Tajemnica polskiego Roswell – czemu Andrzej Lepper musiał zginąć?

Czasem najbardziej niezwykłe odkrycia przytrafiają się zupełnie przypadkiem i tak było również tym razem. Wszystko rozpoczęło się od tajemniczego maila, którego otrzymaliśmy od jednego z czytelników. Pan Janusz, którego imię na potrzeby tekstu zmieniliśmy, najpierw stwierdził, że bardzo przypadł mu do gustu nasz cykl o Archiwum X. Następnie przeszedł do sedna sprawy, stwierdzając, iż sam jest w posiadaniu tajemnicy jeszcze większej rangi. Oczywiście, podeszliśmy do tych zapewnień z najwyższą dozą krytycyzmu, ponieważ otrzymujemy sporo tego typu wiadomości.

Niemniej, w mailu od Pana Janusza było coś, co od razu przykuło naszą uwagę i pobudziło nasz instynkt poszukiwaczy tajemnic. Po pierwsze, z kolejnych akapitów przebijał jakiś nieokreślony, lecz bardzo autentyczny niepokój. Po drugie, kilka elementów o których wspominał Pan Janusz łączyło się ze sobą w pewnego rodzaju spójną całość – tajemnicza śmierć Andrzeja Leppera, bazy Amerykańskie na wschodzie Polski, tajne eksperymenty genetyczne oraz in vitro na Uniwersytecie Medycznym w Białymstoku i bezprecedensowe odkrycia związane z UFO, przekraczające jeszcze to, o czym wiadomo z Roswell.

Oczywiście, należy podkreślić, że wiadomość od mieszkańca małej wioski pod Białymstokiem jedynie nas zaciekawiła, lecz bynajmniej nie sprawiła, że zaczęliśmy w cokolwiek wierzyć. Niemniej, już od pewnego czasu docierały do nas różne wiadomości zawierające mgliste aluzje, iż wymienione zagadki mogą się w jakiś sposób ze sobą łączyć. List od Pana Janusza jeszcze bardziej pobudził naszą wyobraźnię i sprawił, że myśl o jakimś wspólnym mianowniku spajającym te sekrety nie wydawała nam się już tak absurdalna jak wcześniej.

Ostatecznie, po kilku dniach, dręczeni ciekawością i zmęczeni jałowymi dyskusjami postanowiliśmy udać się w okolice Białegostoku, do zabitej deskami wioski, aby osobiście porozmawiać z Panem Januszem. Szczerze mówiąc – nie obiecywaliśmy sobie po tej podróży zbyt wiele, co najwyżej jakiś ciekawy wpis na portalu i kilka zdjęć krajobrazów z tamtych stron.  W najśmielszych marzeniach nie spodziewaliśmy się tego, co możemy zobaczyć i usłyszeć.

Podróż upłynęła nam w dobrej atmosferze, niezmąconej na szczęście dość porywistym wiatrem i nagłą, lecz krótką ulewą. Pan Janusz podał nam swój adres, więc byliśmy przekonani iż na miejsce dotrzemy bez większego problemu. Co ciekawe, już wtedy potwierdziła się jedna z tez Pana Janusza, który z jakiegoś powodu przestrzegł nas, abyśmy nie używali nawigacji GPS, która jak się wyraził „na nic jest tu zdatna i tylko może ściągnąć na głowę kłopoty”. Oczywiście, w swojej wyobraźni widzieliśmy Pana Janusza (mamy nadzieję, iż nie obrazi się na nas czytając te słowa) jako osobę w dość zacnym wieku, która po prostu nie do końca ufa „nowoczesnym”, elektronicznym zabawkom.

