Miłość między książkami

foto: www.freeimages.com / Fran Priestley

Odpalił swoją cygaretkę, w powietrzu unosił się zapach siarki. Przeciągnął się i spojrzał na wiszący zegar z kukułką. Dokładnie za 15 minut, jego ukochana Łucja kończy pracę w bibliotece. Wyciągnął arkusze z maszyny do pisania. Dzisiejsza notka zajęła mu bardzo dużo czasu. Jego myśli krążyły wokół pięknej bibliotekarki, wokół jej wiotkiego ciała, promiennego uśmiechu i chabrowych oczu.

Wziął ze sobą palto. Niby pełnia lata, ale zawsze przesiadywali między regałami do późna w nocy. Łucja jak zwykle przychodziła do pracy w zwiewnej sukience w granatową kratę. Gdy ją odprowadzał zakładał swój płaszcz na jej ramiona. Wyglądała w nim uroczo, taka drobna, kochana.

Po drodze do biblioteki podskoczył do niewielkiego kramiku z kwiatami:

– Jak zwykle to samo? Spytała się zarumieniona kwiaciarka przy kości!

– Jak zwykle! – roześmiał się młody mężczyzna i wręczył sprzedawczyni kilka monet. Po chwili ściskał w dłoni czerwoną różę.

Chyba nigdy mu się nie znudzi obdarowywać swoją wybrankę kwiatami. Zasługiwała na wszystko co najlepsze. Martwiło go tylko to, że jest jedynie marnym dziennikarzyną zarabiającym grosze. Pisał do lokalnej gazetki wiadomości, zwykle bardzo smutne. Ktoś zaginął, komuś się umarło. Miał informacje z pierwszej ręki o tym, kto został zastrzelony, albo kogo wywieziono.

– Czy zamawiała Pani osobiste odprowadzenie do domu? – Mężczyzna zaszedł Łucję od tyłu i zakrył jej oczy.

– Antek, puszczaj, no co ty! – Łucja udawała, że się zezłościła. Spojrzała na ukochanego.

– A Ty znowu z tym paltem? Musisz dziwnie wyglądać jak idziesz do biblioteki. Ukrop za oknem, a Ty z zimowym ubrankiem pod pachą – młoda kobieta pokręciła głową.

– Z paltem i nie tylko! O zobacz proszę! – Antek szybko się zreflektował i podał jej czerwoną róże.

– A jak mi dasz buziaka, to znajdzie się coś jeszcze – mężczyzna wystawił w stronę ukochanej policzek z lekkim zarostem.

– Oj, przestań się wydurniać – Łucja szybko cmoknęła go w policzek, rumieniąc się, jakby ktoś ich na tym nakrył.

– Jesteś taka kochana i piękna jak się złościsz – Antek przewrotnie cmoknął ustami w powietrze – Proszę, zrób kawy. Udało mi się załatwić te przepyszne maślane ciasteczka z kawiarni przy skrzyżowaniu.

– Poczekaj, tylko zamknę bibliotekę – kobieta udała się w kierunku drzwi wejściowych. Przekręciła klucz w zamku, po czym przygotowała wszystko co było im potrzebne do czytania ich ukochanej lektury.

Rozsiedli się na kocu pomiędzy ostatnim regałem, a ścianą. Na talerzyku mieli słodkie ciasteczka, w filiżankach parował gorący napój z cykorii.

– Czytaj – Antoni podsunął Łucji książkę.

– Nie, Ty czytaj – Łucja zaprotestowała – Przecież wiesz, jak bardzo lubię Twój głos – spojrzała na niego w taki sposób, że nie mógł znaleźć nawet najbardziej racjonalnych argumentów.

– No dobrze, to na czym skończyliśmy?

