Samotna podróż

Jechał samochodem już od kilku godzin. Wiedział że musi się niebawem zatrzymać. W bagażniku wiózł związaną kobietę. To jego była dziewczyna. Wpadł w furię, kiedy mu oświadczyła że chce go rzucić dla innego. Działał bez zastanowienia. Wziął wielki zamach i uderzył ją w twarz. Uderzenie było tak potworne, że dziewczyna straciła przytomność. Wystraszył się że umarła. Wtedy zawinął ją w dywan i wrzucił do bagażnika swojego kombi. Dopiero w czasie drogi usłyszał że się rusza. Wtedy zrozumiał, że jednak żyje. Nie mógł jej jednak pozwolić na to, aby się wydostała. Z pewnością powiadomiła by policję, a ta bez dwóch zdań wsadziłaby go do aresztu. Nie mógł sobie na to pozwolić. Firma, pieniądze, pies – to wszystko by stracił na długie lata, bez żadnej gwarancji odzysku.

Zamierzał definitywnie się jej pozbyć. Wywieźć do lasu, zabić i zwłoki zakopać. Plan był dobry, ale już od 50 km jazdy nie trafił do żadnego większego lasu, w którym mógłby to zadanie zrealizować. Obawiał się, że im dłużej będzie jechał, tym większa szansa na zostanie złapanym.

Kiedy o tym pomyślał, ujrzał za oknami samochodu gęsty szpaler drzew. „To jest to!”. Zwolnił. Jadąc wzdłuż lasu, szukał jakiejś drogi, która zaprowadziłaby go w głąb. Dopiero po kilku kilometrach na taką trafił. Droga była wąska i mocno zarośnięta. Jego stare kombi dobrze sobie radziło, przedzierając się przez chaszcze. Gałęzie rysowały lakier na karoserii, powodując kolejne zmatowienia. Nie przejmował się tym. I tak planował spalić wóz. Wiedział że to najlepszy sposób na zatarcie śladów.

Zatrzymał się na skraju drogi, jakiejś 3 km od głównej szosy. Było ciemno i przerażająco. Otworzył klapę bagażnika i chwycił za dywan. Nie zdążył jeszcze tego porządnie zrobić, kiedy dziewczyna wybiegła z bagażnika jak z procy. Wystrzeliła przed siebie, nie dając mężczyźnie żadnych szans na reakcję. Pobiegła prosto przed siebie, znikając w gęstym i ciemnym lesie.

– Niech to jasny szlag! Głośno przeklną i rzucił się za nią, co sił w nogach.

Straciła mu się z oczu. Mógł tylko podejrzewać, w którym kierunku pobiegła. Oczy szybko przystosowały się do ciemności i wyłapywały z niej różne kształty. Dzięki temu rozpoznał ścieżkę. Tym samym nabrał pewności, że jest na dobrym tropie. Biegł przez kilka minut, po czym przystawał i nasłuchiwał. Mimo to nie mógł na 100% odpowiedzieć, czy jest na dobrym tropie. Nabierał sił i biegł ponownie. Do momentu, aż nie wpadł jedną nogą do dziury. Była to głęboka, ale wąska jama. Idealnie pionowa. Przerażenie szybko ustąpiło wściekłości, kiedy nie mógł wydostać nogi z tej dziury. Coś ją zaklinowało. Ruszał nią na wszystkie strony, ale nic to nie dawało. Coraz bardziej zdenerwowany, zaczął głośno przeklinać. Wrzeszczał na cały las, płosząc kolejne, pogrążone wcześniej we śnie zwierzęta.

Nie zauważył, jak jedno z nich zbliża się do niego. Był to wilk. Nie byle jaki, bo przywódca stada. Wielki, z przerażająco świecącymi ślepiami i białymi kłami. Ściekała po nich piana. Wokół zwierzęcia unosił się potworny smród padliny, którego nie dało się zamaskować. Kiedy odór dotarł do nozdrzy uwięzionego mężczyzny, odwrócił powoli głowę. To co zobaczył, ponownie wprawiło go w przerażenie. Kilka centymetrów od jego twarzy, znajdował się wielki łeb wilka. Czarna sierść lśniła w blasku księżyca, powodując rzeczywiste przerażenie.

Wilk kłapnął zębami tuż koło ucha mężczyzny. Następnie zacisnął swoją potężną szczęka na ręce człowieka i zaczął go wyciągać z otworu. Facet nie mógł w to uwierzyć. Pierwszy raz zdarzało mu się spotkać tak uczynne zwierze. Nie wiedział jednak tego, że sytuacja niebawem się odmieni.

Wilk ciągnął go przez las przez kilkaset metrów. Mężczyzna, czując na dłoni mocny ścisk zębów, nie mógł się poruszać i bał się wyrywać. Nawet niewiele mocniejszy nacisk, mógłby mu zmiażdżyć rękę, powodując trwałe inwalidztwo. W końcu dotarli na miejsce. Schodzili po zboczu w dół, do ciemnej jamy. Człowiek znowu zaczął czuć wcześniejszy smród. Jednak tym razem znacznie bardziej intensywny. Po kilku metrach zauważył, że znaleźli się w gnieździe. Wilczym gnieździe. Pełnym siana, gałęzi, odchodów i małych wilków. Spoglądały na niego ciekawym, wygłodniałym wzrokiem. Patrzyły jak na posiłek, który zapewni im przetrwanie na wiele kolejnych dni.

Pomiędzy małymi wilkami siedziała jego dziewczyna. Wyglądała na bezpieczną. Na jej widok poczuł ulgę.

– Ania, pomóż mi – wyszeptał błagalnie w jej stronę

– Pomóc? Tobie? Uderzyłeś mnie, a potem chciałeś zabić. Nigdy Ci nie pomogę – pewnym głosem odpowiedziała dziewczyna.

Pogłaskała małego wilka, który był blisko niej. On wtulił głowę w jej ubranie, łasząc się i pragnąc dalszych pieszczot. Pozostałe wilki zaczynały się do niego zbliżać, głośno oddychając. Zaczął się cofać, ale natrafił na opór. To przywódca stada zablokował mu drogę, nie pozwalając na ucieczkę. Bezradny mężczyzna mógł się tylko przyglądać temu, jak powoli zaczynają wąchać jego nogi. Zaraz po tym rozrywać spodnie. A na końcu wbijać ostre zęby do ciała, rozszarpując go na małe kawałki. Ból był tak przerażający, że po kilkudziesięciu sekundach stracił przytomność. Na zawsze.

Prawa autorskie

Wszelkie materiały (w szczególności: artykuły, opowiadania, eseje, wywiady, zdjęcia) zamieszczone w niniejszym Portalu chronione są przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. o ochronie baz danych. Jakiekolwiek ich wykorzystywanie poza przewidzianymi przez przepisy prawa wyjątkami, w szczególności dozwolonym użytkiem osobistym, jest zabronione.
O Marek Falkowski 662 artykuły
Marek Falkowski – Specialist in the field of new technologies and IT security. Author of numerous opinion-forming articles about politics, business and technology. In his daily life he implements IT solutions for the public administration. Expert in the field of data protection with particular focus on personal data and classified information.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.