Postaw mnie na nogi

To był początek czerwca. Jak zwykle z grupą przyjaciół postanowiliśmy wybrać się nad jezioro. Każde z nas było już dorosłe i zajmowało się zupełnie czymś innym. Jednak staraliśmy się zawsze spotykać w tej samej, niezmienionej paczce. Przynajmniej kilka razy w roku.

A ja, jak zwykle pojechałam na to spotkanie z moim chłopakiem. Byliśmy parą już od liceum. W przyszłym roku planowaliśmy ślub. Byłam naprawdę szczęśliwa. Chociaż czasami zastanawiałam się, czy między nami nadal jest miłość, czy jedynie tak silna przyjaźń. Nieważne! Ważne, że nie wyobrażałam sobie życia bez niego. Natomiast te wszystkie wątpliwości, pojawiały się w jednej sekundzie, a w drugiej znikały. Pewnie mieszały w głowie każdej przyszłej pannie młodej.

– Hej Sue, jak się masz! – usłyszałam radosne przywitanie mojej przyjaciółki Leny.

– Wszystko w porządku. Oprócz tego, że mogłoby być dzisiaj trochę chłodniej. Strasznie tu gorąco – odpowiedziałam, wachlując się przy okazji gazetą.

– Chodźcie, już wszyscy są. A przecież bez Was nie będziemy zaczynać – Lena w międzyczasie cmoknęła mnie w policzek i pognała do reszty, którzy zaczynali rozpalać grilla na plaży.

– Uwielbiam to miejsce. Oczywiście przed sezonem. Wtedy jest tu cicho i tak spokojnie – szepnęłam do Miłosza, skradając mu soczystego całusa.

Uśmiechnął się tylko, przytrzymując okulary przeciwsłoneczne nad czołem. Poszedł do bagażnika, żeby sięgnąć piwo i kiełbaski.

Popołudnie zaczęło się naprawdę wspaniale. Każdy z nas po kilku miesiącach rozłąki miał wiele do powiedzenia. Lena studiowała na drugim końcu kraju. Magda, kolejny raz zerwała ze swoim chłopakiem i tym razem obiecała sobie, że już nigdy do niego nie wróci. Chciała zabrać się za podbijanie świata. Mateusz znowu nie wiedział co zrobić ze swoim życiem. Chciał koniecznie założyć kapelę, która odniesie wielki sukces. Każdy mu kibicował, ale w duchu też myślał, żeby w końcu zaczął poważnie myśleć o przyszłości. Karol nie miał większych ambicji, niż przejęcie interesu po swoim ojcu. Zresztą, po co miałby się wysilać, skoro był najlepiej z nas ustawiony? A my? My szykowaliśmy się do ślubu. Nic szczególnego, przynajmniej dla mnie. A dla wszystkich to był ostatnio najgorętszy temat naszych spotkań. Dlatego i tym razem nie zdziwiłam się, gdy zostaliśmy zasypani pytaniami, jaką wybrałam sukienkę, co będzie podane na weselu, czy mamy już fotografa…

– Hej Chłopaki, chyba powoli kończy nam się piwo – Miłosz chciał nieco wykaraskać się spod ataku tych wszystkich ślubno-weselnych pytań.

– Szkoda, że nie mamy wódki, byśmy mogli poćwiczyć „Gorzko, gorzko” – zagwizdał Mateusz.

– A może kąpiel dla ochłody? – Karol jak zwykle po kilku piwach pokazywał swoje mniej ułożone oblicze.

– No coś Ty, woda jest jeszcze za zimna – pisnęłam.

– Maleńka, dla Ciebie zrobię wszystko. Udowodnię Ci, że jestem w stanie nawet przebrnąć przez próbę lodowatej wody – Miłosz szybko załapał pomysł i już nie miał na sobie butów.

– Przestań! Wszyscy wypiliście po parę piw. To nie jest najlepszy pomysł! – zirytowałam się jeszcze bardziej.

– Sue, jak Ty będziesz mu tak truła, to może niech on się jeszcze rozmyśli – przyjaciele zaczęli uszczypliwie żartować.

– Zresztą zróbcie jak chcecie, ja na to nie chcę patrzeć! – odeszłam w kierunku lasu. Jednocześnie słyszałam za swoimi plecami skandowanie Miłosza, który robił jeszcze cyrkowe miny przed swoim skokiem do wody. Potem już tylko rozbiegł się na pomoście i zniknął pod taflą wody.

Obejrzałam się. Przyjaciele gwizdali i krzyczeli, uradowani odważnym wyczynem Miłosza. Ja jednak patrzyłam na powierzchnię wody przy pomoście i go nadal nie widziałam. Zrobiło mi się gorąco.

– Miłosz!!!!

Wszystko trwało kilkanaście godzin. Może nawet kilkadziesiąt? Chłopacy wskoczyli po niego do wody i zaczęli reanimować. Ktoś zadzwonił po karetkę. Przejechaliśmy do szpitala. Tam lekarz zabrał go na blok operacyjny. To był zły sen. To nie mogła być prawda.

Dowiedzieliśmy się od lekarza, że jedyne co możemy zrobić w tej chwili, to czekać. Tylko tyle i aż tyle. Miłosz był nieprzytomny. Groził mu paraliż.

Po kilku tygodniach zadzwonił do mnie telefon z nieznanym numerem.

– Miłosz się obudził, proszę przyjechać do szpitala jak najszybciej – usłyszałam głos pielęgniarki.

Po niecałej godzinie już przy nim byłam.

– Miłosz…- szepnęłam.

Patrzył na mnie blady, nieruchomy chłopak.

