Niezależność

To byli przyjaciele od zawsze. Mówi się, że od piaskownicy. Ale ich drogi zeszły się jeszcze chyba na długo, zanim nauczyli się chodzić. Ich mamy z wózkami siadały na tej samej ławeczce przed blokiem i plotkowały o innych sąsiadkach, kolkach, karmieniu piersią, i tym podobnych sprawach.

Później ich przyjaźń była tylko kwestią czasu. To samo przedszkole, ta sama podstawówka. Nawet wybrali się do tego samego liceum. Tutaj ich drogi zaczynały się powoli rozmijać. Artur ślęczał cały czas nad książkami. Głównie skupiał się na historii, której rzekomo bardzo nie lubił. Ale miał już dawno obrany życiowy cel: dostać się na prawo.

Kosztowało go to mnóstwo wyrzeczeń. Zarwane noce, wielokrotne poprawienie ocen z dostatecznych lub dobrych na bardzo dobre. To Mikołajowi wydawało się śmieszne, nielogiczne, że poświęca się bez reszty temu, czego tak bardzo nie lubi. Sam przyznał się do tego, że z niego drugi Pitagoras na pewno nie będzie. Nie ma też na co liczyć, żeby dostać się na medycynę. Ale, że bardzo lubił kopać piłkę, pływać i biegać, a jego nauczyciel od wychowania fizycznego chętnie wystawiał go w różnych zawodach, postanowił rozwijać swoje umiejętności.

Chociaż bieganie bardzo podobało się też Arturowi. To były chyba jedyne chwile w jego życiu, kiedy potrafił się wyłączyć chociaż na chwilę, przestać myśleć o kodeksach, przepisach i niezrozumiałych pojęciach.

Dlatego, gdy całkowicie rozeszli się w swoje strony, Artur poszedł na prawo, a Mikołaj studiował na AWF-ie, mieli okazję razem pobiegać i podtrzymywać swoją znajomość. Zwykle gadali o trudnościach na swoich uczelniach, upierdliwych profesorach, a także o dziewczynach, jakie pojawiły się razem z nimi na roku. Tym razem jednak postanowili porozmawiać o czymś bardziej przyziemnym. Zbliżającej się sesji egzaminacyjnej. Ich pierwszej chwili prawdy.

– Mówię Ci stary! Myślałem, że będę mógł godzinami patrzeć na laski na pływalni. Ale nam w tym semestrze poupychali jakieś etyki, metodyki, anatomie… Boję się, że przez ten semestr mi tak mięśnie zwiotczeją, że przy moim ogromnym mózgu będę wyglądał jak kosmita! – wydyszał Mikołaj, który nadawał dość szybkie tempo podczas biegu.

– Nie narzekaj, pływalnię masz dwa razy w tygodniu. Zresztą, ruszasz się prawie codziennie! – Artur wydał się lekko podirytowany.

– Ja też zamiast patrzeć na dziewczyny w seksownych togach, oglądam jakieś zakompleksione dziewczyny w powyciąganych swetrach i dżinsach z czasów liceum. Mam wrażenie, że ich jedynym zainteresowaniem jest łacina i prawo rzymskie – wysapał nieco nadąsany.

– Czego Ty chcesz? Przecież sam chciałeś iść na prawo! – Przyjaciel nie rozumiał jego humoru.

– Zresztą jak Ci idą przygotowania do sesji? – dopytywał Mikołaj – Bo mi, do anatomii przydałaby się jakaś pomoc naukowa – zarechotał.

– Daj spokój. Nie wiem za co się złapać. Cała ta historia w ogólniaku to był pryszcz. Nawet maturę mógłbym zdawać przez sen. Ale to czego oni wymagają. Myślą, że nasze mózgi połykają Pana Tadeusza na deser. Każą wszystkiego uczyć się na blachę! Nie wiem, jak tego nie zdam, to mój stary mnie zabije!

– Wyluzuj, jak nie te studia to inne. Powiem Ci szczerze, że nie mam pojęcia czemu uparłeś się na to prawo. Nigdy Cię to jakoś szczególnie nie kręciło – Mikołaj spojrzał na najlepszego kumpla z lekkim politowaniem.

– Wiesz jak to jest… – Artur nie wytrzymał tempa i przystanął, by złapać oddech.

– No właśnie, nie wiem. Przyznam Stary, że ta kwestia od dawna jest dla mnie zagadką. Uczysz się nie tego co lubisz, ale co musisz. Chcesz przez całe życie wykonywać znienawidzony zawód? – Mikołaj nadal patrzył z niedowierzaniem.

– Jestem jedynakiem. Tym wychuchanym, najlepszym i najcudowniejszym jedynakiem. Nie mogę zawieść rodziców. Wiesz ile oni dla mnie rzeczy poświęcili? – Artur bronił swojego przekonania jak lew.

– Ale, że co poświęcili? – Oczy Mikołaja robiły się coraz większe.

– No moja matka, sama zrezygnowała ze studiów, by mnie wychować. A ojciec, nie podjął się wyjazdu zagranicę w ramach stypendium. No wiesz, byli na samym starcie swoich wielkich karier i wtedy niestety pojawiłem się ja – odrzekł jak gdyby nigdy nic Artur.

– Niestety? – Przyjaciel, aż się złapał za czoło.

– Oj no, nie odbieraj tego tak negatywnie. Przecież oni wszystko robili dla mnie – Artur uspakajał kumpla, jakby rzeczywiście to była prawda – biegnijmy dalej!

Trzy tygodnie później, Mikołaj jak zwykle podbiegł pod akademik Artura, by poczekać na przyjaciela na wspólny jogging. Tym razem się nie mógł go doczekać.

– Wiesz, gdzie jest może Artur? – Mikołaj spytał jego współlokatora wychodzącego z klatki schodowej.

– To Ty nic nie wiesz? – Spytał ze zdziwieniem student.

– Ale co mam wiedzieć?

– Artura dziś zabrało pogotowie. Musieli go wziąć w pasy, bo dostał ataku szału. Podobno oblał całą sesję. Nie spał po nocach i cały czas się uczył. Szkoda mi go. Pewnie na studia już nie wróci.

Mikołaj spojrzał smutno w kierunku okna przyjaciela. Wiedział, że już nic, nigdy nie będzie takie samo. A wszystko przez chore ambicje jego rodziców i brak asertywności ze strony Artura.

Prawa autorskie

Wszelkie materiały (w szczególności: artykuły, opowiadania, eseje, wywiady, zdjęcia) zamieszczone w niniejszym Portalu chronione są przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. o ochronie baz danych. Jakiekolwiek ich wykorzystywanie poza przewidzianymi przez przepisy prawa wyjątkami, w szczególności dozwolonym użytkiem osobistym, jest zabronione.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.