„Pan Bingley był przystojny i prezentował się jak dżentelmen. Miał miłą twarz i proste, bezpośrednie obejście. Siostry jego były to piękne damy zwracające uwagę swą elegancją. Szwagier, pan Hurst, tylko wyglądał na dżentelmena. Uwagę wszystkich zebranych przyciągnął wkrótce pan Darcy, wspaniały, wysoki mężczyzna o pięknej, szlachetnej postawie, który poza tym – a wieść ta lotem błyskawicy obiegła całą salę – miał dziesięć tysięcy funtów rocznego dochodu. Panowie mówili o nim: „Wspaniały chłop”, panie stwierdzały, że jest o wiele przystojniejszy od pana Bingleya, i podziwiano go tak przez pół wieczoru, dopóki zachowanie jego nie okazało się wprost niesmaczne, co szybko położyło kres jego popularności. Okazało się bowiem, że pan Darcy jest dumny, że zadziera nosa, że wszystko go nudzi. Wówczas nawet wielkie majętności w hrabstwie Derby nie mogły go uchronić od opinii, iż ma twarz nieprzyjemną i odpychającą, i w ogóle między nim a panem Bingleyem nie może być porównania.”

Łucja nie mogła się oprzeć jego głosowi. Był niski, ale głęboki. Taki, że w pewnych chwilach wydobywanych przez niego kolejnych dźwięków, w powiekach pojawiały się jej łzy wzruszenia. Oparła głowę o jego silne ramię i zanurzała się słowach pisarki Austen Jane.

Czytając każdy rozdział „Dumy i uprzedzenia” oboje przenosili się do początków ubiegłego stulecia. Chociaż doskonale wiedzieli, że autorka napisała ją kilkanaście lat wcześniej przed jej wydaniem. Mieli wrażenie, że nie pasują do obecnych czasów. Walka za ojczyznę wydawała im się ponad siły. Nie, żeby chcieli iść na łatwiznę, ale tak bardzo marzyli o przeniesieniu się w latach, kiedy ludzie zachowywali wobec siebie resztki honoru. Teraz mogli obserwować to, jak niektórzy ludzie traktują siebie nawzajem gorzej niż zwierzęta.

Oboje mieli romantyczne dusze. Antek nawet nie nadawał się do wojska. Chciał walczyć dla Polski, ale gdy zobaczyli, że mają do czynienia z rasowym gryzipiórkiem, przydzielili go do poczty. Był w tym naprawdę dobry. Pisanie wszelkiej korespondencji wychodziło mu czasem lepiej, niż nadawcy, który często nie wiedział jak ubrać przekazywane informacje w słowa.

Po cichu marzyła mu się kariera pisarza. Ale czy dożyje? Ogólne zrezygnowanie wynikające z niepewnej przyszłości wywoływało u niego blokadę. Nie tworzył nic ponad to, co musiał. Wiedział doskonale, że w dniu śmierci będzie tego cholernie żałował. Nie pozostawi po sobie żadnego śladu, nie mówiąc już o potomnych.

Antoni płynnie przemieszczał wzrok między kolejnymi zdaniami. Łucja co chwilę wzdychała lub kręciła głową z niedowierzaniem. Oczami wyobraźni była wśród bohaterów. Co chwilę utożsamiała się z każdą kobietą, o której pisarka wspomniała. Znajdowała się w każdej sytuacji, w każdych okolicznościach jakie były opisane.

Mężczyzna swoim głębokim głosem czytał dalej….

„Oczy prawie wszystkich kobiet zwróciły się na tego wybrańca losu, jego zaś wybranką okazała się Elżbieta, przy której wreszcie usiadł. Od razu zaczął miłą rozmowę, a choć tematem jej był tylko padający właśnie deszcz i prawdopodobieństwo, że najbliższy okres bardzo będzie dżdżysty, Elżbieta pomyślała, że najpospolitsze, najnudniejsze, najbardziej jałowe tematy mogą stać się niezwykle interesujące dzięki talentom rozmówcy.

Wobec takich rywali jak pan Wickham i oficerowie, pan Collins stał się w oczach płci niewieściej nic nie znaczącym prochem i pyłem. Młode damy zupełnie nie zwracały nań uwagi, znajdował jednak od czasu do czasu chętną słuchaczkę w pani Philips, która pilnie baczyła, by miał pod dostatkiem kawy i ciasteczek.”

Łucja w tym momencie spojrzała na ich talerzyk i filiżanki. Nawet nie wie kiedy zjedli wszystkie ciasteczka i wypili kawę. Tak bardzo byli pochłonięci opowieścią o relacjach między młodymi kobietami, a mężczyznami. Fakt, liczyło się pochodzenie. Ale czasami pisarka dawała nauczkę, że nie ocenia się człowieka pod pozorach.