– Sue… Jesteś… – Wyszeptał z wyraźną ulgą – Przepraszam Cię za wszystko. Wszystko popsułem – po jego policzku spłynęła łza.

– Ciiii… Nic nie mów. Będę przy Tobie wypoczywaj – Miłosz uspokojony przymknął oczy i znowu zasnął.

Byłam przy nim, ale nie wiedziałam czy dam radę. Czułam potworny lęk, że sobie nie poradzę. Wiele razy krzyczałam z bólu, że nie tak miało być. To było niesprawiedliwe. Wszyscy na mnie liczyli. Byłam jego narzeczoną. Nikt nie pomyślał ani przez chwilę o tym co ja czuję. Nikt nie dopuszczał do siebie myśli, że mogłabym przestać go kochać, lub po prostu się wystraszyć i uciec.

Momentami, gdy nie dawałam rady, chciałam uciekać. Ale czułam się w obowiązku, by przy nim trwać. Teraz się obudził. A ja zamiast być szczęśliwa, byłam przerażona.

Dni mijały coraz szybciej. Odwiedzałam Miłosza codziennie w szpitalu po pracy. Czasami były to dość automatyczne wizyty. W końcu, któregoś dnia powiedziałam, że muszę na jakiś czas wyjechać. Miłosz nie dał po sobie poznać, że widzi jak kłamię. Ale świetnie udawał wyrozumiałego.

Niestety nie uciekłam od tej sytuacji. Każdego dnia myślałam o tym co zrobić. Uciec i mieć poczucie winy do końca życia? Czy może jednak zostać, też nie wiedząc, czy dobrze robię.

Po powrocie natychmiast pojechałam do szpitala. Nadal bałam się szczerej rozmowy. Jednak Miłosz chyba był do niej przygotowany.

– Sue, co myślisz o przełożeniu ślubu. No wiesz, nie chcę mieć wesela, na którym nie będę mógł tańczyć – zaczął żartobliwym tonem.

– Myślę, że powinieneś wrócić do pełni sił – odpowiedziałam wymijająco i się uśmiechnęłam na zawołanie – A na kiedy chcesz przełożyć ceremonię? – przełknęłam ślinę w suchym gardle.

– Nie wiem, może na nigdy? – jego mina nieco posmutniała.

Nie mogłam nic z siebie wydusić. To było tylko potwierdzeniem mojej zgody.

– Sue… Wiem, że się męczysz. Gdy Cię nie było, to ja sobie to wszystko przemyślałem. Kocham Cię, ale nie chcę byś ze mną była nieszczęśliwa – Miłosz tym razem zaczął prosto z mostu.

– Chcę byś wiedziała, że się nie będę gniewał, jeśli zechcesz ode mnie odejść. Zresztą postawiłem Cię w niezręcznej sytuacji. Zrobić taką głupotę przed ślubem – znowu wysilił się na żart.

– Miłosz to nie tak. To znaczy, nie wiem co mam Ci powiedzieć – czułam, że moje policzki płoną ze wstydu – Wszyscy oczekiwali ode mnie pełnej gotowości, bym była przy Tobie. Nikt nie pytał się, jak ja sobie z tym radzę. Wiem, jestem egoistką. Ale przytłoczyło mnie to wszystko. Nie podołałam. Boję się odejść, boję się zostać. Nie wiem czego chcę, przepraszam – rozpłakałam się na dobre.

– Sue… zawrzyjmy układ. Ja to sobie przemyślałem – Miłosz spojrzał na mnie tymi ciepłymi oczami.

– Jaki układ, co Ty mówisz? – szepnęłam przerażona.

– Oboje wrócimy do zdrowia – kontynuował – Ja stanę na nogi, a Ty znajdziesz swoje szczęście. Będziemy się wspierać, nawet gdy przestaniemy się widywać. Wiem, że Ty chcesz mojego szczęścia, a ja chcę Twojego. Nie zamartwiajmy się o to co będzie. Żyjmy tu i teraz. Dla nas obojga to był trudny czas. Odpocznijmy, a potem niech się każde zajmie sobą. Pamiętaj, że jesteś dla mnie najważniejsza.

To były najtrudniejsze i najlepsze słowa jakie mogłam usłyszeć. Byliśmy blisko siebie, wspierając się, ale każde z nas poszło swoją drogą. Miłosz powoli rzucił wózek i zaczął chodził o kulach. W szpitalu poznał dziewczynę, z którą jest do dzisiaj. Ja też zrozumiałam, że to nie była prawdziwa miłość. Teraz jestem naprawdę szczęśliwa. Poznałam Ksawerego, przy którym nie miałam żadnych wahań, gdy prosił mnie o rękę i planowaliśmy ślub. A gdyby mu coś się stało. Byłabym pierwsza, która znalazłaby się przy nim. Całkowicie z własnej woli i bez poczucia obowiązku. To się po prostu czuje.

/foto: www.freeimages.com/

Prawa autorskie

Wszelkie materiały (w szczególności: artykuły, opowiadania, eseje, wywiady, zdjęcia) zamieszczone w niniejszym Portalu chronione są przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. o ochronie baz danych. Jakiekolwiek ich wykorzystywanie poza przewidzianymi przez przepisy prawa wyjątkami, w szczególności dozwolonym użytkiem osobistym, jest zabronione.
O Marek Falkowski 666 artykułów
Marek Falkowski – Specialist in the field of new technologies and IT security. Author of numerous opinion-forming articles about politics, business and technology. In his daily life he implements IT solutions for the public administration. Expert in the field of data protection with particular focus on personal data and classified information.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.