Jakież było nasze zdziwienie, gdy faktycznie nawigacja wpierw wyprowadziła nas na zupełne odludzie, tak że znaleźliśmy się pośrodku rozległych lasów, a potem zupełnie odmówiła posłuszeństwa. Wówczas po raz pierwszy zagościł w nas cień podejrzenia, że w tajemniczym mailu od starszego mężczyzny może tkwić jakieś ziarno prawdy, bowiem orientowaliśmy się już trochę w zagadnieniach związanych z UFO i wiedzieliśmy, że zakłócenia pola elektromagnetycznego są jedną z charakterystycznych cech okolic, w których doszło wcześniej do kontaktów z obcą cywilizacją. Oczywiście wszystko to były na razie nasze teoretyczne rozważania, poparte sporą dawką humoru i autoironii. W końcu jednak, posiłkując się tradycyjną mapą oraz rozpytując miejscowych udało nam się dotrzeć do poszukiwanej miejscowości. Niestety, zapadał już zmrok i było niemal zupełnie ciemno, nie licząc delikatnej łuny nad lasem. Cieszyliśmy się, prawdę mówiąc, że zabraliśmy ze sobą latarki, ponieważ w tamtej okolicy ciemności zapadają gwałtownie i ze względu na braki w oświetleniu ulicznym są bardzo dotkliwe.

Tak czy owak, warto wspomnieć, że gdy znaleźliśmy się już na miejscu, towarzyszący nam od początku podróży optymistyczny i humorystyczny nastrój z jakiegoś bliżej nieokreślonego powodu prysł jak bańka mydlana. Zaczęliśmy obydwaj odczuwać niepokój. Wpierw jadąc samochodem mieliśmy wrażenie, że uporczywie naszym śladem podąża jakieś auto, potem wrażenie to zaczęło graniczyć z pewnością. Kierowca pojazdu, kimkolwiek był, trzymał się jednak od nas z daleka, a w chwili gdy zaparkowaliśmy nasze auto skręcił w boczną drogę, wjechał w las i zgasił reflektory.

Potem, gdy wysiedliśmy już z samochodu i odnaleźliśmy właściwą ulicę, przechodziliśmy obok ciemnego lasu i – chociaż mogła to być jedynie nasza wyobraźnia – mieliśmy wrażenie, że jest tam ktoś, kto być może nas śledzi. Rozlegający się od czasu do czasu trzask pękającej gałązki jeszcze nas w tym przekonaniu utwierdzał.

Wówczas po raz pierwszy któryś z nas – co dziwne, nie jesteśmy już pewni który – rzucił szeptem niepokojącą sugestię, iż lepiej byłoby może tu nigdy nie przyjeżdżać, a naszą wyprawą możemy napytać sobie biedy.

Gdy udało nam się odnaleźć dom Pana Janusza, wbrew pozorom, nie tylko nie odetchnęliśmy z ulgą, lecz nasz niepokój jeszcze się wzmógł. Nie był to bowiem zupełnie taki dom, jakiego się spodziewaliśmy czytając wiadomość od starszego człowieka.

W swojej naiwności sądziliśmy, iż będzie to stare domostwo, zamieszkiwane przez ubogiego staruszka, snującego niebywałe domysły. Tymczasem z narastającym niepokojem przyglądaliśmy się okazałej willi na skraju lasu, z okratowanymi oknami, groźnymi, stróżującymi psami, systemem alarmowym i dobrymi samochodami zaparkowanymi na podjeździe.

Po chwili oczekiwania przed furtką ujrzeliśmy samego gospodarza, który wyszedł nam na powitanie. Był elegancko ubrany – w jasną, wizytową koszulę oraz spodnie z materiału zaprasowane na kant. Na nogach miał eleganckie buty, które zdawały się pochodzić z dobrego sklepu. Mimo podeszłego już wieku i posiwiałych, zaczesanych do tyłu włosów trzymał się prosto i wyglądałby zdrowo, gdyby nie podkrążone oczy.

Zostaliśmy zaproszeni do wnętrza wypełnionego antykami i dziełami sztuki świadczącymi, że nasz gospodarz jest nie tylko zamożny, ale i – obeznany z kulturą oraz muzealnictwem. Tutaj czekało nas ogromne zaskoczenie. Na ścianach wisiały liczne fotografie przedstawiające naszego tajemniczego rozmówcę w towarzystwie osób, które my znaliśmy jedynie z telewizji oraz pierwszych stron gazet. Leszek Miller. Aleksander Kwaśniewski. Józef Oleksy. No i oczywiście – sam Andrzej Lepper.

