Małe rączki

– Zatrzymaj się! Coś mi mignęło! – krzyknęłam do Thomasa.

Thomas posłusznie wcisnął pedał hamulca. Zahamował, aż poleciałam na przednią szybę. W pośpiechu odpięłam pasy i wyskoczyłam z campera. Pobiegłam w stronę rowu. Zamarłam. W tych szmatkach ujrzałam dziecięcą główkę.

– Thomas!!! Szybko! – ponagliłam męża.

W ułamku sekundy znalazł się przy mnie.

– Co się dzieje? – nie zdążyłam odpowiedzieć na to pytanie, bo również zbladł jak ściana.

Zareagował od razu. Chwycił zawiniątko do rąk i przyłożył jego usteczka do swojego ucha.

– Oddycha! – oboje byliśmy w szoku.

Rozejrzeliśmy się wokół. Znajdowaliśmy się na kompletnym pustkowiu. Do najbliższych miast mieliśmy po około 100 kilometrów. Zabrałam niemowlaka do środka naszego podróżnego domu. Położyłam niepewnie na blacie służącym do przygotowywania posiłków.

Niemowlak spał spokojnie, aż za spokojnie. Odwinęłam delikatnie tkaniny, którymi był pozawijany. Poruszył się, ale nadal nie otwierał oczu.

– Może jest czymś odurzony? Albo coś mu dolega? – zapytałam męża. Pokręcił tylko głową. Znał się na dzieciach jeszcze gorzej niż ja.

Niestety nie byliśmy rodzicami. Kiedyś tego bardzo pragnęliśmy, ale nam nie wychodziło. Więc, żeby nie tonąć w rozpaczy i tęsknoty za czymś nierealnym, wymyśliliśmy sobie nowe pragnienie – podróże. Nie mieliśmy dziecka, więc nie wydawaliśmy tyle pieniędzy co nasi znajomi. Zaczęliśmy inwestować w swoją nową pasję. Po kilku latach odłożyliśmy na używanego campera. To był strzał w dziesiątkę. Nie byliśmy w końcu uzależnieni od żadnych promocji w liniach lotniczych, kolejek do autobusu, czy tras pociągów. Jechaliśmy tam gdzie mieliśmy ochotę i zatrzymywaliśmy się tam, gdzie nam się podobało najbardziej.

Przytuliłam maleństwo. Lekko się już oswoiłam z tą dziwną sytuacją. Maluszek poruszył się niespiesznie i przytulił swoją maleńką główkę do mojej piersi. Spojrzałam na męża. Czyż to dziecko nie spadło nam prosto „z nieba”?

– Musimy jak najszybciej znaleźć jakiś sklep, kupić jedzenie, coś do przewijania – zarządziłam.

– To trochę potrwa – spojrzał na mnie niepewnie mąż – Dobrze – przytaknął. Wiedział, że w tej chwili nic mnie nie przekona do tego, by postąpić inaczej.

Thomas usiadł za kierownicą i zawrócił do miasta, z którego jechaliśmy. Woleliśmy udać się w tereny, które przed chwilą poznaliśmy. Ja w tym czasie próbowałam napoić maleństwo wodą. Działałam intuicyjnie. Maczałam swój palce wskazujący w przegotowanej wodzie i dawałam do ssania. Chłopczykowi chyba chciało się pić, bo współpracował chętnie.

Po niecałych 3 godzinach dotarliśmy pod supermarket. Kupiłam dosłownie wszystko co potrzeba. Przy tym nie wypuszczałam malca ze swoich objęć. Mąż nie protestował, ale widziałam, że nie jest zachwycony moją postawą.

Gdy tylko odeszłam od kasy pobiegłam w kierunku naszego campera. Od razu wzięłam się za pielęgnację niemowlaka. Wykąpałam go w dużej misce do prania. Natłuściłam jego delikatną skórę, przewinęłam i przebrałam. Usiadłam na łóżku, żeby go nakarmić. Chłopiec był naprawdę spokojny. Praktycznie nie zakwilił ani razu.

– Myślę, że musimy pojechać z nim na policję lub do szpitala – bardzo wolno zaczął rozmowę Thomas.

– Zobacz, jest mu z nami dobrze. Nie płacze, czuje się przy nas bezpiecznie – odpowiedziałam, nie odrywając wzroku od dziecka.

– Przecież doskonale wiesz, że nie możemy go zatrzymać – mąż próbował delikatnie ze mną negocjować przyszłość dziecka.

– A Ty doskonale wiesz co z nim będzie! Trafi do pogotowia lub domu dziecka. Będzie się przez całe życie zastanawiał jak wygląda prawdziwy dom – zdenerwowałam się.