– Chyba pora się zbierać – Antoni zamknął książkę.

– Czy mi się opłaca w ogóle wracać do tego ponurego mieszkanka? Za kilka godzin i tak muszę tu przyjść do pracy.

– Chodź odprowadzę Cię, zawsze na kilka godzin przyłożysz głowę do poduszki – Antoni wstając chwycił kobietę za dłonie, by ruszyła za nim.

Tęsknił do niej. Byli kochankami, ale nigdy nawet nie mieli odwagi by posmakować swojej cielesności. Za bardzo ją szanował. Niejednokrotnie marzył o tym, jak są razem. Ale nie chciał jej skrzywdzić. Niepewność co będzie jutro, stawiała mur między nim a Łucją nawet w tej sferze. Co by było, gdyby zaszła w ciąże, a on miałby zginąć lub nagle mieliby go przechwycić do przymusowej pracy? Kompletnie sobie tego nie wyobrażał. Chciał, by Łucja była szczęśliwa i gdyby miało cokolwiek się wydarzyć, ona zdąży ułożyć sobie życie przy innym.

Sytuacja w Warszawie robiła się coraz bardziej napięta. Coraz więcej potajemnych spotkań, coraz więcej zaginięć. Chodziły szepty, że szykuje się odbicie piłeczki. Czy jednak Polacy dadzą radę? Ile ofiar będzie to kosztować?

Antoniego aż ściskało w dołku, kiedy na łamach lokalnej gazetki musiał wychwalać pod niebiosa radzieckich braci, którzy przyczynili się do usunięcia Niemców z ich kraju. Wszystko opływało w lukrowanych opowiastkach. Każdy, kto tylko miał oczy i nie ulegał propagandzie widział doskonale, jak jest naprawdę. Gwałty, rabunki, rozboje, prymitywne zabawy po pijaku. Ilu jeszcze ludzi musi zostać skrzywdzonych, żeby w końcu przerwać ten horror. Sam czuł się jak zdrajca. Nie będzie pisał tych bzdur, nie będzie miał z czego żyć. W ostatnich tygodniach przez te kłamstwa zaczął nawet nienawidzić swoje ukochane pisanie.

Łucja także była z każdym dniem coraz smutniejsza. Oboje zmęczeni napiętą sytuacją polityczną, oddawali się coraz bardziej lekturze. Nie kończyli tylko na czytaniu, ale rozmawiali długimi godzinami jakby to było, gdyby żyli w tamtych czasach.

To było logiczne. Byliby małżeństwem, mieli niewielką posiadłość za miastem. Najęliby pomoc przy prowadzeniu domu i wychowywaniu dzieci. Nic nie mogłoby stanąć na drodze do ich szczęścia.

Ostatniego wieczoru przed dniem, do którego szykowało się coraz więcej Warszawiaków, jak zwykle spotkali się w bibliotece. Oboje w skupieniu, praktycznie ze sobą nie rozmawiając oddali się codziennemu rytuałowi parzenia kawy, przegryzania ciasteczek i zatopieniu się w kolejnych stronach ich ukochanej książki.

Nie było między nimi żadnych żartów, podtekstów. Ściskali mocno się za dłonie. Antoni czytał, a Łucji po policzkach spływały łzy…

„Krew, która odpłynęła z jej twarzy, zalała ją na chwilę gorącą falą, a uśmiech szczęścia rozjaśnił jej oczy na myśl, że oto jego miłość i pragnienia nie uległy zmianie. Nie mogła jednak być tego pewna. Niech się najpierw przekonam, jak się zachowa, pomyślała, wtedy będę miała jeszcze dość czasu na nadzieję. Zajęła się pilnie robótką, próbując się opanować. Nie śmiała podnieść wzroku. Wreszcie jednak, kiedy służący podchodził do drzwi, przejęcie i ciekawość kazały jej spojrzeć na Jane: ta pobladła lekko, lecz była spokojniejsza, niż się Elżbieta mogła spodziewać. Gdy ukazali się panowie, Jane zaróżowiła się trochę, lecz przyjęła ich z jaką taką swobodą, uprzejmie, bez najmniejszego śladu urazy czy niepotrzebnego ugrzecznienia.

