Karierowiczka

Wybiegła z domu, jak zwykle nie jedząc śniadania i wypijając jeden łyk gorzkiej kawy. Już w łóżku, ledwo po przebudzeniu układała sobie plan dnia. Nie wytrzymywała. Chwytała swój organizer, by dokładnie z precyzją co do minuty, zapisać co ma do zrobienia. Rozwijała swoją firmę. Było to jej największe marzenie. Czuła, że to jest jej najlepszy okres w życiu. Nawet nie miała żadnego partnera. Spotykała się sporadycznie z kilkoma mężczyznami ale uważała, że każdy związek w tej chwili ograniczy jej samorealizację.

W terminarzu spojrzała na kolejne zadania: spotkanie z właścicielem lokalu jaki zdecydowała się wynająć i rozmowa w agencji reklamowej. Celowała bardzo wysoko. Miała w głowie pełno przerobionych kursów dotyczących budowania marki. Liczyła się z wysokimi kosztami. Pieniądze i czas nie grały roli. Była gotowa poświęcić się w 100 procentach. Ba, nawet w 1000 procentach.

Zdecydowała się, że pojedzie od razu do lokalu, który chciała wynająć na własny sklep. Miała w nim prowadzić sprzedaż markowej odzieży. Właściwie chciała uciec od komercji. Ostatecznie marzyło się jej stworzenie własnej kolekcji, pod swoim nazwiskiem.

Stanęła przed ogromną witryną. Z zadowoleniem spoglądała przez szybę do wewnątrz. Wizualizowała. Widziała oczyma wyobraźni, jak przechadza się pomiędzy wieszakami i wyeksponowanymi manekinami. Nie miała w swoim butiku wyjątkowych tłumów. Stawiała na jakość. Ubierała wyłącznie najbogatszych z miasta i okolic.

– Dzień dobry. Pani Róża?

Z zamyślenia wyrwał ją męski głos. Potrzebowała chwili na zejście na ziemię.

– Tak, to ja…. – zmrużyła oczy przyglądając się grubiutkiemu mężczyźnie.

– Jestem właścicielem tego lokalu. Rozumiem, że jest Pani świadoma stawianych przeze mnie warunków? – Patrzył na nią niepewnie.

– Jak nigdy, ale najpierw chciałabym zobaczyć lokal od środka.

Po kilkunastu minutach zachowania powściągliwej miny i próby pohamowania ekscytacji, Róża przeszła do negocjacji ceny.

– To ile za ten lokal Pan sobie życzy?

– Tak jak mówiłem, dziesięć tysięcy plus opłaty. Wszelkie zmiany w środku na Pani koszt.

Właściciel budynku miał przed sobą stosunkowo młodą kobietę. Nie mógł zrozumieć, jak uda się jej zgromadzić taką sumę w skali miesiąca.

– Co powie Pan na osiem, osiem tysięcy na początek?

– Chyba Pani żartuje. Nie zamierzam tracić czasu na targowanie, albo dziesięć tysięcy, albo lokal idzie w ręce banku.

– Jest Pan pewien? Lokal wymaga jeszcze kilku poprawek. Gładzie, malowanie ścian, sufit. Nawet oświetlenie pozostawia wiele do życzenia – Róża była nieugięta.

– Ja to zrobię na własny koszt, ale bank? Oni są mistrzami w obrocie gotówki.

W tej chwili ryzykowała wszystko. To był jedyny lokal, który przeszedł wszystkie stawiane przez nią warunki. Jeśli właściciel się nie zgodzi, wszystkie plany pójdą na marne. Poczuła adrenalinę, ale nie chciała po sobie tego pod żadnym pozorem pokazywać.

– Zgoda…. – Właściciel spojrzał na nią, w taki sposób, jak był co najmniej zaszantażowany.

– Zobaczy Pan, będzie Pan bardzo zadowolony – Róża uścisnęła mu rękę i szybko, by się nie rozmyślił, przeszła do podpisywania umowy.