– Na dziecko czekaliśmy tyle lat. Teraz los nam podsyła je nam samo, a my mamy je po prostu oddać? – mówiłam to już błagalnym tonem, żeby nie odbierał mi szczęścia, na które tak długo czekałam.

– Martha, proszę Cię! Przecież wiesz, że to nie film. Jak Ty to sobie wyobrażasz? Po miesięcznej podróży wakacyjnej wrócimy z kilkumiesięcznym dzieckiem? Co powiesz rodzinie? Jak Ty ogóle chcesz go przewieźć do Polski? Skąd wiesz, że ktoś go podrzucił? A może został uprowadzony i prawdziwi rodzice właśnie go szukają? – Thomas był nieugięty. Miał rację. Nie myślałam racjonalnie. Kierowałam się silnym instynktem macierzyńskim, który we mnie ciągle się tlił. Myślałam, że już dawno się z tym pogodziłam, ale chyba emocje były silniejsze ode mnie.

Kolejne wydarzenia, działy się dla mnie gdzieś w oddali. Wyłączyłam swoje emocje. Zgłosiliśmy znalezienie dziecka na policję. Tam ruszyły wszystkie procedury. Do wyjaśnienia sprawy, dziecko zostało przewiezione do szpitala na obserwację. Ustaliliśmy, że wracamy do domu wcześniej niż zamierzaliśmy. Nie czułam się najlepiej. Ani psychicznie, ani fizycznie.

Postanowiłam, że muszę dać sobie znowu trochę czasu, żeby dojść do siebie. Choć miałam ochotę zaszyć się w domu i nikomu się nie pokazywać, to co chwilę do nas ktoś zaglądał, żeby posłuchać opowieści z naszych podróży. Znalezienie dziecka, skrzętnie omijaliśmy, to było dla mnie zbyt bolesne. Czułam się jakbym je straciła. Wiem, że nie miałam prawa tak myśleć. Mimo upływu czasu czułam się coraz gorzej. Zmartwiłam się nawet, że przywiozłam jakąś chorobę.

– Thomas, musimy porozmawiać – stałam blada w drzwiach domu.

– Boże drogi, coś nie tak? Jesteś chora? – mąż obawiał się najgorszego. Wróciłam właśnie od swojej lekarki.

– Opisałam pani doktor wszystkie objawy, powiedziałam, że niedawno byliśmy zagranicą. A ta zasugerowała mi, żebym zrobiła test ciążowy. Zrobiłam go, choć wydawało mi się to absurdalne – mówiłam ze ściśniętym gardłem.

– I co??? – Thomas zbladł tak samo jak ja.

– Będziemy mieli dziecko! – wykrzyknęłam i rzuciłam się mężowi na szyję.

Radość i wzruszenie były bardzo silne w tym dniu. Gdy ochłonęliśmy Thomas również coś chciał mi oznajmić.

– Gdy oddawaliśmy tego malca do szpitala. Poprosiłem o telefon pielęgniarkę, która się nim zajmowała. Chciałem dowiedzieć się, jak dalej potoczą się jego losy – mąż zaczął dość intrygująco.

– Wiesz coś, prawda!? – wykrzyknęłam zniecierpliwiona.

– Niestety, dziecko zostało podrzucone, prawdopodobnie przez nieletnią dziewczynę. Znaleźli ją, zrzekła się praw rodzicielskich- Thomas zdawał mi relacje

– Widzisz… – zaczęłam z wyrzutem. Znowu zakręciła mi się w oku łza, że nie daliśmy temu dziecku domu.

– Poczekaj – przerwał mi Thomas – Tam system działa lepiej niż u nas. Chłopiec trafił do pary, która również od wielu lat starała się o dziecko. On znalazł dom, rozumiesz? Spełniliśmy dobry uczynek. Pomogliśmy odnaleźć się tym rodzicom i temu maleństwu. Teraz to wiem, że to za to spotkała nas tak cudowna nagroda!

– To chyba mi się śni – przytuliłam się do męża. Tym razem będąc w pełni szczęścia.

/foto: www.freeimages.com/

Prawa autorskie

Wszelkie materiały (w szczególności: artykuły, opowiadania, eseje, wywiady, zdjęcia) zamieszczone w niniejszym Portalu chronione są przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. o ochronie baz danych. Jakiekolwiek ich wykorzystywanie poza przewidzianymi przez przepisy prawa wyjątkami, w szczególności dozwolonym użytkiem osobistym, jest zabronione.
O Marek Falkowski 666 artykułów
Marek Falkowski – Specialist in the field of new technologies and IT security. Author of numerous opinion-forming articles about politics, business and technology. In his daily life he implements IT solutions for the public administration. Expert in the field of data protection with particular focus on personal data and classified information.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.