Lekcje Geografii

Siedziałem w półmroku. Właśnie zakończył się mój kolejny związek. Odeszła ode mnie kobieta, którą wydawało mi się, że kocham. Chyba to była moja wina, bo jak może mi wydawać się, że kocham? Słów i czułości nigdy jej nie szczędziłem. Ale gdzieś w głębi siebie, ciągle czułem niedosyt. Czegoś mi brakowało. Czegoś, co kompletnie nie potrafiłem zdiagnozować. Nie miałem pojęcia z jakim deficytem się borykam. Tylko, że każdy zaczynany przeze mnie związek, prędzej czy później rozpadał się z hukiem.

Czy było mi żal? Głupio mi się przyznać, ale nawet nie. Po głębszym przemyśleniu i tak stwierdzałem, że każda z tych relacji nie miała większego sensu.

Bardzo często przyłapywałem się na tym, że zamiast napawać się każdą chwilą spędzaną z moją wybranką, bujam w obłokach i myślę o innych. Byłem uzależniony od fantazjowania. Właściwie nie były to żadne wyuzdane myśli rodem scenariuszy filmów pornograficznych. To dziwiło mnie najbardziej. Uwielbiałem wracać do przeszłości, do moich pierwszych fantazji, kiedy świat seksu był kompletnie odcięty od mojej świadomości. Nawet nie zdawałem sobie sprawy jak wygląda prawidłowo zbudowana kobieta. Do czego służą jej wszystkie narządy. Uśmiech ciśnie mi się na usta, jak tylko pomyślę sobie jakie miałem w ogóle wyobrażenie na temat relacji damsko-męskich.

Moją pierwszą miłością była… nauczycielka od geografii. Kochałem się w niej przez całą podstawówkę. Siedziałem w trzeciej ławce w prawym rzędzie. Nigdy się nie spóźniłem na jej lekcje. Czasami nawet szedłem do szkoły z gorączką, gdy tylko w tym dniu wypadała lekcja z moją ukochaną.

Nawet teraz przypominam sobie jej promienisty uśmiech, złote loki, i lekkie zmarszczki na czole, gdy zaglądała do dziennika, zastanawiając się co wstawić uczniowi, który kompletnie nic nie umiał. Miała takie dobre serce, nie lubiła stawiać jedynek.

Jej niebieskie oczy rozświetlały się najbardziej, kiedy otrzymywała od nas kwiaty. A to na Dzień Nauczyciela, a to z prośbą o przełożenie klasówki.

Szwendałem się na każdym szkolnym korytarzu, na którym moja ukochana miała dyżur. Czasami stałem lub siedziałem pod ścianą, kiedy przechadzała się z nauczycielką od polskiego lub biologii w tę i z powrotem. Śledziłem każdy jej posuwisty krok. Była taka lekka, zwinna.

Pamiętam jak kiedyś wezwała mnie do odpowiedzi. Gdy wypowiedziała moje imię czułem się jak zahipnotyzowany. Mimo, że wezwała mnie po imieniu, miałem wrażenie, że nie wiem jak się nazywam. Nogi mi całkowicie zmiękły. Nie słyszałem tego co wokół się mnie dzieje. Patrzyłem na nią jak w obrazek. Nie wiem ile to trwało, czy minutę, dziesięć, a może całą lekcję? Wyobrażałem sobie jak mnie przytula i wplata swoje zadbane dłonie w moje potargane włosy. Gdzie i jak mogła mnie przytulić? Oczywiście przyciskając moje policzki do swojego dekoltu. Wyobrażałem sobie jej jędrne piersi. Nie miałem tutaj na myśli żadnego erotyzmu, chociaż na pewno już taki gest rozpaliłby mnie do czerwoności. Nawet nie miałem świadomości, że pod wpływem podniecenia kobiecie twardnieją sutki. Wystarczyło mi kompletnie, bym zbliżył się do jej skóry, zarysu dekoltu, poczuł zapach jej cudownych perfum.

– Nie wiem, co się dzieje, że do Ciebie mówię, a Ty nie słyszysz – z letargu wyrwał mnie głos nauczycielki. Spłoniłem się i zawstydzony spuściłem wzrok w kierunku podłogi.

– Może to nie jest Twój najlepszy dzień. Zwykle jesteś doskonale przygotowany do lekcji. Dam Ci szansę, nie postawię Ci złej oceny, ale obiecaj mi, że na następną lekcję poradzisz sobie z odpowiedziami – nauczycielka nie była ani przez chwilę zła.

Raczej uśmiechała się z pełną troską. Jak tu nie miałem kochać się w takiej kobiecie?

Nie było wieczora, żebym przed zaśnięciem nie fantazjował o niej, jak bardzo jesteśmy w sobie zakochani. Taka skrywana miłość.

Po lekcjach zawsze musiałem chować się przy skwerku, za którym znajdował się parking, a na nim zaparkowany stary fiat mojej wybranki. Laura, bo tak miała na imię, pozwalała mi tak do siebie mówić, tylko kiedy będziemy za obrębem szkoły. Wsiadała za kierownicę i rozglądała się szybko, czy na pewno nikt na nas nie patrzy. Gdy teren był czysty od wścibskich spojrzeń, natychmiast otwierała mi drzwi od strony pasażera i wpuszczała do środka. Wystarczyło kilka sekund, bym znalazł się w samochodzie, oczywiście skulony, by nikt nas nie przyłapał. Wtedy Laura ze swoim serdecznym śmiechem ruszała z piskiem opon. Nie jechaliśmy do niej do domu, tylko za miasto, gdzie między łąkami płynęła sobie leniwie mała rzeczka.