Elżbieta mówiła tyle tylko, ile jej nakazywało dobre wychowanie, i zajęła się robótką z rzadko u niej spotykanym zapałem. Raz tylko odważyła się zerknąć na pana Darcy’ego. Wyglądał poważnie, jak zwykle. Tak, jak zwykł wyglądać w Hertfordshire, a nie w Pemberley, pomyślała Elżbieta. Może jednak w obecności pani Bennet nie mógł zachowywać się tak, jak przy ciotce i wuju. Było to przykre przypuszczenie, lecz nie pozbawione podstaw.”

Po ukończeniu rozdziału siedzieli jeszcze długo w ciszy.

– Powiedz mi to, chociaż raz – Łucja ledwo wydusiła z siebie to zdanie.

Antoni spojrzał na nią z przerażeniem. Wiedział o co jej chodziło. Nie mógł jej tego zrobić.

Łucja wpatrywała się w jego ciemne oczy, wyczekując dwóch słów, których nigdy nie wypowiedział. Tak bardzo ich pragnęła. Gdyby miała usłyszeć ostatnie słowa w swoim życiu, to właśnie te, na które tak bardzo czekała.

Mężczyzna przełknął ślinę w suchym gardle. W głowie miał mętlik. Kochał ją do szaleństwa. Ale nie może jej tego zrobić. Nie może jej w ten sposób uwięzić, by była mu wierna. Wiedział doskonale jaki ona ma charakter. Miłość aż po grób.

– Przecież wiesz, że to nie jest takie proste! – Antoni spojrzał w okno. Bał się spojrzeć teraz ukochanej prosto w oczy. Nie chciał jej oszukiwać, ale jeszcze bardziej nie mógł jej do siebie przywiązywać.

Łucja miała łzy w oczach. Nie widziała w tym wszystkim sensu, gubiła się. Po co te kwiaty, czułe słowa, objęcia. Po co te głupie marzenia o swoim szczęściu i miłości. Po co żyją w tym cholernym XX wieku. Gdyby to było prawie 150 lat wcześniej, byliby szczęśliwi?

Nie odezwała się już do niego ani słowem. Chwyciła swoją apaszkę i torebkę i wskazała mu dłonią wyjście. Gdy tylko zamknęła za sobą drzwi, zaczęła biec.

– Łucjo! – Antoni krzyczał za nią, nie wiedząc czego może się po niej spodziewać.

Próbował za nią biec. Nie wiedział, że jest taka szybka. Widział ją w blasku ulicznych latarni, jak przemyka pomiędzy latarniami. Przystanął na chwilę, by złapać oddech. Złapał się pod żebrami czując ucisk w boku. Nachylił się tylko na sekundę. Usłyszał jej krzyk.

Spojrzał w jej stronę, zobaczył jak dwóch mężczyzn wciąga ją do bramy. Ruszył za nimi najszybciej jak tylko mógł. Gdy dobiegł, było już po wszystkim.

Łucja leżała na zimnych kocich łbach. Cała dygotała. Robiła się coraz bledsza.

– Łucjo – Antoni spojrzał na nią, głaskał po mokrym od potu czole.

– Łucjo, zaraz Cię stąd zabiorę.

Łzy goryczy leciały mu po całej twarzy. Spoglądał na nią z coraz większym niepokojem. Widział jak jej twarz zmienia się z sekundy na sekundę. Wymalowane miało cierpienie, przerażenie i ból.

Dopiero teraz zobaczył, że jej dłonie były całe we krwi.

– Boże! Boże Drogi! – Antek w pośpiechu zaczął ściągać z siebie koszulę. Zwinął ją w misterny kłębek po to, by próbować zatamować krew z rany na brzuchu.

Łucja powoli przymykała oczy, robiła się coraz bledsza. Jej sine usta drżały, jakby zamiast letniej nocy panował czterdziestostopniowy mróz.

– Łucjo, Kocham Cię! Wybacz mi za to, jakim jestem durniem, że się bałem. Boże Drogi, tylko nie odchodź. Zostań proszę, Łusiu – Antoni łkał coraz głośniej.

Łucja ostatni raz spojrzała na Antka i lekko ścisnęła jego rękę, po czym jej dłoń zrobiła się bezwładna.

