Największa tajemnica PRL

„Tajne archiwa” – prawda czy fikcja?

Zgłosił się do nas tajemniczy informator

Jest 4. 05. 16r., środa. Do Redakcji mydrea.ms przychodzi pierwsza elektroniczna wiadomość. Jej treść na początku uznajemy za kiepski żart. „Serwer z którego wysłano maila jest w Chinach” – stwierdza nasz informatyk – „Ktoś chce za wszelką cenę pozostać anonimowy. To dziwne.”

Postanawiamy jednak odpisać, właściwie dla żartu, że jesteśmy zainteresowani materiałami. „Jeśli w tym, co pisze ten gość jest chociaż ziarno prawdy, to jest to gruba sensacja”, stwierdza Naczelny. Podejmujemy dziwną grę. Kolejne wiadomości sprawiają, że wszyscy wstrzymujemy oddech. Chyba wszyscy myślimy tylko o jednym.

A jeśli to jest prawda?

Szokująca oferta

„Wyobraźcie sobie, czysto teoretycznie, że doszło do przeszukania willi pewnej osoby. Ta osoba była bardzo ważna. Teraz już nie żyje” – Tymi słowami zwracał się do nas nasz tajemniczy informator – „Kiedy żyła nic nie można było zrobić. Potem już tak” (nie wiemy dokładnie jakie wydarzenia i kogo ma na myśli nasz informator, możemy się jedynie domyślać, przyp. red.), „Miał mieć całe archiwum. Kiedy przyszli szukać znaleźli tylko parę teczek. Reszta została zabrana wcześniej. Tam przyszli pewni ludzie, którzy zawsze przychodzą w takich momentach, żeby to nie wyciekło na zewnątrz. Zabrali co mieli zabrać i nic więcej. To fachowcy. Tam, w tych dokumentach, były informacje o pewnych sprawach, bardzo dziwnych. Dużo informacji, relacje ludzi i świadków, notatki służbowe, rysunki. Całe mnóstwo. Mam te dokumenty. Mogę je sprzedać za 50 tysięcy złotych”.

Oczywiście natychmiast pomyśleliśmy o oszustwie i próbie wyłudzenia dużej kwoty pieniędzy. Zaintrygowani postanowiliśmy jednak podjąć negocjacje. Temat wydawał się po prostu zbyt ciekawy by ot tak o nim zapomnieć. Zapytaliśmy wprost naszego „informatora”, dlaczego nie zdecyduje się pójść z tymi rewelacjami do jednej z poczytnych gazet lub stacji telewizyjnej. Z pewnością byłyby one zainteresowane zakupem takich materiałów. Jego odpowiedź była co najmniej zaskakująca: „Oni tego nie puszczą ani nie opublikują. Mają za dużo do stracenia, poza tym pewne osoby już się o to zatroszczą. Tylko bym się naraził”

Zgodnie z prawdą odpisaliśmy, że na chwilę obecną nie posiadamy aż tak dużej kwoty pieniędzy, którą moglibyśmy przeznaczyć na zakup materiałów, ponieważ jesteśmy zespołem niezależnych pasjonatów i nie dysponujemy wielkimi środkami finansowymi. Zgadzamy się jednak przekazać pewną sumę pieniędzy w zamian za udostępnienie zdjęć wybranych dokumentów oraz chociaż częściowo – treści tajnych teczek. W ten sposób będziemy mogli razem z Czytelnikami ocenić ich wiarygodność, a zarazem zyskać niezwykle interesujący temat do cyklu publikacji. Zapewniliśmy, że być może z czasem będziemy w stanie przekazać całą kwotę w zamian za oryginalne dokumenty. O dziwo nasz informator zgodził się i przekazał nam zdjęcia materiałów. Nie jesteśmy specjalistami, jednak całość sprawy przedstawia się co najmniej intrygująco. Być może mamy do czynienia z jakąś mistyfikacją – tego jednak nie wiemy i postanawiamy podzielić się tym, czego dowiedzieliśmy się od naszego informatora po zapłaceniu określonej kwoty pieniędzy w kryptowalucie bitcoin na wskazane konto. Materiały, których treść będziemy publikować zostały wrzucone do skrzynki pocztowej jednego z naszych współpracowników, w nocy z 14 na 15 maja po tym jak dokonaliśmy przelewu określonej kwoty, której wysokości nie chcielibyśmy zdradzać.

Podkreślamy, że nie jesteśmy absolutnie przekonani co do autentyczności informacji oraz dokumentów i ocenę tej kwestii pozostawiamy każdemu z Czytelników. Niemniej sprawa wydaje się na tyle ciekawa, że postanowiliśmy ją szczegółowo opisać. Nie wiemy również, kim może być nasz „tajemniczy informator”. Być może jeszcze się to okaże. Sprawa jest rozwojowa i będziemy Was o wszystkim informować na bieżąco.

