Mandatowe eldorado. Kierowcy płacą, władza zaciera ręce

Brakuje środków w budżecie? Władza znalazła sposób na wyciągnięcie ich od obywateli. I to w sposób zupełnie „legalny”. Idea przyświecająca umieszczaniu fotoradarów przy drodze wydaje się słuszna. Ale czy na pewno o chodzi tu o bezpieczeństwo ruchu drogowego? Czy liczba ustawianych fotoradarów i ich umiejscowienie nie ociera się o absurd? A może paradoksalnie – zbyt duża liczba tych urządzeń wcale nie zmniejsza liczby wypadków?

W drodze przez wioskę

Przykład z życia wzięty. Jadę do swojej matki na drugi koniec Polski. Czas nagli, mama nie czuje się dobrze, więc trzeba będzie zawieźć ją do lekarza. Wcześniej przez dłuższy czas jechałem drogą szybkiego ruchu. Tam obowiązywała „wolna amerykanka”. Jadę sto na godzinę, ale samochody wyprzedzają mnie co chwilę, na zakrętach, na podwójnej linii ciągłej. Ogromny tir o mały włos nie zepchnął mnie do rowu. Pasem awaryjnym jadą rowerzyści. Motocykliści urządzają sobie rajd całą szerokością drogi. Policji oczywiście nie widać. Nie jest potrzebna. Wszak w „odpowiednim” miejscu nad całością ruchu „czuwa” automatyczne pstrykałdo.

Nagle zbliżam się do jakiejś wioski. Wszystkie auta gwałtownie zwalniają. Facet przede mną hamuje z piskiem opon. Z tyłu ciężarówka niemal taranuje mój samochód. Po chwili dociera do mnie co jest przyczyną tego zatoru – kierowcy dostrzegli fotoradar. Sprzęt jest dobrze zakamuflowany w dużej kępie krzaków, ale i tak wszyscy wiedzą o jego istnieniu.

Fotoradar w takim miejscu może miałby sens, ponieważ w pobliżu widzę szkołę podstawową. Jest jednak sobota, więc nikt do szkoły nie chodzi. Poza tym znacznie lepszym rozwiązaniem byłoby umieszczenie sygnalizacji świetlnej uruchamianej przez pieszego przyciskiem. Radar jedynie w sztuczny sposób zmniejsza ruch na krótkim odcinku, prowadzi do powstania gigantycznego korka. Po przejechaniu tych kilkuset metrów w żółwim tempie zdenerwowani kierowcy przyśpieszą jeszcze bardziej.

Celebryta „na podwójnym gazie”

Nasze prawo na szczęście staje się coraz bardziej restrykcyjne wobec osób łamiących przepisy ruchu drogowego. Szczególnie tych pod wpływem alkoholu. To bardzo dobrze. Ale czy na pewno wszystko jest w porządku? Słynny aktor musi zapłacić dziesięć tysięcy grzywny. Można zastanawiać się, czy to dużo czy mało. Jednak ta sama kwota dla jednej osoby może stanowić dotkliwą karę, a u innej – wywołać uśmiech rozbawienia. Być może należałoby dostosować taryfikator mandatów do statusu majątkowego winowajcy?

Jazda pod wpływem alkoholu powinna być bezwzględnie ścigana. Przypadek aktora, że każdy może ulec chwilowej pokusie jazdy „po kilku głębszych”. Rzecz polega jednak nie na ujęciu jednego lub dwóch celebrytów i nagłośnieniu tego faktu przez media. Istotą sprawy jest realna obecność patroli policyjnych, również w małych miejscowościach i przy wiejskich drogach. Tam najczęściej mamy do czynienia z kierowcami, który decydują się na „podjechanie do domu” na „podwójnym gazie”. Żaden foto-radar nie rozwiąże tego problemu.

Problem polega na tym, że wiele działań realizowanych jest na pokaz. Zapomina się o „pracy u podstaw”, żmudnej robocie drogówki, która powinna być wykonywana, a nie zawsze jest. Zapomina się, że przyczyną wypadków są nie tylko alkohol i prędkość, ale również fatalny stan drogi, złe oznaczenia, drzewa posadzone w pobliżu jezdni, brak oświetlenia.

