Lekarz do pacjenta: idź pan na Miesięcznicę Smoleńską!

Pan Tomek (35 l.) od wielu lat cierpi na dyskopatię kręgosłupa. Jest coraz gorzej. Kilka dni temu poszedł po pomoc do lekarza rodzinnego. W odpowiedzi usłyszał, że jego kręgosłup to… jego problem, a on sam powinien pójść na Miesięcznicę Smoleńską.

                Pan Tomek szczegółowo relacjonuje przebieg zdarzeń. Lekarz spóźnił się, jak zwykle, prawie godzinę.  „To święta krowa, bo ma specjalizację. Ludzie klną na niego na czym świat stoi, spóźnia się zawsze i do tego ma pacjenta w głębokim poważaniu… ale kiedy wchodzi do poczekalni, każdy mówi głośno „dzień dobry panie doktorze”. Ludzie boją się, że mógłby nie powtórzyć leków, albo nie dać zwolnienia”.  Kiedy lekarz wszedł do gabinetu, kazał dalej czekać, chociaż był już porządnie spóźniony. Zamówił sobie do gabinetu kawę. Kiedy wszedłem i opowiedziałem o swojej chorobie i cierpieniach po prostu się roześmiał. Cały czas zachowywał się tak, jakbym wydawał mu się z jakiegoś powodu zabawny. Powiedział, że mój kręgosłup to jest tylko i wyłącznie mój problem, że mam kręgosłup starca i już nic mi nie pomoże. Kiedy nieśmiało zasugerowałem, że może warto rozpocząć jakąś rehabilitację, stwierdził, że tacy jak ja i tak są już straceni. Oświadczył, że kości nie mogą odrastać, ani się regenerować, a ja nie znam się na medycynie.

                Potem zamiast mnie zbadać cały czas wymądrzał się, mówiąc o Galileuszu. Siedziałem, szczerze mówiąc, jak zbaraniały. Chyba dziesięć minut rozwodził się nad słowami Galileusza, który powiedział, że wystarczy mu punkt oparcia a podniesie Ziemię. W końcu lekarz podsumował, że nie jest pewny, czy to był Galileusz, może Archimedes. Nie dotknął mnie nawet palcem.

                Kiedy zacząłem mówić o moich strasznych bólach, które uniemożliwiają mi chodzenie do pracy – zaczął się niecierpliwić. Powiedział, że teraz rządzi „Prezio” i on nie może mi w żaden sposób pomóc. „Niech pan pójdzie na Miesięcznicę Smoleńską. Niech się pan modli przed tymi ich cudownymi obrazami, może panu pomogą” – szydził.

                Potem zaczął głośno drwić z Katastrofy Smoleńskiej. Myślę, że nawet ludzie w poczekalni wszystko słyszeli. „A jak mieli wyglądać? Niech pan mi powie, jak mieli wyglądać ludzie po takiej katastrofie? Że niby będą w jednym kawałku? Niedoczekanie!”.

                Nie mam pojęcia czym naraziłem się temu lekarzowi. Wszedłem tylko i wyłącznie z chorym kręgosłupem. Nie mówiłem ani słowa o polityce. A on tak się rozochocił, że ani myślał odpuszczać. „Wie pan, jakie teraz mamy godło? Kaczka w koronie! A najgorzej z tym pięćset plus. Dają im nasze pieniądze! Teraz każdy obszczymur i te ich dziecioki zdegenerowane mogą jechać nad morze. Pan masz pracę, ja mam pracę, ale nam zabierają, a im dają. My musimy ich utrzymywać!”.

                Po tej trwającej dobre piętnaście minut tyradzie nagle przypomniał sobie chyba po co w ogóle przyszedłem. Spojrzał na zegar, na którego tarczy widniał napis „MYDOCALM”.

                „Mydocalm dwa razy dziennie. A jak nie pomoże, to na Miesięcznicę Smoleńską! Następny proszę” – Zawołał radośnie.

Prawa autorskie

Wszelkie materiały (w szczególności: artykuły, opowiadania, eseje, wywiady, zdjęcia) zamieszczone w niniejszym Portalu chronione są przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. o ochronie baz danych. Jakiekolwiek ich wykorzystywanie poza przewidzianymi przez przepisy prawa wyjątkami, w szczególności dozwolonym użytkiem osobistym, jest zabronione.

1 Komentarz

  1. Takich lekartzy jest mnostwo. W głowach im się poprzewracało. Dobrzy lekarze siedzą w Szwecji a w Polsce mamy weterynarzy, którzy mogą robić co k..a chcą.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.