Tymczasem nasz gospodarz uraczył nas najpierw dobrą kolacją, przygotowaną przez gosposię, a następnie rozpoczął swoją opowieść. Rozmowa trwała przeszło dwie godziny i była przerwana jedynie dwa razy – po raz pierwszy, gdy gospodarza coś wyraźnie zaniepokoiło. Coś, co usłyszał na zewnątrz. Podszedł wówczas do okna, ostrożnie uchylił firankę, gestem dłoni nakazał nam milczenie i z uwagą, przez dłuższą chwilę wpatrywał się w otaczającą dom ciemność. Za drugim razem przerwał rozmowę wzywając swoją gosposię i prosząc ją, aby upewniła się, iż system alarmowy jest „uzbrojony”, a wszystkie drzwi i okna starannie zamknięte.

Nasz rozmówca wpierw zażądał, iż pod żadnym pozorem nie wyjawimy jego prawdziwej tożsamości. Następnie stwierdził, iż chce podzielić się z nami pewną wiedzą, którą posiadł z pierwszej ręki. Z tego co zrozumieliśmy, był kimś w rodzaju doradcy, obracającego się pośród elit państwa polskiego i do tej pory posiadającego spore koneksje. Powiedział jednak, iż wycofał się ze świata wielkiej polityki, jak się wyraził „zmęczony tym bagnem” oraz w obawie o swoje bezpieczeństwo.

Nie chcieliśmy go ponaglać. Pan Janusz poruszał wiele wątków i snuł swoją opowieść najpierw bardzo oględnie – skupiając się głównie na anegdotach dotyczących znanych polityków oraz zabawnych zdarzeniach mających miejsce podczas zakrapianych imprez, polowań i innych jeszcze wypadów, które mogłyby mocno zgorszyć kogoś, kto nie do końca zdaje sobie sprawę z tego, jak potrafią bawić się niektórzy politycy.

Niemniej niepostrzeżenie opowieść Pana Janusza zaczęła dotyczyć spraw tak niezwykłych, iż ze zdziwieniem spoglądaliśmy na siebie nawzajem. Zgodnie z jego relacją, w okolicach Białegostoku znajduje się pewne miejsce, w którym kilkanaście razy doszło do kontaktów z obcą cywilizacją.

„Wiem, jak to wszystko brzmi”  – Podsumował nasz gospodarz – „I wiem, że mi nie wierzycie. Ale musicie pamiętać, że mówiąc o UFO nie mam na myśli małych, śmiesznych ludzików z Marsa. To pewnego rodzaju skrót myślowy. To byli jacyś przybysze, jakaś inteligencja lub siła, sam nie wiem jak to nazwać. Coś, co zamanifestowało się właśnie tutaj. Byli ludzie, bardzo wpływowi, którzy o tym wiedzieli. Normalnie nie mieliby o niczym pojęcia, ale z powodu swoich funkcji, które wtedy pełnili, musieli wiedzieć. Wszystko jest w dokumentach. Relacje, raporty, analizy. Wiem o tym wszystkim, bo wielu z ówczesnych magnatów (takiego słowa użył) miało słabe głowy i po wódce wszystko mówili. Ale to się stało przekleństwem. Lepper musiał zginąć, wykończyli go, zrozumieli, że mógłby coś powiedzieć, coś z tego co wiedział. A on wiedział właśnie o tym, co jest w tych lasach. Wiedział, co tu się stało, kto za tym stoi, i co dzieje się po dzień dzisiejszy. O tym wiedzą zarówno Rosjanie jak i Amerykanie, a Jankesi, gdy się dowiedzieli, przysłali tu swoje wojska i zrobili bazy. Wiedzą, że nie można dopuścić ruskich do tych tajemnic. To są pewne technologie, które oni chcieliby posiąść za wszelką cenę”

Potem jego relacja stała się coraz bardziej zdumiewająca. Przyniósł album i zaczął pokazywać nam fotografie.