Ostatnie dni były dla niej, nie tylko ekscytujące, ale przede wszystkim pracowite. Można powiedzieć, że szła dopiero spać, kiedy piąta lub szósta kawa przestawała działać. Chociaż i to, nie było dla niej takie oczywiste. Przykładając głowę do poduszki, pojawiały się myśli, co może zrobić, pomysły oraz wyrzuty sumienia, że teraz nie pora na odpoczynek.

Pędziła w kierunku sukcesu. Nie chciała zatrzymywać się ani na minutę. W drukarni umieściła zlecenie ulotek reklamowych, specjalna wytwórnia zajęła się robieniem napisów jej marki z neonu, a wnętrze salonu było remontowane według projektu najlepszego architekta w mieście. Sama po nocach projektowała kolejne suknie, szyła bluzki i dobierała dodatki.

Po miesiącu widziała już jasne oznaki tego, że niedługo otworzy salon mody „Rose”. Cieszyła się i to wcale nie z tego powodu, że nie będzie musiała zmieniać ulotek z inną datą, wielkiego otwarcia, czy też z tego, że wystarczyło jej oszczędności na zapłacenie pierwszego czynszu, przecież jeszcze nie otworzyła swojego biznesu na dobre. Nie mogła się doczekać tego wielkiego sukcesu, na który czekała tak długo.

Trzy dni przed otwarciem salonu, zobaczyła, że na jak zwykle wyciszony telefon, dobijała się jej mama. Tak, w ostatnich miesiącach kompletnie zapomniała o Bożym świecie. Ale zostało już tylko kilka dni, po których obiecała sobie zrobić mały dwudniowy urlop.

Stwierdziła, że oddzwoni do swojej mamy następnego dnia. Albo jak nie znajdzie czasu, wyśle SMS-a, że u niej wszystko ok., i nie ma się czym martwić. Oczywiście zapomniała o swoim postanowieniu. W jej projekcie zrobiło się bardzo gorąco. Właśnie upewniała się, czy jej zaproszenia dotarły do wszystkich potencjalnych Klientek. Liczyła na bardzo dużą sprzedaż. W końcu wprowadzała na rynek modowy coś zupełnie świeżego.

W dzień otwarcia salonu, znowu zobaczyła na wyświetlaczu telefonu połączenia od mamy. Wybrała jej numer.

– Mamo wiesz, nie martw się. Żyję, tylko jestem taka zapracowana, właśnie otwieram swój ekskluzywny salon mocy. Wiem, pewnie się zdenerwujesz, że Cię nawet nie zaprosiłam, ale wiesz będzie dzisiaj strasznie dużo pracy i latania. I tak nie miałabym dla Ciebie czasy. Ale nie martw się. Odbijemy to sobie.

Po drugiej stronie zapanowała całkowita cisza.

– Mamo? – Róża ze zniecierpliwieniem patrzyła na zegarek i miała według swojego grafiku, za trzy minuty wyjść z domu.

– No mamo, nie bocz się na mnie. Naprawdę teraz nie mam czasu. Zadzwonię do Ciebie jutro! Pa!

Róża odetchnęła z ulgą. Zdążyła wyrobić się w zaplanowanym przez siebie czasie. Zyskała nawet jedną minutę. Przeznaczyła ją na szybkie poprawienie włosów. Była pewna siebie. Czuła, że odniesie sukces. W ogóle nie brała pod uwagę innego scenariusza. W salonie zjawiła się o wyznaczonej przez siebie porze. Dopracowywała ostatnie szczegóły, upewniła się że catering przyjedzie na czas, poprawiła na stole kieliszki do szampana, sprawdziła czy wszystkie detale techniczne na pewno działają tak jak powinny. Podczas rozmów telefonicznych przechadzała się pomiędzy wieszakami, sprawdzając czy nie brakuje żadnej rzeczy. Po godzinie dwudziestej pojawiły się pierwsze osoby wraz z osobami towarzyszącymi. Wbrew pozorom nie były to kobiety z mężczyznami. Jej przyszłe klientki zabierały ze sobą mamy, siostry, córki, przyjaciółki i pewnie swoje kochanki. Zapowiadała się iście babska impreza. Róża cieszyła się z tak wysokiej frekwencji. Na oko oszacowała, że jej baza klientek wzrosła o ponad pięćdziesiąt procent.

