Moc uzdrawiania

Kurator sądowy ma niewyobrażalną moc uzdrawiana. Uzdrawiania osób uzależnionych od alkoholu, którzy po wieloletnim piciu, na sam widok postanowienia sądowego o potrzebie podjęcie terapii przeciwalkoholowej stają się grzecznymi i przykładnymi obywatelami Najjaśniejszej Rzeczypospolitej. Porzucają swoje dotychczasowe życie menela i lumpa spod budki z piwem i sadząc kwiatki przed domem tudzież w rabatce pod blokiem oczekują przyjścia swego wybawiciela w postaci kuratora sądowego.

Prawie każdy z nas kupuje alkohol. W każdej butelce piwa, w każdej flaszce z banderolą jest ukryty podatek dla gminy na terenie której ten alkohol został kupiony. Podatek ten trafia do Gminnej Komisji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych, gdzie urzędnicy rozdzielają go na potrzeby związane z szeroko pojętą walką z alkoholizmem. Walka z alkoholizmem to nie tylko terapie dla osób uzależnionych, ale także wspieranie finansowe klubów Anonimowych Alkoholików, utrzymywanie świetlic terapeutycznych na wsiach i w miastach, przekazywanie środków finansowych na lokalne kampanie przeciwalkoholowe, szkolenia dla pracowników służb społecznych (ale także dla kuratorów, nauczycieli, itp.) z zakresu przeciwdziałania alkoholizmowi. Pieniążki te w zależności od wielkości gminy są całkiem niemałe i wynoszą od kilkudziesięciu tysięcy do ponad miliona złotych, a przeznaczone mogą być tylko i wyłącznie na niwelowanie skutków alkoholizmu.

Jednakże myli się ten, który myśli że kurator sądowy odetnie sobie pieniążków z tego tortu. Tak to nie działa. Jeżeli alkoholik zostanie zgłoszony przez kogokolwiek (członek rodziny, Policja, pracownik socjalny) do Gminnej Komisji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych, taki delikwent otrzymuje wezwanie i ma się stawić na komisję lekarską, która orzeknie lub nie, czy jest osobą uzależnioną od alkoholu i wymaga leczenia. Jeżeli okazuje się że tak – proponuje mu się udział w terapii dla osób uzależnionych. Jeżeli odmawia udziału w terapii, kieruje się sprawę do Sądu Rejonowego, gdzie tenże sąd może „nałożyć obowiązek udziału w terapii niestacjonarnej, a obowiązek ten poddać nadzorowi kuratora sądowego”. Nakaz takiej terapii trwa dwa lata i po tym okresie jest uchylany obligatoryjnie i całe postępowanie zaczynamy wtedy od nowa – czyli zgłaszamy do GKRPA że prawdopodobnie dana osoba ma problem z alkoholem. Oczywiście – w trakcie trwania nadzoru kuratora sądowego nad takim alkoholikiem można zamienić mu leczenie niestacjonarne na stacjonarne – czyli przymusowe leczenie odwykowe w szpitalu ale nie oszukujmy się – jeżeli alkoholik nie ma motywacji do życia w trzeźwości, to po kilku dniach ucieka z takiego szpitala, lub po kilku tygodniach gdy go opuszcza podleczony, odżywiony lepiej i ubrany w czyste ubrania, kieruje swoje kroki do najbliższego monopolu, by zalać gardło orzeźwiającym płynem z banderolą wokół nakrętki, wspomagając zarazem drobnym datkiem finansowym miejscową Gminną Komisję Rozwiązywania Problemów Alkoholowych. Perpetuum Mobile kurwa jego mać.

W ten oto cudowny sposób, mając niewielkie szanse na powodzenie terapii u wieloletnich alkoholików, topi się w skali kraju niebotyczne pieniądze na: wezwania, doprowadzenia przez Policję, nieefektowne terapie zamknięte, prowadzone postępowania sądowe, apanaże dla członków komisji (każda komisja ma swoich członków którym płaci za udział w komisjach orzekających o tym czy osoba wymaga terapii czy nie), umowy zlecenia i umowy o pracę dla lekarzy, terapeutów, obsługi sekretariatów, sprzęt komputerowy i biurowy…. Itd. Koło się kręci a „kapslowe” – bo tak nazywane są środki finansowe które ma do dyspozycji Gminna Komisja wydatkowane jest na szeroko pojęta walkę z alkoholizmem.