– Łucjooooo! Bożeeeeeee!

Krzyk rozpaczy słychać było w całej Warszawie.

Następnego dnia wybuchło Powstanie. Antek nie miał już nic do stracenia. Przestały go dręczyć wątpliwości, czy za ojczyznę warto zginąć. Nie było to dla niego teraz istotne. Czuł się jak tchórz. Gdyby wtedy zdobyłby się na odwagę. Gdyby wyznał swoje uczucia, Łucja by nie zginęła. Byłaby przy nim.

Chciał odkupić swoje winy. Zabić tych, którzy odebrali Łucji życie. Chciał jak najszybciej uciec do świata, w którym teraz jest jego ukochana.

/ Rok 2003 /

Przebiegała przez przejście dla pieszych, w chwili kiedy zielone światło zaczęło mrugać. Bała się, że spóźni się na wykład z filozofii. Była dopiero na pierwszym roku studiów i nie chciała niczego zawalić. Wiele osób pukało się w czoło, dlaczego wybrała akurat polonistykę. Śmiali się, że przecież w ojczystym języku chyba potrafi gadać, więc po co jeszcze się uczyć?

Jej miłością były książki. Wtedy, gdy jej rówieśnicy korzystali ze ściąg, ona pochłaniała lektury będące na liście w wyższych klasach. Miała to gdzieś. Uwielbiała przenikać między epokami, między krajami. Nie musiała podróżować naprawdę, w zupełności wystarczała jej własna wyobraźnia i oczywiście książki, które kochała nad życiem.

Gdy przebiegała przez ostatnią alejkę między różnymi kramami na Jurowieckiej, która zresztą była ostatnio odkrytym przez nią skrótem, coś jej błysnęło przed oczami. Cofnęła się niepewnie. Błysnęło jeszcze raz. Wyraźnie coś chciało ją zwabić. Westchnęła ciężko, układając sobie w głowie wizję, jak zawala egzamin z filozofii.

Jej oczom ukazało się jednak coś niezwykłego. Szła jak zahipnotyzowana, wpatrując się tylko w jeden punkt. Gdy się do niego zbliżyła, wyciągnęła dłoń w kierunku kolorowej ceraty rozłożonej na brudnych płytach chodnikowych. Ktoś chwycił ją za rękę.

– Byłem pierwszy! – młody młodzieniec z rozwianymi blond włosami wybudził ją swoim krzykiem z hipnozy.

– Chyba żartujesz, ja widziałam ją już od kilkunastu metrów – dziewczyna broniła się jak mogła.

– Ile to kosztuje – chłopak od razu chwycił za portfel i wybałuszył oczy w kierunku starego sprzedawcy.

– 200 złotych – odpowiedział najspokojniej w świecie zaniedbany staruszek.

– Ile???!!! – Wykrzyknęli oboje.

– 200 złotych, złotówka za każdy rok, a książka ma ponad 200 lat, więc właściwie jest promocja – handlarz chyba opanował mistrzowski stopień marketingu.

Dziewczyna lekko przygryzła swoje wargi. Nie wiedziała kompletnie co ma zrobić. Chłopak z przygnębieniem zajrzał do swojego portfela, w którym miał tylko 100 złotych odłożonych na wydatki do końca miesiąca.

– A gdyby tak… – zaczął nieśmiało student.

– Mam tylko stówę – dziewczyna od razu wiedziała o co chodzi – wiszę ją swojej współlokatorce – dodała ze smutkiem.

– Dobra, powiem jej…. Coś wymyślę, to co? – młoda kobieta przyglądała się z napięciem chłopakowi, od którego będzie zależeć wszystko.

Skinął głową. Dziewczyna szybko wysunęła swój ostatni banknot w jego kierunku. Gdy ten płacił handlarzowi, chwyciła w dłonie niemalże rozpadający się egzemplarz książki. „Duma i uprzedzenie”, taka perełka znalazła się w jej posiadaniu. Od razu pobiegła w kierunku kawiarni na Rynku Kościuszki.

Chłopak poleciał za nią.

Położyli książkę na środku stolika. Za wyskrobane miedziaki zakupili tylko jedną wodę mineralną. Kelnerka spojrzała w ich stronę z lekką ironią.