Po prezentacji poczuła całkowite rozluźnienie. Na początku trzymał ja bardzo duży stres pomieszany z adrenaliną. Dopiero później mogła swobodnie stwierdzić, że nic już jej nie jest. Zresztą czym miałaby się martwić? Sprzedaż aktualnej kolekcji z powodzeniem pokryła jej pierwszy czynsz. Natomiast zamówienia przerosły jej minimalne prognozy. Mogłaby stwierdzić, że osiągnęła w tej chwili spektakularny sukces. Ale cos jej wewnętrznie mówiło, że dopiero zacznie się ciężka praca. W głowie zaczęły pojawiać się myśli o rezygnacji z nagrody, jaką sobie wcześniej obiecała – dwóch dni całkowitego resetu.. Miała wrażenie, że będzie to marnotrawstwo jej cennego czasu.

Następnego dnia wstała koło południa. Przez zaspane oczy spojrzała na wyświetlacz swojego telefonu – pięć nieodebranych połączeń od mamy. Westchnęła ciężko. Wykręciła jej numer. Szczerze mówiąc, lekko bolała ją głowa od emocji i kilku lampkach szampana, więc kompletnie jej się nie uśmiechała rozmowa ze swoją matką.

– Cześć mamo, czemu się tak do mniej dobijasz? – Róża rozpoczęła rozmowę z pretensją w głosie.

– Przepraszam, że Ci przeszkadzam. Przepraszam, że próbuję się do Ciebie dodzwonić – mama mówiła zdystansowanym głosem, z lekko oschłym tonem.

– Dzisiaj w nocy Twój ojciec zmarł. Pogrzeb będzie w czwartek o godzinie dwunastej w naszej parafii. Jeśli znajdziesz czas w swoim ciekawym i zapracowanym życiu, to może uraczysz nas swoją obecnością.

– Boże, mamo! Co Ty mówisz, jak to zmarł?! Dlaczego mi nic nie powiedziałaś, co się stało?! – Róża miała wrażenie, że jej brzuch ściska wielka obręcz.

– Twój ojciec kilka dni temu miał wylew. Czemu Ci nic nie powiedziałam? Próbowałam. Ale niestety nie odbierałaś moich telefonów. Wybacz, że nie wysłałam Ci sms-a, ale to nie była wiadomość, byś modła ją odczytać w każdych okolicznościach. Uprzedzając Twoje pytanie, dlaczego nie przyjechałam powiedzieć Ci o tym osobiście? Wszyscy czuwaliśmy przy łóżku Twojego ojca wierząc, że z tego wyjdzie. Modliliśmy się o cud i nie mogliśmy go opuścić ani na chwilę – mama mówiła już płaczliwym i drążącym głosem.

– Przyjadę – to było jedyne słowo, jakie w tej chwili Róży mogło przejść przez gardło.

Dziewczyna z krzykiem rzuciła telefon o ścianę, po czym padła na kolana i szlochała jak małe dziecko. Nie wiedziała ile trwała w tej pozycji. Potem już miała tylko siłę dowlec się do łóżka, by się na nim skulić w pozycji embrionalnej. Zapuchnięte od płaczu oczy, wpatrzone były przed siebie. Chciała się całkowicie odciąć od uczuć, które sprowadziły ją znowu do parteru.