Ale wróćmy do roli kuratora w całym tym mechanizmie pracy z osobami uzależnionymi. Kurator ma jeździć do alkoholika, często w melinę i motywować go że ma podjąć leczenie. Oczywiście jak zastanie go trzeźwego, bo to tez nie zawsze się zdarza. Oczywistym jest też, że taki alkoholik nie uważa siebie za osoba uzależnioną, bo przecież on pije kiedy chce i może przestać kiedy chce. A poza tym pije za swoje i co komu do tego. Notorycznemu pijakowi (tudzież osobie chorej – bo jest to jak nie patrzeć choroba) pod wpływem alkoholu zdarza się być agresywnym lub zachowywać się w sposób zagrażający innym ludziom, ale on ma to głęboko w swojej przechlanej dupie, bo i tak nic nie pamięta. Łazi więc taki kurator do miejsca zamieszkania pijaka i próbuje go zmotywować do rzeczy niemożliwej – bo jak zmotywować taką osobą do zaprzestania picia?

Siedzę kiedyś w lepiance u starszego, 60-letniego mężczyzny, co to na emeryturze mundurowej w wys. 2500 złotych dopełnia swojego żywota w oparach alkoholizmu. Myli się jednakże ten że lepianka to melina. O nie! Kolegów zaprasza do szopy, gdzie powstawiał fotele, stół, kanapę i zrobił prowizoryczny kominek (!) żeby zimą także gości przyjmować i razem z nimi wspomagać Gminną Komisję Rozwiązywania Problemów Alkoholowych. W małym domku z kolei mieszka on sobie wraz z psem i kotem, który mimo że wyposażony jest w stare meble, to jednak jest czysto, a rachunki za wszelkie media ma popłacone na bieżąco. I kiedy staram się go zmotywować do stawienia się na terapię, on mnie zapytuje:

– Pije Pan?

– Okazjonalnie – odpowiadam – i gdyby Pan pił okazjonalnie to byśmy się nie spotkali.

– Po widzi Pan – rzece do mnie – dzieci daleko, za granicą, wnuki także, żona nie żyje więc zostało mi picie. Piję za swoje, nie kradnę to nie rozumiem po co mam iść na terapie skoro nie chcę.

I tu jest główna przyczyna dlaczego nadzory nad osobami uzależnionymi nie przynoszą żadnych efektów! ONI NIE CHCĄ! Nie chcą się leczyć, bo nie uważają że powinni. Żaden sąd, kurator, lekarz, terapeuta tego nie zmieni, jeśli osoba nie chce podjąć leczenia. Więc po jaką cholerę Sąd, mając opinię biegłych sądowych (lekarza psychiatry, opinie z wywiadów środowiskowych, opinię psychologa) z których jasno wynika że alkoholik odmawia leczenia niestacjonarnego, po jaką cholerę dawać mu nadzór kuratora?

Problem w naszym kraju jest taki, że alkoholik nie jest medialny. Prawo dotyczące alkoholika, ale także prawo rodzinne czy nieletnich nie wzbudza zainteresowania tak, jak prawo karne. Wciąż dokonuje się zmian w prawie karnym, ale zmiany gdzie indziej są kosmetyczne – bo nie wzbudzają takiego zainteresowania społeczeństwa. I tak nadzory kuratora nad alkoholikiem będą orzekane pomimo ich niewielkiej skuteczności – bo nikt wtedy nie zarzuci że Państwo nic nie robi w tym zakresie. A to, że poprzez tak mało celowe działania wydaje się mnóstwo kasy i zajmuje czas sędziom i kuratorom – to nieistotne. A przewlekłości w innych postępowaniach sądowych nie zmniejszają się.

Czy jest na to lekarstwo? Oczywiście. Bardzo proste i łatwe do wykonania. Zamiast skupiać się na alkoholiku i bezskutecznych dla niego terapiach dajmy mu chlać. Zajmijmy się jego rodziną, jego dziećmi. Zajmijmy się terapeutyzowaniem rodziny alkoholika, by nie pomagała mu trwać w alkoholizmie. Niech Sąd wyda zakaz zbliżania się alkoholika do domu gdzie są jego dzieci, jego żona, jego najbliżsi. Wspomóżmy z kapslowego samotną matkę z dziećmi gdy pijak zaprzestanie przynosić pieniędzy do domu, pod warunkiem oczywiście że wszystkich nie przechla. Bo alkoholik musi sięgnąć dna, by zrozumieć swój problem. Nie leczmy na siłę kogoś, kto najnormalniej tego nie chce!

Wiecie że w Polsce nie wszywa się eperalu, ani nie ma zastrzyków przeciwalkoholowych? To wszystko to placebo, żeby nastraszyć alkoholika. Placebo kosztujące kilkaset złotych. W skali kraju…… niebotyczne pieniądze.

Piotr Matysiak

tekst

tekst
O Piotr Matysiak 15 artykułów
Kurator sądowy