Radary jak grzyby po deszczu

Zwolennicy foto-radarów twierdzą, że poprawiają one bezpieczeństwo na drodze. Jednak w niektórych miejscowościach kontrolujące prędkość urządzenia są prawie na każdym kroku. Odwracają uwagę kierowców od tego, co rzeczywiście dzieje się na jezdni. Każdy wypatruje tylko miejsca, w którym ukryto elektronicznego „pogromcę kierowców”. Czasem radar jest swego rodzaju pułapką, umieszczoną w miejscu zupełnie absurdalnym, na prostym odcinku dobrej drogi, w pobliżu której nie ma zabudowań. Trudno oprzeć się wrażeniu, że jego zadaniem nie jest wcale poprawa bezpieczeństwa, ale – zarabianie. Trzeba również pamiętać, że foto-radar, nawet najlepszy, nie zastąpi policjanta z patrolu. Nie można przecież tego urządzenia spytać o radę, nie można liczyć na jego interwencję w przypadku napadu na kierowcę, nie można oczekiwać… że zareaguje. Radar nie udzieli pierwszej pomocy, nie wezwie pogotowia. To jedynie elektroniczne narzędzie do pobierania opłat. Władze miast i wsi urządzając „radarowe polowanie” na kierowców często zdają się o tym zapominać.

Nie zrozumcie mnie źle. Sam jestem kierowcą i przeciwnikiem przekraczania dozwolonej prędkości. Jednak dozwolona prędkość powinna być dostosowana do charakteru danego miejsca, jakości drogi i bliskości terenu zabudowanego. Chodzi przecież również o to, by ruch odbywał się sprawnie i płynnie. To również ma znaczenie dla bezpieczeństwa.

Urządzenie elektroniczne to nie to samo co człowiek. Nie zauważy zajeżdżania drogi innym kierowcom, nie spostrzeże pirata drogowego wyprzedzającego na zakręcie lub przemykającego na czerwonym świetle. A jeśli nawet zarejestruje fakt wykroczenia, to nie zareaguje w porę, zanim dojdzie do tragedii. Może lepszym wyjściem byłoby zwiększenie liczby policyjnych patroli, a także zainwestowanie w monitoring.

Polska na pokaz, nie obywatelska

Problem foto – radarów doskonale ilustruje przysłowiowego robaka od dziesięcioleci toczącego nasz kraj. Jesteśmy już tak do niego przyzwyczajeni, że niemalże nie zauważamy jego obecności. Gmina lub władze miasta uzasadniając zainstalowanie kolejnego foto – radaru częstokroć przyznaje, że chodzi o pieniądze. Pokutuje wciąż myślenie, że aby pieniądze zdobyć, należy ściągnąć je od obywatela.

Nikt nie neguje faktu, że fundusze na remont dróg i inne inwestycje są potrzebne. Jednak bogata władza, jak pokazuje wiele przykładów, nie zawsze oznacza bogatego obywatela. Nowe hipermarkety i ładne dworce wcale nie podnoszą średniej kwoty, jaką przeciętny Polak może przeznaczyć na życie.

Jest wręcz przeciwnie. W krajach wysokorozwiniętych to bogactwo obywatela, ogólna wysoka stopa życiowa, decyduje o zamożności państwa. Może czas to przemyśleć i zamiast łupić szarego człowieka na wszelkie możliwe sposoby, zastanowić się nad jego wspieraniem. W końcu urzędnik powinien być pomocnikiem obywatela, a nie jedynie kimś w rodzaju poborcy podatkowego.

Lepiej byłoby, gdyby zamiast pstrykającego zdjęcia automatu na drogach w większej liczbie pojawili się policjanci. Byłoby pożyteczniej, gdyby w miastach pojawił się realny monitoring, połączony z szybką interwencją patrolu w miejscu, gdzie dzieje się coś złego. Od foto – radarów bardziej przydałyby się lepiej oznakowane i pozbawione dziur drogi. Inaczej wszystko będzie funkcjonować tak, jak do tej pory – czyli na niby.

A jakie jest Wasze zdanie? Czy tak duża liczba foto-radarów jest rzeczywiście potrzebna?

Prawa autorskie

Wszelkie materiały (w szczególności: artykuły, opowiadania, eseje, wywiady, zdjęcia) zamieszczone w niniejszym Portalu chronione są przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. o ochronie baz danych. Jakiekolwiek ich wykorzystywanie poza przewidzianymi przez przepisy prawa wyjątkami, w szczególności dozwolonym użytkiem osobistym, jest zabronione.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.