„To wszystko nie jest żadna fikcja. Ci, co przyjechali na miejsce, znaleźli pewne przedmioty, być może pochodzące z tego czegoś, czym oni przybyli na Ziemię. Rozumiecie, od razu było wiadomo, że ludzie za cholerę nie mogą się o niczym dowiedzieć. To by był koniec, panika. Cała ideologia w strzępach, akcje w dół, krach na giełdach, kryzys religii, a to wszystko są czyjeś interesy, rozumiecie. Wszystko na tym świecie to jest czyjś interes, pieniądze. Ponoć znaleźli nawet jednego z nich, martwego, i przewieźli na Uniwersytet Medyczny w Białymstoku. Tam robili badania, sekcje, wszystko co się dało, a ich zdziwienie rosło, bo było pewne, że to coś nie jest stąd, rozumiecie, nie jest z Ziemi. Było inne pod każdym względem, i to potwierdzali fizycy, chemicy, biolodzy, genetycy. Potem zaczęli robić jakieś eksperymenty, w grę wchodziło in vitro. Uznali, że trzeba to jakoś wskrzesić, sprawdzić, czy mogłoby żyć w naszych warunkach. Oczywiście wszystko w największej tajemnicy, pod groźbą więzienia albo zwykłej czapy… Lepper wiedział o tym wszystkim, długo się wahał, ale on miał duże problemy. Potrzebował pieniędzy, miał kłopoty z synem, z rodziną. Popełnił błąd, chciał zapłaty za milczenie, straszył, że o wszystkim powiadomi opinię publiczną, a oni uznali, że mógłby to zrobić rzeczywiście. Ja wiem, że on by tego nie zrobił, bo był honorowy, zwyczajnie blefował, ale oni przestraszyli się na serio – dlatego go sprzątnęli, chyba woleli nie ryzykować. Możliwe też, że Lepper chciał o tym powiedzieć, bo bał się czym mogą skończyć się takie eksperymenty. Raz, gdy byliśmy sam na sam powiedział bardzo dziwne słowa, które brzmiały mniej więcej tak: „Ja wiem coś. Oni strasznie ryzykują, tam na tym Uniwersytecie Medycznym. Robią to, bo ktoś im każe. Ale nie myślą co będzie potem, nie wiedzą przecież, co to w ogóle jest. Podobno to jakoś działa, te komórki, podobno może leczyć raka i robić inne cuda, ale nie wiadomo, jakie jest naprawdę i czym to się może zakończyć. Już przyszło na świat trochę dzieci, są niby takie same jak reszta, ale tego nigdy nie wiadomo na pewno, i każdy kto ma trochę oleju w głowie powinien to wiedzieć. Te dzieci będą miały swoje dzieci, będą to przekazywały, chyba, że oni uznają inaczej. To ma być coś w rodzaju technologii dla najbogatszych, czegoś, o czym zwykli ludzie mogą tylko pomarzyć. Ale ja wiem swoje. Nie można dopuścić, żeby to weszło pomiędzy ludzi.” Nasz gospodarz twierdził, że Lepper wypowiedział te zatrważające słowa zaledwie kilka tygodni przed swoją dziwną śmiercią.

Pan Janusz nie poprzestał jednak na słownych opowieściach. Przedstawił nam również kilkadziesiąt fotografii oraz kopii dokumentów, które przedstawiały tę niezwykłą sprawę. Były tam raporty przybyłych na miejsce „spotkania z inną cywilizację” policjantów oraz opinie biegłych. Znajdowały się tam również zdjęcia dziwnych przedmiotów zdających się pełnić jakieś funkcje, leżących w trawie lecz mocno nadpalonych. Miały to być jakieś urządzenia czy też artefakty należące do „nich”.

