Stróże prawa ponad prawem

Ten, kto egzekwuje przestrzeganie prawa od innych sam powinien dawać dobry przykład. Niestety, rzeczywistość często przeczy tej tezie. Policjanci za nic mają zakazy. Wyprzedzają na podwójnej ciągłej, zajeżdżają drogę bez kierunkowskazu, parkują na niedozwolonych miejscach. Zapytani zawsze znajdują usprawiedliwienie. Wykonują właśnie pracę, obserwują przestępcę, lub „to oni są od zadawania pytań”. Okazuje się, że czekają na kolegę, który właśnie wyskoczył na zakupy… Postanowiliśmy wziąć policję pod lupę – tak jak oni biorą nas. Zapytaliśmy naszych znajomych, rodzinę, a także przypadkowych przechodniów o ich „przygody” z policją… to co usłyszeliśmy przeszło nasze najśmielsze oczekiwania.

Bierny, mierny, byle wierny

W policji nie oczekuje się od funkcjonariusza własnej inicjatywy. Autentycznych stróżów prawa, takich, którzy nadłożą kilometrów by sprawdzić podejrzany obszar lub skutecznie zareagują w obliczu niebezpieczeństwa – jest niewielu. Głównie liczy się „papierkowa robota”, a funkcjonariusz jest nagradzany za wyniki „na papierze”. Nic dziwnego, że policjant zamiast obserwować niebezpieczny park, woli zaczaić się za dystrybutorem coca-coli i wyłapywać przechodzące przez jezdnię w niedozwolonym miejscu studentki. Spiesząca się na zajęcia dziewczyna na pewno nie obrzuci go stekiem przekleństw, a i jest szansa na mały flirt. W papierach wykaże się „zatrzymanie osoby stwarzającej zagrożenie w ruchu drogowym” – i wszyscy będą zadowoleni. Może za wyjątkiem chłopaka, którego ktoś w tym samym czasie pobije w opustoszałym parku…

Kiedyś milicja działała skuteczniej. Byli na usługach reżimu, a jednak w środowisku bandytów budzili strach i respekt. Jeden z naszych rozmówców opowiadał o czterech kibicach, uzbrojonych w sztachety, którzy w podziemnym przejściu uciekali przed milicjantem po cywilnemu. Wystarczył krótki okrzyk „Stój! Milicja!”, aby pseudokibice pokornie sami położyli się na ziemi. Teraz policjant jest po prostu urzędnikiem, z bloczkiem papierowych kartek w ręku. Co z tego, że nie pomoże ludziom. Swoje zrobi, objedzie rejon i szybko wróci na komendę. Ważne, by przełożeni nie mieli z nim żadnych „kłopotów”. Policjant, to ma być „swój człowiek”, co to pary z gęby nie puści i w swoje gniazdo nie narobi.

„To nie nasz rejon”

Kolejny rozmówca opowiedział nam, jak w zaparkowanym samochodzie złodziej wybił szybę. Nieopodal stał radiowóz z dwoma funkcjonariuszami w środku. Nawet nie wysiedli z auta. Podbiega do nich zdumiony i pyta, czemu nic nie robią. „To nie nasz rejon!”, odpowiadają. Sytuacja do tego stopnia go zbulwersowała, że postanowił obserwować dalszy rozwój wypadków. Wandal ulotnił się błyskawicznie, a po chwili na miejscu pojawił się przerażony właściciel samochodu. Policjanci „nie z tego rejonu” oświadczyli, że za wandalem rzekomo „trwa pościg”. Tymczasem sami skupili się na fakcie… że samochód został nieprawidłowo zaparkowany. Podobnych, szokujących relacji jest wiele. Policyjne patrole poruszają się wyznaczonymi szlakami, niemal z dokładnością do kilku metrów. To, co dzieje się dalej – mało ich ciekawi. Prawie nigdy nie zbaczają ze swojego „szlaku”, by zajrzeć do ciemnej bramy lub spenetrować owianą złą sławą ruderę. Korzystają na tym przestępcy, którzy dobrze wiedzą, gdzie i kiedy może pojawić się radiowóz. Przede wszystkim brakuje pieszych patroli. Tymczasem siedzący wygodnie w aucie policjant nie usłyszy wołania o pomoc, nie zauważy czającego się w bramie chuligana.

„W weekendy jeździmy tylko do morderstw”

Jedno z dużych miast w Polsce. Klient kupuje w kiosku kartę – zdrapkę aby doładować telefon komórkowy. Okazuje się, że jest to fałszywa karta, wydrukowana domowym sposobem na komputerowej drukarce. Kioskarka odmawia zwrotu gotówki. Został właśnie oszukany na 50zł. Postanawia wezwać patrol policji słusznie uznając, że w kiosku może znajdować się większa liczba „fałszywek”. Wybiera numer alarmowy 112. Policjant po telefonicznym zapoznaniu się ze sprawą oznajmia, że patrol nie przyjedzie. Trzeba udać się osobiście na komisariat i złożyć zawiadomienie o przestępstwie. Klient zawziął się, powiedział, że nie ustąpi. Nie dla pieniędzy, ale dla idei. Przecież tak samo mogą oszukać kogoś innego.