– Dobra ja zacznę – blondyn okazał się być tym odważniejszym.

Chwycił książkę w swoje chude dłonie i zaczął czytać. Dziewczyna nie mogła się nadziwić, jaki ma on głęboki, niski ton głosu. Oparła głowę o skrzyżowane ramiona, przymknęła powieki i zanurzyła się w magnetyzujących słowach napisanych przez znakomitą pisarkę.

Minuty upływały jedna za drugą łącząc się w godziny. W ten sposób przechodzili od jednego zdania do drugiego, od jednego rozdziału do drugiego. Szklanka cały czas stała prawie pełna. Chłopak tylko dwa razu zanurzył w niej swoje usta, chcąc złapać nieco wilgoci na wysuszone od czytania gardło.

Za oknem było już dawno ciemno. Dziewczyna na dobre zapomniała o wykładach filozofii. Ba, nie pamiętała już o całym bożym świecie. Nie mogła się oderwać od lektury. Pierwszy raz znajdowała się w takiej sytuacji, kiedy ktoś czytał jej książkę. W dodatku ktoś zupełnie obcy.

Młody chłopach właśnie trzymał między palcami ostatnią stronę i czytał jeszcze głębszym i spokojniejszym głosem zakończenie, jakby się bał tego, co ma za chwilę nastąpić.

„Lady Katarzyna była niesłychanie oburzona małżeństwem siostrzeńca. Na pewien czas wszelkie stosunki zostały zerwane, ponieważ wielka dama w odpowiedzi na list siostrzeńca zawiadamiający o bliskim ślubie dała upust swej wrodzonej szczerości w słowach niezwykle obraźliwych, szczególnie dla Elżbiety. I Po pewnym jednak czasie Darcy, na skutek nalegań żony, postanowił zapomnieć o urazie i szukać zgody. Po krótkich i słabych oporach niechęć ciotki została przełamana czy pod wpływem miłości do siostrzeńca, czy ciekawości, jak też daje sobie radę jego żona. Zgodziła się więc łaskawie złożyć im wizytę w Pemberley, mimo że lasy tamtejsze zostały pokalane nie tylko obecnością takiej pani, lecz wizytami jej wujostwa z City.

Z państwem Gardiner młoda para żyła w bardzo serdecznych stosunkach. Darcy, tak jak i Elżbieta szczerze ich kochał, oboje zaś zachowali na zawsze gorącą wdzięczność dla tych, którzy przywożąc Elżbietę do hrabstwa Derby, pozwolili im się połączyć.”

Spojrzał na współtowarzyszkę. Ta ocierała ostatnią łzę, która wysunęła się spod mokrych rzęs. Nie potrafiła wydusić z siebie ani jednego słowa.

Chłopak odruchowo przerzucił ostatnią stronę, po czym zauważył pobladłe pismo na wewnętrznej okładce.

„Umarłem w dniu Twojej śmierci Łucjo,

Wy, którzy czytacie tę książkę, złóżcie Bogu intencje, by nasze dusze mogły się połączyć.

Antoni

1 sierpnia 1944 r. godz. 15:00, Warszawa”

 

Oboje wstrzymali oddech. Nie wiadomo, co sobie myśleli w tych sekundach. Jakaś magia, jakaś siła wyższa musiała to zaaranżować. To po ludzku nie było możliwe, by mogło się wydarzyć.

Wiedzieli, że musieli tu być i przeczytać tę książkę…

/ Z dedykacją dla żony /

– Marek Falkowski

Prawa autorskie

Wszelkie materiały (w szczególności: artykuły, opowiadania, eseje, wywiady, zdjęcia) zamieszczone w niniejszym Portalu chronione są przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. o ochronie baz danych. Jakiekolwiek ich wykorzystywanie poza przewidzianymi przez przepisy prawa wyjątkami, w szczególności dozwolonym użytkiem osobistym, jest zabronione.
O Marek Falkowski 662 artykuły
Marek Falkowski – Specialist in the field of new technologies and IT security. Author of numerous opinion-forming articles about politics, business and technology. In his daily life he implements IT solutions for the public administration. Expert in the field of data protection with particular focus on personal data and classified information.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.