Na zakończenie rozmowy Pan Janusz zaproponował, że chciałby spotkać się z nami jeszcze raz i przekazać nam kopie niektórych materiałów, oraz coś, co nazwał swoimi „notatkami”. Z tej niezwykłej podróży wróciliśmy grubo po północy, mocno wstrząśnięci, na przemian dyskutując zawzięcie, to znów milcząc. Na domiar złego znów spostrzegliśmy, iż wytrwale podąża za nami jakiś samochód. Trudno nam było powiedzieć, czy materiały pokazane nam przez Pana Janusza są prawdziwe, oraz na ile jego opowieść może być wiarygodna. Mamy nadzieję na co najmniej jeszcze jedno spotkanie z tym tajemniczym informatorem. Jeśli uda nam się zdobyć jakieś ciekawe materiały, na pewno nie omieszkamy Was o tym poinformować.

 

Prawa autorskie

Wszelkie materiały (w szczególności: artykuły, opowiadania, eseje, wywiady, zdjęcia) zamieszczone w niniejszym Portalu chronione są przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. o ochronie baz danych. Jakiekolwiek ich wykorzystywanie poza przewidzianymi przez przepisy prawa wyjątkami, w szczególności dozwolonym użytkiem osobistym, jest zabronione.
O Marek Falkowski 665 artykułów
Marek Falkowski – Specialist in the field of new technologies and IT security. Author of numerous opinion-forming articles about politics, business and technology. In his daily life he implements IT solutions for the public administration. Expert in the field of data protection with particular focus on personal data and classified information.

16 Komentarze

  1. gdyby mi płacili…i piwko, to po trzech, takie pierdoły bym powciskał co się chyba nikomu nie śniło,no może skromniej, scenarisz do filmu na pewno, trzeba coś nowego wymyślić, a nie chłam wciskać…:)

  2. To dlatego Amerykanie tak szybko przyjechali na Podlasie. Ja myślałem że to administracja Macierewicza tak sprawnie działa.

  3. To co nam sprzedają w mediach to tylko zasłona dymna tego co faktycznie jest. Tak jak w tekście napisano- prawda załamała by gospodarkę, giełdę, politykę, teologię …. wszystko. Idzie ku nieuniknionemu, pytanie tylko ile jeszcze kłamstwa polityków, księży i wielkich korporacji to wytrzymają.

  4. Szczerze ? Takie newsy zawsze są puszczane by odciągnąć opinię publiczną od prawdziwych problemów !!! Kurski chce przepchać ustawę abonamentową więc wszyscy będą żyć kosmitami z Białegostoku zamiast haraczu na pustą tubę propagandową ….

  5. Trudno jednoznacznie ocenić tekst bez głębszej analizy faktów i materiałów, ale jeśli to prawda … to mamy prawdziwą sensację !

  6. Te głupoty opłacane są z pieniędzy podatników w celach promocji regionu. Mówię wam, to ściema byleby było głośno o Białymstoku tak jak o Roswell. Jutro o tym napisze Wyborcza i Super Express… a za rok, będą festyny na które zjadą się świry z całego świata poprzebierane w kostiumy kosmitów !!!!

  7. gdy Andrew Lepper mówił z mównicy sejmowej o Klewkach, wszyscy się z niego śmieli …. i co q…wa było do śmiechu jak Amerykanie w pośpiechu wywozili talibów z polskich więzień? Mówił, że to dopiero początek rewelacji. Teraz odkrywają się karty i tajemnice… co jeszcze wypłynie po latach z tamtych tajemnic?

  8. Czekasz na światłach przy wyjeździe z Warszawki, potem wbijasz na S8 i przez Radzymin jedziesz autostradą na Łomżę … dalej ci miejscowi podpowiedzą !

  9. Gdyby ktoś powiedział mi że chodzi o Warszawę, Wrocław, czy nawet Katowice … to bym nie uwierzył, ale BIAŁYSTOK!!! W ch….ja …. co oni tam ku….wa robią !

  10. Jest mnóstwo teorii związanych ze śmiercią Leppera, każda zdaje się być bardziej prawdopodobna od poprzedniej. Faktem jest, zginął bo wiedział za dużo.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.