Dociera na komisariat. Jest trzaskający mróz, zima stulecia. Poczekalnia w remoncie. Trzeba czekać dwie godziny na dworze. W końcu zostaje wezwany do środka. Policjanci oglądają kartę, wybuchają śmiechem. „Aleś się pan dał nabrać”! Sprawa najwyraźniej będzie przedmiotem żartów przez najbliższy tydzień. Oszukany człowiek jeszcze raz prosi o to, by patrol pojechał na miejsce. „W weekendy jeździmy tylko do morderstw” słyszy w odpowiedzi. W tym czasie kioskarka już z pewnością pozbyła się fałszywych kart.

Kiedy umieścił opis całej sytuacji na internetowym forum Gazety Wyborczej – ktoś usunął wpis. Długa ręka sprawiedliwości działa. Szkoda, że nie tam gdzie trzeba i nie dla dobra ludzi.

„Jakoś się dogadamy”

Nie jest tajemnicą, że policjanci z drogówki czasem biorą w łapę. Przeprowadziliśmy małą ankietę wśród kierowców i każdy z nich przyznał, że słyszał o przypadku wręczenia łapówki, otrzymał propozycję jej wręczenia lub… samemu „posmarował”. „Po co mieć punkty karne” – stwierdził jeden z nich, zastrzegając oczywiście anonimowość – „Najniższy mandat 50zł. Dajesz pięćdziesiątkę, czy nawet stówkę i lecisz dalej”.

Policjanci z drogówki najchętniej zatrzymują „wypasy”. Dobre auta, w których może jechać ktoś zamożny. Wtedy jest większa szansa, że „coś wpadnie”. „Gówniarze” piratujący po drogach autami za parę tysięcy średnio ich interesują. Najlepiej zatrzymać jakąś kobietę. Przestraszy się i zapłaci, a może nawet i „da w łapę”. Facet może się postawić. Tiry są dla nich praktycznie nieuchwytne. Ich kierowcy dobrze wiedzą, gdzie stoi patrol. Taksówkarzy rzecz jasna nie sprawdzają prawie w ogóle. Szukają przede wszystkim „łatwych ofiar”. Na pułapkę wybierają miejsca słabo znakowane, tam, gdzie najłatwiej kierowca popełnia błąd. Źle widoczny znak z ograniczeniem prędkości, mylące oznaczenie drogi – to dobre miejsce, żeby chłopcy z suszarką mogli zastawić sidła. Na pewno nie powrócą z pustymi rękami.

Spisują, odjeżdżają

Trzech studentów zostaje napadniętych w pierwszy dzień Świąt Bożego Narodzenia. Wyszli na spotkanie ze znajomymi, gdy zaatakowała ich duża grupa chuliganów. Zostali skopani. Postanowili wezwać policję. Patrol zjawił się szybko. Napastnicy schowali się w jednej z pobliskich bram. Policjanci tymczasem spisują studentów. „Skąd jesteście? Co tu robicie?”. Tymczasem z pobliskiej bramy wychylają się napastnicy. „My wam k… pokażemy! Na pały nadajecie?”. Policjanci nawet nie zerkają w tamtą stronę. Udają, że nic nie słyszą i nie widzą. Spisują chłopaków i najzwyczajniej w świecie odjeżdżają. „My wam k… teraz damy!”, słyszą studenci z bramy .

Podobnych sytuacji jest bardzo wiele. Policjanci albo nic nie robią, albo działają wyjątkowo opieszale. Nie ma ich tam, gdzie są potrzebni. Nie chcą się narażać. Brakuje im motywacji. Przestraszone ofiary nie mają odwagi zgłaszać skarg, a jeśli już to zrobią, sprawa jest wyciszana. Stróże prawa stoją ponad prawem. Bo przecież – to ich obowiązkiem jest nieść pomoc wszędzie tam, gdzie jest potrzebna. To oni posiadają środki przymusu bezpośredniego i prawo do ich używania. Wymagają od nas, byśmy reagowali, jeśli jesteśmy świadkami przestępstwa. Tymczasem to policjanci – w pierwszej kolejności – powinni dawać dobry przykład. By oddać sprawiedliwość trzeba na zakończenie dodać, że w policji znajdują się również ludzie świetnie wykonujący swoją pracę. Niestety, by trafić na takiego stróża prawa – nadal trzeba mieć sporo szczęścia.

***

Inspiracją do napisania tego artykułu był skorumpowany policjant z IV Komisariatu w Białymstoku

Ciekawe linki:

Seksafera w Zambrowie: Nastolatki z domu dziecka wykorzystywane za 50 zł przez miejscową elitę – min. policjantów:

http://telewizjarepublika.pl/seksafera-w-zambrowie-nastolatki-z-domu-dziecka-wykorzystywane-za-50-zl-przez-miejscowa-elite,6074.html#.U1dRtldZmGu

Interwencja i pobicie na Barszczańskiej w Białymstoku: Paweł Klim nie żyje

Prawa autorskie

Wszelkie materiały (w szczególności: artykuły, opowiadania, eseje, wywiady, zdjęcia) zamieszczone w niniejszym Portalu chronione są przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. o ochronie baz danych. Jakiekolwiek ich wykorzystywanie poza przewidzianymi przez przepisy prawa wyjątkami, w szczególności dozwolonym użytkiem osobistym, jest zabronione.
O Marek Falkowski 664 artykuły
Marek Falkowski – Specialist in the field of new technologies and IT security. Author of numerous opinion-forming articles about politics, business and technology. In his daily life he implements IT solutions for the public administration. Expert in the field of data protection with particular focus on personal data and classified information.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.