Matka dawno nie rozmawiała z nią tak oschłym tonem. Ostatni raz słyszała go, gdy chciała przerwać studia i pójść za swoją pasją – projektowaniem odzieży. Matka postawiła jej wtedy warunki: Albo studia marketingowe, albo zostanie odcięta od budżetu. Postanowiła zrobić coś jeszcze bardziej ambitniejszego. Postawiła sobie poprzeczkę wyżej, od poprzeczki stawianej przez ich rówieśników. Obiecała sobie, że będzie nie tylko najlepszą uczennicą na studiach, co też zrobiła otrzymując stale stypendium naukowe. Ale również chciała spełniać mimo wszystko swoje marzenia.

Zamiast chodzić na imprezy, wolała spędzać czas doskonaląc swój rysunek, przeglądając katalogi modowe. Gdy tylko nadarzała się jakakolwiek okazja, od razu brała udział w warsztatach artystycznych. W swoim niewielkim pokoiku studenckim miała porozrzucane różne materiały, nicie i szkice z projektami ponadczasowych sukienek. Mniej więcej na trzecim roku odważyła się wybrać na wykłady w samodzielnie zaprojektowanej spódnicy. Wtedy powoli na rynek europejski wchodziła moda Etno. Dlatego jej spódnica była odbierana z bardzo dużym zaciekawieniem. Jednym od razu przypadła do gustu, innym znowu wydawała się zbyt awangardowa. Róża wtedy po raz pierwszy musiała zmierzyć się z krytyką, a nawet ostrymi kpinami pod jej adresem.

Dzień pogrzebu dla Róży kojarzył się z wydarzeniem, które wiązałoby się z wystąpieniem w jakimś filmie. Była w swoim domu, ale czuła się obco. Z najbliższą rodziną wymieniła jedynie chłodne uciśnięcie ręki. Od razu założyła na nos przeciwsłoneczne okulary, tak jakby miały one zadziałać całkowicie kamuflująco. Podczas mszy i pogrzebu nie uroniła żadnej łzy. Wszystkie uszły jej wtedy, gdy dowiedziała się o śmierci swojego ojca.

Po wszystkich uroczystościach podeszła do niej matka. Wyglądała, jakby przybyło jej co najmniej dziesięć lat, może nawet piętnaście.

– Zostajesz na obiedzie? – mama patrzyła na nią z nieskrywanym żalem.

– Lepiej już pojadę – Róża odpowiedziała wymijająco.

– Twój ojciec, chciał żebyś… – zaczęła matka

– Co znowu by chciał?! Co znowu wymyśliłaś? Jeśli teraz mówisz o jakiejś jego ostatniej woli, to lepiej zachowaj to dla siebie! Przez prawie całe życie tańczyłam jak mi zagrał i nigdy mnie za to nie pochwalił, że już jestem wystarczająco dobra. Miał dla mnie ułożony plan na życie. Nigdy nie pytaliście mnie, czego ja chcę, o czym ja marzę. Nigdy nie zasłużyłam na jego miłość, bo nie byłam taka, jak jego kochana córeczka Kamila! Wiesz ile razy żałowałam, że się urodziłam? Nie, nie jestem Kamilą! Nigdy nią nie byłam i nie zamierzam być! Mam już tego dość. Chcę wracać do swojego życia, które sobie sama zbudowałam bez waszej pomocy. Ale co Wy o mnie wiecie? Co Ty o mnie wiesz??? Nie interesowaliście się nigdy moimi sprawami, nie mówiąc o tym, że i tak nigdy nie byliście ze mnie dumni!

Róża wylała z siebie cały żal, jaki czuła do rodziców, a w szczególności do ojca.

Matka patrzyła na swoja dorosłą córkę z zaszklonymi oczami i przygryzioną warga. W kilku sekundach jej sylwetka przygarbiła się jeszcze bardziej.