Treść pierwszej notatki – dziwne znalezisko pod Poznaniem:

Poznań, 12.05.82r.

SYGN. 00/238/120182

ŚCIŚLE TAJNE/POUFNE

Do wiad. Józef Beim

Notatka służbowa

W dniu dzisiejszym pełniłem służbę w rejonie wsi Morasko koło Poznania. (obecnie jest to teren włączony w obręb Poznania, przyp. red.) Zbliżała się godzina dwudziesta. Znajdowaliśmy się w rejonie lasu. Wraz ze st. szer. Mogliński zauważyliśmy trójkę młodych ludzi dokądś biegnących. W/w osoby poruszały się bardzo szybko i podejrzewaliśmy że mogą uciekać na nasz widok. Wobec czego podjęliśmy decyzję o pościgu.

Zatrzymaliśmy służbowe auto i pobiegliśmy w ich kierunku. Podejrzani nie reagowali na okrzyk „milicja obywatelska stój!”, lecz kontynuowali ucieczkę. Wobec zalecenia TP 124/12/80 powzięliśmy podejrzenie iż mogą one posiadać przy sobie niedozwolone materiały. Wobec czego oddano dwa strzały ostrzegawcze w powietrze. Osoby dopiero wówczas zatrzymały się. Sprawiały jednak wrażenie jakby nie wiedziały co się dzieje.

Gdy dobiegliśmy do nich wraz ze st. szer. Mogliński nakazaliśmy im położyć się na ziemi a następnie dokonaliśmy przeszukania. Podejrzani nie posiadali przy sobie zakazanych materiałów ani innych niebezpiecznych przedmiotów lub broni.

Próba wylegitymowania ich nie powiodła się, gdyż wzmiankowani nie posiadali przy sobie żadnych dokumentów. Było to trzech chłopaków w wieku około szesnastu-siedemnastu lat. Osoby te sprawiały wrażenie skrajnie przerażonych, i kontakt z nimi był utrudniony. Na wszelkie pytania odpowiadali w sposób niedorzeczny, wykrzykując dziwne stwierdzenia takie jak: „białe światło”, „goni nas”, „trójkąt na niebie”, „uciekajcie”.

Razem ze st. szer. Mogliński uznaliśmy że w/w znajdują się pod działaniem kleju lub jakiejś innej substancji chemicznej wywołującej halucynacje. Charakterystycznego zapachu napojów alkoholowych nie stwierdziliśmy. Osoby te zostały przez nas zakute w kajdanki, doprowadzone do radiowozu a następnie ze względu na ich stan wezwane zostało pogotowie ratunkowe. Drogą radiową została powiadomiona również Komenda Milicji Obywatelskiej. W czasie oczekiwania na przyjazd pogotowia ratunkowego które to trwało około 20 minut jeden z młodych mężczyzn stracił przytomność, a drugi usiłował podjąć gwałtowną ucieczkę. W trakcie udaremnienia ucieczki wykorzystano RMG 75. Po przyjeździe pogotowia ratunkowego oraz jeszcze jednego radiowozu MO w/w zostali odwiezieni pod eskortą do szpitala.

g. 20.45

Następnie wraz z st. szer. Mogliński udaliśmy się w stronę lasu Morasko celem przeszukania okolicy. Podejrzewaliśmy że podejrzani mogli uciekając pozbyć się jakichś nielegalnych materiałów lub niebezpiecznych przedmiotów. Ponieważ nie byliśmy w stanie do końca ocenić sytuacji uznaliśmy, że należy przeszukać teren celem wykrycia ew. dowodów rzeczowych.

O rozpoczętych poszukiwaniach poinformowaliśmy Komendę Milicji uzyskując aprobatę. Następnie używając latarek, ponieważ robiło się już ciemno, rozpoczęliśmy poszukiwania. St. szer. Mogliński zaproponował aby wejść w las.

Gdy znaleźliśmy się pomiędzy drzewami usłyszeliśmy bardzo dziwny dźwięk. Miał on charakter basowy i pulsacyjny. Udaliśmy się w stronę tego dźwięku dostrzegając jednocześnie między drzewami trudne do scharakteryzowania jasne światło. Nie było ono bardzo silne, ale zauważalne już z kilkudziesięciu metrów, ponieważ wokoło było już prawie ciemno.

Wahaliśmy się, czy w zastanej sytuacji nie powinniśmy wezwać posiłków, ponieważ zarówno dźwięk jak i światło było bardzo niepokojące oraz trudne do jednoznacznego sklasyfikowania. Ostatecznie jednak postanowiliśmy sprawdzić co to jest.

