Nowy totalitaryzm pod przykrywką pandemii

Kiedy Ty wściekałeś się na korki na ulicach, one dumnie maszerowały głównym traktem próbując zwrócić na siebie Twoją uwagę. Kiedy Ty zawzięcie pochłaniałeś drugie śniadanie, one szykowały rewolucję. I kiedy Ty grzecznie siedziałeś w domu grając na komputerze czy czytając książkę – one skandowały „DOŚĆ”. To dzięki nim coś się ruszyło. To one rozpoczęły tę nierówną walkę. O swoje i Twoje prawa – o prawa człowieka.

Minął rok, odkąd Światowa Organizacja Zdrowia ogłosiła globalną pandemię koronawirusa COVID-19. Minął rok, odkąd ta „śmiertelna” zaraza pojawiła się w naszym kraju. Prognozy nie były zbyt optymistyczne. Nękani ponurymi wizjami końca świata ludzie robili wielomiesięczne zapasy, modląc się o cud. Ziemię czekała obiecana apokalipsa. Miliony zabitych, miliardy chorych. A potem pojawiły się restrykcje. Na początku drobne, potem coraz większe. Zamknięto przedszkola, szkoły i uczelnie. Zamknięto restauracje i centra handlowe. Zamknięto placówki medyczne. Drastycznie odcięto całe gałęzie przemysłu. Kwarantanna. Ludziom zakazano wychodzić z domu, w szczególności bez maski. Stanęły pociągi i samoloty. Poszczególne państwa zamykały granice. Media nawet przez chwilę nie przestały trąbić o kolejnych ofiarach złośliwej zarazy…

Minął rok. Trup wcale nie ściele się tak gęsto jak straszono. Poziom edukacji zdążył spaść z Wyżyny Krakowsko-Częstochowskiej na najniższy punkt depresji Żuław Wiślanych. Blisko 200 tys. firm zakończyło swoją działalność, a około 50 tys. ją zawiesiło. Chorzy, ranni, wymagający hospitalizacji umierali w ciszy i samotności – i to nie za sprawą COVID-19. W porównaniu do działalności polskiego rządu oraz organizacji międzynarodowych wirus okazał się niegroźną Myszką Miki. Siejąca panikę i strach władza otwarcie sięgnęła po wolność swoich obywateli.

Państwo, w którym jedyne prawo to prawo do siedzenia cicho

Siedź cicho. Zamknij się! Nie marudź… Rób, co masz robić. Pracuj, sprzątaj, gotuj, płać podatki. Tyle wolności powinno Ci wystarczyć. Masz z tym problem? Z czymś się nie zgadzasz? Pogadamy jak skończy się pandemia. Teraz mamy stan wyjątkowy! Dostosuj się w końcu!

Wiele osób zastanawia się, dokąd zmierza nasz rząd. To proste – dokładnie tam, gdzie każda inna władza. Do absolutu – totalnej kontroli nad swoim ludem. Dawniej stosowano w tym celu przemoc. Dzisiaj głównie kłamstwo, chociaż polskim służbom mundurowym nie można odmówić bezprawia. Nasze zindoktrynowane, poddane codziennemu praniu mózgu – głównie za sprawą telewizji państwowej – społeczeństwo grzecznie spełniało polecenia „z góry”. Aż do czasu, gdy na scenie pojawiła się mała, wątła grupka kobiet. Nikt nie spodziewał się, że to właśnie te „kury domowe” rozpętają w Polsce prawdziwą rewolucję. Że to one obalą kłamstwa i jako pierwsze powiedzą „STOP” – „STOP ŁAMANIU PRAW CZŁOWIEKA”.

Halo, demokracja? Co się z Tobą stało?

Prawa człowieka zostały mocno ograniczone. Większość demokratycznych społeczeństw zdaje sobie sprawę z faktu, że tradycyjne mechanizmy rządzenia nie są zbyt skuteczne w sytuacjach wyjątkowych. A taką właśnie jest pandemia COVID-19. Jednak w perspektywie dłuższego czasu istnieje poważne zagrożenie, że demokracja – notabene wyjątkowo niesprawny ustrój – zostanie mocno osłabiona. Polscy obywatele już od dawien dawna przyzwyczaili się, że obóz rządzący wykorzystuje zasady praworządności zgodnie z własnym widzimisię. Wprowadzenie tarcz antykryzysowych zlikwidowało możliwość realizacji prawa do informacji. Liczne rozporządzenia o wątpliwej podstawie prawnej natomiast wyłączyły wolność zgromadzeń. Jeżeli komuś się wydaje, że to koniec – najwyższa pora, by otworzył oczy. Zalegalizowano technologie wspomagające inwigilację oraz dodano do nich odpowiednie przepisy. Zbieranie danych o osobach podlegających kwarantannie czy żądanie wydania danych od operatorów komunikacyjnych o tym, gdzie zbierają się większe grupki ludzi to polska codzienność.

