Romans z bezdomnym

Szła zapłakana ulicą. Nie wiedziała co ze sobą zrobić. Po raz kolejny w tym miesiącu znalazła się na bruku. I pomimo że to nie była dla niej nowość, sytuacja była dziś naprawdę poważna. Wyrzucił ją za drzwi tak jak stała. Ubraną w cienką koszulkę, z kapciami na nogach i 3 złotymi w kieszeni. Nie pozwolił niczego zabrać. Krzyczał w alkoholowym amoku że jak się jeszcze raz pokaże, to zrobi z nią porządek. Wiedziała co miał na myśli. Kiedy krzyczał te słowa, wymachiwał jednocześnie nożem. Domyślała się że był zdolny do wszystkiego. Zwłaszcza wtedy, kiedy alkohol szumiał w jego żyłach.

Szła więc skulona prosto przed siebie. Chłodny jesienny wieczór robił swoje. Była w tym mieście obca. Poza nim, nie znała nikogo. Przyjechała tutaj studiować, ale szybko porzuciła ten pomysł za jego namową. Obiecywał jej złote góry. Eleganckie mieszkanie, zagraniczne wczasy i własny mały samochód. Dziś już wiedziała że to wszystko były mrzonki. Niczego nie był w stanie jej zaoferować, poza regularną dawką stresu, bólu, a czasami i solidnego kopniaka czy uderzenie prosto w brzuch. Nawet w łóżku nie był takim kochankiem, jak początkowo się jej wydawało. Permanentną impotencja wywołana alkoholem doprowadzała go do frustracji i złości, którą oczywiście przelewał na nią. Była winnemu wszystkiemu co go otaczało. Tak sądził. Pomimo tego nie umiała odejść. Czuła się zniewolona jego siłą i nie wiedziała co z tym począć. Aż do dzisiaj.

Dzisiaj czara goryczy się przelała. W duchu była silna i powiedziała sobie, że taka sytuacja nie ma już prawa więcej się powtórzyć. Ale w ten chłód nie mogła niczego zrobić. Potrzebowała przeczekać tę noc w jakimś ciepłym miejscu, a dopiero jutro będzie się zastanawiała nad resztą. Maszerowała, coraz słabsza i bardziej zniechęcona. Desperacko szukała kawałka ciepłego miejsca, w którym bezpiecznie mogłaby spędzić noc. Powoli się zmierzchało. Zostało jej niespełna godzinę na znalezienie czegoś.

Doszła do ślepego zaułka. Kolejnego w ciągu ostatnich kilkunastu minut. Ze złością kopnęła jeden z kartonów. W tym samym momencie doszedł ją dźwięk oburzenia. Szturchnęła karton jeszcze raz. Kto to kopie moje legowisko? Dobiegł ją zachrypnięty głos. Po kilku sekundach ze środka kartonu wyłoniła się zarośnięta głowa młodego mężczyzny. Mógł mieć około 28 l

– Bardzo przepraszam, nie wiedziałam że tam ktoś jest.

– Poczekaj chwilę. Co tutaj robisz w tym miejscu? Nikt normalny się tutaj nie zapuszcza. Szczególnie jeśli jest kobietą i o tej porze. Lepiej żebyś nie kręciła się tutaj sama. To miejsce nie należy do bezpiecznych.

Zaniepokojona tymi słowami, zawahała się zrobiła kilka kroków wstecz. Nie wyglądał na groźnego. Miał spokojny, ciepły głos. Czuła podświadomie że może mu zaufać. Zazwyczaj przeczucie ją nie myliło. Miała nadzieję że tym razem będzie podobnie. Usiadała obok niego. Nie czuła nieprzyjemnej woni jak od innych bezdomnych. Bez żadnych namów, zaczęła mu opowiadać o swoim życiu, o tym co ją dziś spotkało i o tym, że nie ma co ze sobą zrobić. On słuchał cierpliwie, nie przerywając. Brakował jej takiej rozmowy. Od długich miesięcy nie miała komu opowiedzieć o tym, co ją gryzło od środka. Tym bardziej była wdzięczna losowi, że zesłał jej tego człowieka.

– Chodź, nie będziemy tutaj marzli. Niedaleko stąd mam swój mały domek. Nikogo tam nie przyprowadzam, ale dla ciebie zrobię wyjątek.

Wstał z ziemi, chwycił ją za rękę i poprowadził wąskimi przejściami pomiędzy betonowymi biurowcami. Po krótkiej chwili weszli do ciemnego lasu. Szli wąską wydeptaną dróżką, która prowadziła pod górę. Po około 20 minutach doszli do celu podróży. Pośrodku wysokich drzew znajdowała się budka obserwacyjna umieszczona na drewnianych nogach. Wyglądała na opuszczoną, ale ona wiedziała że to ten domek, o którym wspominał. Mężczyzna wyjął z krzaków drewnianą drabinę, podstawił pod niewielki tarasik i zaczął wchodzić.

– Jak znajdę się na górze, to twoja kolej. Będę trzymał drabinę. Jest solidna, sam ją robiłem. Możesz spokojnie wchodzić, nic ci nie grozi.

Bezimienny szybko znalazł się na górze, chwycił drabinę i skinął ręką, że może wchodzić. Niepewnie zrobiła pierwszy krok. Drabina trzeszczała pod jej ciężarem, ale wierzyła jego słowom. Nie patrząc w dół, wspinała się szczebel za szczeblem. Po krótkiej chwili znalazła się na górze, tuż obok niego.

Przez otwarte drzwi zajrzała do środka. Wnętrze chatki było skromne, ale czyste. Jedno łóżko, drewniane krzesło, stolik, do tego mały dywan i sporo książek. W kącie znajdowała się kuchenka gazowa, czajnik i parę kubków. Nie były to luksusy, ale nie mogła też narzekać. Najważniejsze że w środku było ciepło, sucho i w miarę bezpiecznie.

Usiedli na łóżku i pijąc gorącą herbatę zaczęli rozmawiać. Opowiedział jej swoją historię. Przyjechał do tego miejsca po upokorzeniu na ślubnym kobiercu. Jego narzeczona w ostatniej chwili rozmyśliła się, pozostawiając go samego przed ołtarzem. Rodzina miała mu za złe wstyd, którego doświadczyła z jego powodu. Nie pomogły tłumaczenia że to nie jego wina. Wytykany palcami przez całą wieś, postanowił oderwać się od tego otoczenia i kompletnie zmienić środowisko. Nie mogąc w nowym mieście znaleźć pracy, zaczął żyć z dnia na dzień, stopniowo odkrywając wszystkie uroki takiego życia. Wolność, której doświadczył okazała się cenniejsza niż wszystkie dobra materialne.

Siedziała obok niego, z fascynacją słuchając jego słów. Mimo, że znali się zaledwie kilka godzin, zdążyła go obdarzyć zaufaniem i sympatią. Chwyciła go za dłoń. Nie wiedziała czy robi słusznie, ale tak podpowiadało jej serce. Przysunęła się jeszcze bliżej niego, niepewnie dotykając ustami jego ciepłych, pełnych ust. Chwilę później padli sobie w ramiona.

Prawa autorskie

Wszelkie materiały (w szczególności: artykuły, opowiadania, eseje, wywiady, zdjęcia) zamieszczone w niniejszym Portalu chronione są przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. o ochronie baz danych. Jakiekolwiek ich wykorzystywanie poza przewidzianymi przez przepisy prawa wyjątkami, w szczególności dozwolonym użytkiem osobistym, jest zabronione.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*


Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.