Nad rzeką

Siedziała samotnie nad rzeką. Wpatrywała się w płynący nurt. Był dość niespokojny, zresztą tak jak ona. Ostatnio miała wrażenie, że wszystko idzie nie w takim kierunku co trzeba. – Dobrze, że chociaż rzeka wie, gdzie ma płynąć – pomyślała z rozżaleniem. Znów zastygła w bezruchu. Chodzenie nad rzekę pomagało jej chociaż na chwilę uciec od codziennych problemów. Było ich niemało. Kłopoty w domu rodzinnym, w pracy zwariowany szef, który zamiast dokładać pieniądze do pensji, dokładał jedynie obowiązków. A w miłości? Kilka miesięcy temu zakończył się jej wieloletni związek, który kompletnie do niczego nie prowadził. Nie musiała nawet specjalnie się wysilać, żeby przeprowadzać poważną rozmowę z jej partnerem. Wypaliło się, ot co. Wypalało się już od kilku lat. Właściwie nie jest pewna, czy w ogóle był jakikolwiek żar związany z uczuciami. Z zadumy wyrwał ją lekki wiatr. Zerknęła na niebo. Nawet nie wie kiedy się zachmurzyło.

Szybko z tych chmur pojawił się lekki deszcz. Zrobiło się zimno. Mimo, że przez jej ciało przeszedł dreszcz objawiający się gęsią skórką, nie zamierzała jeszcze wracać do domu. Może nawet takie nagłe orzeźwienie było jej bardzo potrzebne? Nie ma dzisiaj głowy do szukania odpowiedzi, od czego zacząć zmiany. Wiedziała jedynie, że dłużej już tak nie może. Ta monotonia, te codzienne problemy powodowały, że sama stawała się powoli od środka zgorzkniała. Ale czy aż tak wiele potrzebowała do szczęścia? Każdy chyba chciałby przeżyć coś niezapomnianego, coś co wywróci życie do góry nogami. Oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Znowu z bujania w swoich myślach wyrwał ją zewnętrzny bodziec. Tym razem było to szczekanie psa. Radosny mieszaniec nie omieszkał nie tylko jej przerwać rozmyślania, ale postanowił również się jeszcze z nią zaprzyjaźnić. Podbiegł i zaczął obwąchiwać z każdej strony.

– Barry! – Nagle nie wiadomo skąd wyłonił się prawdopodobnie jego właściciel. -Barry! Wróć! – Okrzyk się powtórzył.

Za jej plecami stanął wysoki, na oko trzydziestoletni mężczyzna. Ubrany był w luźnego t-shirta, podarte jeansy. Do jego ubioru idealnie pasowały jego rozwichrzone włosy i kilkudniowy zarost na twarzy. Zerknęła ukradkiem – typ totalnego luzaka, Piotruś Pan, Czaruś – szybko go zaszufladkowała. Nie miała ochoty na nowe przyjaźnie ani z psem, ani tym bardziej z jego właścicielem. Jednak chyba innego zdania byli oni obaj.

– Przepraszam za psa, trochę jest rozpieszczony i nie zawsze się słucha – właściciel zrobił minę niewiniątka. Ale na widok jej marsowej miny i wymownego milczenia, szybko uśmiech zszedł mu z twarzy.

– Czy wszystko w porządku?

Nie zdążyła odpowiedzieć. W ułamku sekundy zrobiło się na niebie ciemno, deszcz przeobraził się w ulewę. Zerwała się z krzykiem. Nie miała przy sobie nic do okrycia. Jej ciuchy szybko przemokły. Właściciel psa zdążył zauważyć, że pod przemokniętym ubraniem opina się zgrabna sylwetka. Szybko jednak zszedł na ziemię i złapał ją za rękę. Przez chwilę zawahała się, co ona najlepszego wyprawia. Jednak dała się ponieść chwili, w końcu czy może być jeszcze gorzej? Jej dłoń zaplotła się w jego uścisku i zaczęli szaleńczo biec przed siebie. Po trzech minutach dobiegli do niewielkiego domku. Weszli do środka. Nowy znajomy czuł się w domu bardzo swobodnie. Na jej pytające spojrzenia, szybko odpowiedział.

– To domek mojej ciotki. Przyjeżdżam tu na wakacje opiekować się nim. Ciotka jest wtedy na wczasach, a ja mam chatkę tylko dla siebie. Okolica jest przepiękna, cisza, spokój… No może raz na kilka lat zdarzy mi się piękna niewiasta, która chyba straciła mowę. – Uśmiechnął się, tym samy próbując zagaić.

– Przepraszam, nie przedstawiłam się, jestem Weronika – widać było, że spuściła z tonu.

– Miło mi, ja mam na imię Błażej. Chcesz porozmawiać? Czy może jednak zaproponuję Ci coś do przebrania…? -Uśmiechnął się jeszcze przyjaźniej.

Skinęła głową. Faktycznie zaczęło się jej robić coraz zimniej. W pośpiechu znalazł rozciągniętą bluzę i przyjemny koc. Z lekkim zawstydzeniem spojrzała na niego pytająco, w którym miejscu mogłaby się przebrać. W odpowiedzi podszedł, spojrzał jej głęboko w oczy, odgarnął z czoła mokry kosmyk włosów, pocałował w czoło, a następnie wpił się w jej usta. Weronice zakręciło się w głowie. Przeszyła ją kolejna fala dreszczy. Powoli zaczął zdejmować z niej białą bluzkę. Przypomniało się jej, że pod bluzką nie miała stanika. Dotarło to do niej, gdy już stała w połowie rozebrana przed Błożejem. W jednym momencie chwycił za jej piękne ramiona i przyciągnął do siebie. Zaczęli się intensywnie całować. Dłońmi zaczął pieścić jej piersi. Nie pomijał żadnego centymetra w swoich rozkosznych poczynaniach. Chciał ją mieć ją dla siebie tylko tu i teraz. Weronika szybko ściągnęła z niego koszulkę, żeby ujrzeć jego nagi tors. Aż pisnęła na widok umięśnionej klaki piersiowej. Pocałowała go w sam środek torsu, a potem dała się ponieść gorącej fali. Po wspaniałych uniesieniach leżeli na kanapie okryci kocem, który miał służyć tylko do nadania ciepła jej ciału. Patrzyli w tym samym kierunku, na spływające krople deszczu po drugiej stronie okna.

Prawa autorskie

Wszelkie materiały (w szczególności: artykuły, opowiadania, eseje, wywiady, zdjęcia) zamieszczone w niniejszym Portalu chronione są przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. o ochronie baz danych. Jakiekolwiek ich wykorzystywanie poza przewidzianymi przez przepisy prawa wyjątkami, w szczególności dozwolonym użytkiem osobistym, jest zabronione.