Kobiety do garów, a nie na ulicę!

I kiedy miesiąc w miesiąc godzimy się na coraz większe ograniczenie swobód obywatelskich, ktoś powoli budzi się z letargu. To kobiety. Słabe. Nieprzyzwyczajone do wojny. Pozbawione broni. I chociaż niektórzy mówią: „one chcą tylko legalnych skrobanek”, wnikliwy obserwator zauważy, że walczą o coś więcej. Chociaż punktem zapalnym było sławne już orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego, to nie jedyny powód, dla którego „słaba płeć” wyszła na ulicę. „POLSKA NIE DZIAŁA!” O co tak naprawdę chodzi Marcie Lempart, Agnieszce Czeredereckiej i Klementynie Suchanow?

Mała grupka aktywistek bardzo szybko zyskała na popularności. W jednej chwili zrzeszała już nie tylko młodych, ale również starych, kobiety i mężczyzn, studentów, bezrobotnych i przedsiębiorców. Z czasem dołączyli się do nich również politycy opozycyjni. I czego ta banda szaleńców mogła chcieć… Przede wszystkim wolności – i to nie tylko dla siebie, ale dla wszystkich. Zaczęło się od kobiet – walczących o swoje prawo bitych, pozbawionych środków finansowych, tyranizowanych kobiet. Bo co to za kraj, w którym oprawca ma więcej do powiedzenia niż jego ofiara. Potem doszło LGBT. Bo w kraju, w którym żyjemy osoby homoseksualne traktowane są jak zwierzęta, a nie ludzie (ale jak jest pandemia to pewnie można). W tle największych marszów skandowano: „ŚWIECKIE PAŃSTWO” – a nie kraj, w którym Ojciec Rydzyk decyduje o naszym życiu seksualnym, „SŁUŻBA PUBLICZNA, A NIE PARTYJNA” – wykonująca polecenie jednego, małego człowieczka, „EDUKACJA NA MIARĘ WSPÓŁCZESNOŚCI” – a nie ta wołające o pomstę do nieba indoktrynacja od najmłodszych, przedszkolnych lat, „STOP PROPAGANDZIE W MEDIACH PUBLICZNYCH” – to akurat ciężkie do zrealizowania. I w jaki sposób wynagrodzono tych, którzy powiedzieli „DOŚĆ ŁAMANIU PRAW OBYWATELSKICH POD PRZYKRYWKĄ PANDEMII?” W jaki sposób podziękowano kobietom i jakby nie patrzeć również mężczyznom, którzy walczyli o poprawę kondycji publicznej ochrony zdrowia, reanimację psychiatrii, wsparcie osób z niepełnosprawnościami czy zastopowaniu rozprzestrzeniającego się faszyzmu? Gazem i pałami.

To wojna władzy z wolnymi ludźmi

Protesty zapoczątkowane przez kobiety bez wątpienia nie są na rękę rządzącym dyktatorom. Mundurowe służby partyjne zawzięcie rozgramiają kolejne strajki, waląc na oślep, gdzie tylko się da. Nadmierna przemoc skierowana do niższych o dwie głowy niewiast z białą flagą w ręku nie jest przypadkiem. To rozkaz. Rozkaz, który przyszedł z samej góry. „Kury domowe” stały się wrogami policji i rządu. Szkoda, że przy okazji gazem dostały również dzieci. Ale w końcu co to za różnica – protestujący to protestujący, niezależnie od wieku. I kiedy zastraszane przez władze kobiety główkują, co zrobić, aby kolejnym pokoleniom żyło się lepiej, sympatycy stołecznej drużyny, zgromadzeni tłumnie pod stadionem, domagają się otwarcia trybun. Ciekawe, że w tym przypadku nie było mowy o złamaniu przepisów. Ciekawe, że tutaj policja nie interweniowała…

Prawa autorskie

Wszelkie materiały (w szczególności: artykuły, opowiadania, eseje, wywiady, zdjęcia) zamieszczone w niniejszym Portalu chronione są przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. o ochronie baz danych. Jakiekolwiek ich wykorzystywanie poza przewidzianymi przez przepisy prawa wyjątkami, w szczególności dozwolonym użytkiem osobistym, jest zabronione.

1 Komentarz

  1. No dawno nie czytałam takiego artykułu – który tak trafnie obrazuje to, co dzieje się w naszym kraju. Właściwie już żyjemy w państwie totalitarnym. Gdyby nie ta garstka kobiet założyliby nam kagańce na twarze. A już i tak chodzimy na smyczy. Kiedy w końcu ten naród się obudzi..

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*


Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.