Pomagałem mojej ukochanej wyciągnąć z bagażnika czerwony koc w granatową kratę. Miała przygotowany koszyk, w którym znajdowało się słodkie, czekoladowe ciasto, truskawki, bita śmietana, malutkie kanapeczki z serem i salami.

Zajadaliśmy się tymi wszystkimi łakociami, oczywiście patrząc sobie głęboko w oczy. Na jedyne na co mogłem się zdecydować to pocałunek w policzek. Chociaż w moich najskrytszych fantazjach nie mogłem tak tego nazwać. Nie wiedziałem kompletnie nic o pocałunkach, więc to czym próbowałem wyrazić swoja wielką miłość, było zaledwie delikatnym muśnięciem warg o jej przypudrowany policzek.

Wystarczyła, że była. Nie brakowało chwil, kiedy myślałem, że serce wyskoczy mi z klatki piersiowej. A gdy chwytała mnie swoją dłonią, moje palce w kilka sekund stawały się mokre. Te wszystkie fantazje były tak bardzo realistyczne, że z moim ciałem zadziewały się naturalne reakcje fizjologiczne. Chciałem to opanować, ale nie potrafiłem. Może jednak, nie do końca chciałem? W końcu wszystko było takie przyjemne, na pograniczu młodzieńczego podniecenia…

Kiedy zapomniałem o Laurze? Nietrudno się domyślić. Koniec szkoły wiązał się z końcem miłości. Nie nastąpiło to tak od razu. Jeszcze przez całe wakacje i początek liceum łudziłem się, że naprawdę zostaniemy parą. Kilka razy nawet podjechałem rowerem pod jej dom. Serce waliło mi jak szalone. Przygotowywałem sobie w głowie długie scenariusze, w których wypowiadam słowa miłości.

Podczas jednej z przejażdżek i czatowaniem, za wielkimi jałowcami, zobaczyłem jej sylwetkę w oknie. Stała i chyba mnie widziała. Obserwowaliśmy się tak przez kilka minut. Stałem jak sparaliżowany. Gdy zobaczyłem odchylającą się firankę, uciekłem.

Z chwili oderwania się od zaistniałej sytuacji, wyrwał mnie telefon. Spojrzałem na wyświetlacz – Anna. Moja dziewczyna, właściwie już eks wybranka. Wcale nie ucieszyłem się z tego, że do mnie dzwoni. Wiedziałem co za chwilę nastąpi. Znałem to na pamięć.

– Halo.. – mruknąłem prawie ziewając

– Yyy, cześć – usłyszałem lekką konsternację w jej głosie

– No co tam?

– Bo… yyy… wiesz, pomyślałam, że moglibyśmy jeszcze spróbować porozmawiać – Anna odezwała się bardzo niepewnie.

– Ale o czym?

Chwila ciszy

– Noooo, o nas – Anna nie poddawała się.

– Ale jakich nas? Przecież już nie jesteśmy razem. Poza tym nie mam czasu rozmawiać, nie jestem sam.

– Jak to nie jesteś sam? Przecież, ja dopiero co wyszłam z naszego, to znaczy Twojego mieszkania. Dosłownie z dwie godziny temu – w tle było słychać szloch.

– No widzisz, jednak nie byłaś jedyna w moim życiu – byłem bezwzględny

– Jesteś…. Jesteś zwykłym dupkiem! – jeszcze przed rozłączeniem miałem usłyszeć okazję furię mojej eks.

Było dokładnie tak, jak się spodziewałem. Anna okazała się taka naiwna, tak szybko chciała mi wybaczyć, dać szansę. Była po prostu dla mnie za łatwa, zbyt dostępna. To jej jedyna i największa wada zarazem. Zresztą jak wszystkich dziewczyn.

Wiem, kierowałem się totalną podłością. Czemu? Nie wiem. Może i miałem nierówno pod sufitem. A może byłem jednych z tych, którzy lubią oszukiwać samych siebie? Którzy zaczynają robić diametralny tył w zwrot, kiedy wszystko zaczyna się cudowanie układać. Ile osób, byłoby z tego powodu szczęśliwych. Ja zawsze czułem się tak samo – traciłem wolność, dusiłem się. Miałem wrażenie, że przechodzę objawy klaustrofobii. Do mnie należała już tylko połowa łóżka, połowa kubka na szczoteczki do zębów. Gdy chciałem sobie otworzyć piwko i obejrzeć mecz, słuchałem „znowu???”.

Byłem egoistą. Kiedyś wykrzyczała mi to tylko jednak z byłych dziewczyn. To ona właśnie stanowiła wyjątek spośród tych, które zawsze chciały dać mi jeszcze jedną szansę. Spośród tych, które zawsze chciały mnie naprawiać i pomóc mi za wszelką cenę stać się lepszym człowiekiem. Ale czy sam tego chciałem?

No właśnie, odpowiedź była jasna – NIE!

Było mi tak dobrze jak jest. Zebrałem się do łazienki, by trochę doprowadzić się do kultury. Już wiedziałem, że jeszcze przed snem pofantazjuję sobie o kolejnej mojej platonicznej miłości.

Prawa autorskie

Wszelkie materiały (w szczególności: artykuły, opowiadania, eseje, wywiady, zdjęcia) zamieszczone w niniejszym Portalu chronione są przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. o ochronie baz danych. Jakiekolwiek ich wykorzystywanie poza przewidzianymi przez przepisy prawa wyjątkami, w szczególności dozwolonym użytkiem osobistym, jest zabronione.
O Marek Falkowski 663 artykuły
Marek Falkowski – Specialist in the field of new technologies and IT security. Author of numerous opinion-forming articles about politics, business and technology. In his daily life he implements IT solutions for the public administration. Expert in the field of data protection with particular focus on personal data and classified information.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.