Podeszliśmy bliżej i wówczas zobaczyliśmy leżący na ziemi obiekt. Miał on wielkość sporego kamienia, około trzydzieści na czterdzieści centymetrów. Trudno jest porównać go z czymś innym. Przypominał bryłę rozżarzonej do białości stali, która została wyciągnięta z pieca hutniczego, z tym że taka stal powinna się rozpłynąć. Obiekt jednak zachowywał swój kształt i nie emanowała od niego żadna podwyższona temperatura. Nie mógł być gorący, ponieważ dookoła rosła trawa oraz krzaki które gdyby był gorący powinny się zapalić. Obiekt świecił bardzo jasnym białym światłem, które wydawało się na przemian wzmagać i przygasać. Towarzyszył temu dość głośny pulsujący dźwięk. Nigdy wcześniej nie widzieliśmy czegoś podobnego.

Uznaliśmy, że obiekt może być radioaktywny i nie zdecydowaliśmy się już bardziej do niego zbliżać. Podejrzewaliśmy też, że może to być jakiś rodzaj nowej broni. Wówczas st. szer. Mogliński zwrócił moją uwagę na to, iż w lesie ktoś jest. Obydwaj słyszeliśmy kilkukrotny głośny trzask łamanych gałęzi.

Pomimo wielokrotnych wezwań i ostrzeżeń do poddania się osoba nie ujawniała się. Uznaliśmy, że dalsze przebywanie w lesie może być niebezpieczne i postanowiliśmy wycofać się by jak najszybciej poinformować o znalezisku macierzystą komendę MO.

g. 21.15

Gdy opuszczaliśmy już las st. szer. Mogliński głośnym okrzykiem zwrócił moją uwagę na dziwny kształt, który pojawił się pomiędzy drzewami. Przypominał on ludzką sylwetkę, ale ponieważ było ciemno nie byliśmy tego pewni. Kilkukrotnie wezwaliśmy przebywającą w lesie osobę by natychmiast wyszła z rękoma uniesionymi w górę. Ta jednak pozostała w ukryciu. Postanowiliśmy więc podejść w tamtą stronę. W tym momencie ponad lasem ukazała się jasna poświata oraz poczuliśmy gwałtowny podmuch wiatru. Był on na tyle silny, że musieliśmy się schylić aby ustać na nogach. Wówczas nastąpił kolejny rozbłysk, który można porównać do iskry spawalniczej, lecz jeszcze silniejszy. Rozbłysk sprawił, że nagle zrobiło się widno jak w dzień. Trwało to dosłownie chwilę. Mieliśmy obydwaj ze st. szer. Mogliński wrażenie, że coś uniosło się ponad lasem i zniknęło.

Uznaliśmy, że dalsze przebywanie w okolicy jest zbyt ryzykowne i powróciliśmy do radiowozu by wezwać posiłki.

Chciałbym podkreślić, że zarówno ja jak i st. szeregowy Mogliński jesteśmy osobami zupełnie zdrowymi co jest potwierdzone badaniami lekarskimi. Przebieg wypadków opisany został dokładnie w ten sposób w jaki miał miejsce.

St. szer. Jerzy Rost

***

Na tym kończy się zdumiewająca notatka. Jak możecie Państwo sami zobaczyć na zdjęciu wygląda ona dość autentycznie. Kolejne dokumenty, które zostały w nocy „podrzucone” do skrzynki zawierają jeszcze bardziej zaskakujące fakty. Jest między innymi tajny raport z oględzin dziwnej substancji jak i list, który zawiera intrygujące przypuszczenia dotyczące całości sprawy. Czytaliśmy je już i są co najmniej niesamowite. Wskazują na to, że chodzi o jakiś rodzaj tajemnicy, do odkrycia której przyczynili się naukowcy III Rzeszy.

Niebawem je również opublikujemy. Tymczasem czekamy na Wasze opinie i wiadomości. Czy to prawda, czy może padamy ofiarą jakiejś mistyfikacji? Prawdę mówiąc sami gubimy się w przypuszczeniach i domysłach.

Z poważaniem,

Redakcja

Prawa autorskie

Wszelkie materiały (w szczególności: artykuły, opowiadania, eseje, wywiady, zdjęcia) zamieszczone w niniejszym Portalu chronione są przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. o ochronie baz danych. Jakiekolwiek ich wykorzystywanie poza przewidzianymi przez przepisy prawa wyjątkami, w szczególności dozwolonym użytkiem osobistym, jest zabronione.
O Marek Falkowski 652 artykuły
Marek Falkowski – Specialist in the field of new technologies and IT security. Author of numerous opinion-forming articles about politics, business and technology. In his daily life he implements IT solutions for the public administration. Expert in the field of data protection with particular focus on personal data and classified information.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.