Rozdział 3

Przebrnęłyśmy przez dziedziniec skacząc i przeciskając się pomiędzy robotnikami i ich sprzętem. Co jakiś czas dobiegało nas pogwizdywanie, mlaskanie i wzdychanie pełne lubieżnego zachwytu.

– Nie zwracaj na nich uwagi! – skierowała do mnie słowa Eliza – oni zawsze tak się zachowują gdy nas widzą. Najlepszą bronią jest ich ignorowanie. Uśmiechniesz się do któregoś i jeszcze coś sobie pomyśli … Pamiętaj, do najbliższej cywilizacji samochodem jest 40 minut drogi. Jesteśmy tu same i po zmroku zdane tylko na siebie, więc lepiej nie spoufalać się z robolami ! – kontynuowała Eliza spoglądając to na mnie to na Kaśkę.

– Nie boicie się ? – spytałam nieco przerażona, ściskając mocniej swoją podróżną torbę jakby miała być skradziona gdy tylko ją gdzieś zostawię.

– A jak myślisz dlaczego tu jesteś ? – parsknęła śmiechem Eliza. – Boimy się ! Im nas więcej tym lepiej, bezpieczniej.

Weszłyśmy do budynku. Po schodach wspięłyśmy się na piętro, następnie spacer do końca korytarzem i kolejne schody.

– Poddasze to nasz AZYL !!! – wyjaśniła Eliza. Tutaj każda z nas ma swoją kwaterę. Moja jest pierwsza, Kasi druga i na końcu korytarza twoja – wyjaśniła. Gdy jesteśmy w pokojach zamykamy się na klucz, otwieramy tylko wówczas gdy ktoś zapuka 5 razy. W domu pracują 3 ekipy, w sumie dziennie przewija się tu około 20 ludzi. Nie ma jak ich spamiętać, bo każdego dnia jest ktoś inny. Łażą wszędzie, błądzą albo się szwendają. OK., możemy się rozejść !

Poszłam do swojego pokoju. Przekręciłam klucz w zamku i rzuciłam się na łóżko. Nie dałam rady myśleć. Sen zmorzył mnie bezlitośnie. Gdy się obudziłam było ciemno. Dogrzebałam się do telefonu komórkowego – dochodziła 23:00. Byłam strasznie głodna, ale nie chciałam po omacku łazić po domu, którego kompletnie nie znałam. Zapaliłam światło i wyrzuciłam zawartość torby na podłogę. Znalazłam nietkniętą paczkę hitów i butelkę pepsi. Tak, oto królewska uczta, która znacznie poprawiła mi samopoczucie.

Pokój nie był za duży, ale urządzony z wyczuciem. Na kilku metrach kwadratowych znajdowało się wszystko to, co jest potrzebne by swobodnie egzystować: szafa, komoda, etażerka, biurko, na środku dywan a pod oknem łóżko. Poczułam się nieco jak w akademiku. Nie pamiętam kiedy, zasnęłam.

Prawa autorskie

Wszelkie materiały (w szczególności: artykuły, opowiadania, eseje, wywiady, zdjęcia) zamieszczone w niniejszym Portalu chronione są przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. o ochronie baz danych. Jakiekolwiek ich wykorzystywanie poza przewidzianymi przez przepisy prawa wyjątkami, w szczególności dozwolonym użytkiem osobistym, jest zabronione.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.