– Twój ojciec prosił mnie, bym Ci to przekazała – matka wręczyła Róży zawiniątko w szarym papierze przeplecionym zwykłym sznurkiem.

Nim Róża zorientowała się co trzyma w rękach, jej matka zniknęła w tłumie swojej rodziny i znajomych.

Po powrocie do swojego eleganckiego mieszkania, Róża cisnęła zawiniątkiem w kąt pokoju. Czuła niepohamowaną złość i ogromny ból. Jak oni mogli właśnie w tej chwili, gdy zaczęła odnosić życiowe sukcesy. Oni znowu weszli w jej życie z butami, wzbudzając w niej niesamowite poczucie winy. Usiadła na rogu swojego łóżka i rozpłakała się jak dziecko.

– Dosyć tego mazgajenia się – wycedziła do siebie przez zaciśnięte wargi.

– Nie potrzebuję ich wcale – oni też mnie nie potrzebują. Od dziś zaczynam nowe życie – bez nich! Jak gdyby ich nigdy nie było. Zacznę od kąpieli, dobrego makijażu i zjedzenia ulubionego dania z włoskiej knajpki. Potem skupię się wyłącznie na sobie i swojej pracy. Będę najbardziej znaną projektantką w całym kraju. Róża szykowała już plan, który miał jej osobiście udowodnić, że jest silną kobietą i nie ulegnie żadnym sentymentom.

Róża wciągnęła się w wir pracy. Można powiedzieć, że oddawała nieswoim obowiązkom bez wytchnienia. Od czasu pogrzebu ani razu nie kontaktowała się ze swoją matką. Udawała, że nie ma na świecie oprócz klientek, parterów biznesowych i kilku znajomych. Nie miała przyjaciół. Zresztą kiedy miała mieć czas na imprezowanie i spotkania towarzyskie? Jednak zawsze sobie tłumaczyła, że nie można zjeść cukierka i go wciąż mieć.

Gorączka i ból gardła nasilały się z każdą godziną. Zabawne, mieszkała tu już kilka lat, a nawet nigdy nie była u żadnego lekarza. Poczuła się lekko bezradna. Nie pozostało jej nic innego, jak zażyć wszystko co miała , by przeczekać do rana. Jakby się jej nie poprawiło, miała w zamiarze zapisać się do przychodni.

Po przyjęciu silnej dawki leków przeciwbólowych i na przeziębienie, zasnęła. Miała dziwne sny. Przypominało się jej w nich dzieciństwo, jak huśtała się na huśtawce pośród kwitnących czereśni. Jak skakała na skakance i zaglądała do przydomowego stawu, w którym miała pływać złota rybka. Co jakiś czas widziała uśmiechy swoich rodziców. Byli oboje. Patrzyli na nią z ogromną miłością.

Nagle, zobaczyła, że nikogo wokół niej nie ma. Szukała mamy i taty, ale bezskutecznie. Bezpieczny i zielony ogród, wydawał się przeraźliwie ogromny i ciemny. Nie wiedziała jak trafić do domu. Wszystko jakby kołysało się dookoła. Jak już znalazła drogę do domu, wchodząc po drewnianych schodkach, widziała swoją mamę. Siedziała przy kuchennym stole, z opartymi łokciami o blat. Twarz miała schowaną w dłoniach. Płakała. Tak strasznie płakała. Ojciec dostał jakiejś furii. Kompletnie nie rozumiała co się stało. Przewracał wszystko dookoła. Bała się, że stanie się jej krzywda.

Potem już nic nie było tak jak kiedyś. Rodzice rzadko się uśmiechali. Byli dla siebie bardziej nerwowi, patrzyli na siebie z pretensjami. Ona mała, stała często pomiędzy nimi. Śniło się jej jak się znowu kłócą, a ona zaciskała rękoma uszy. Wtedy szukała na nocnym niebie, kogoś kto ją zabierze. Czuła się bardzo samotna. Musiała szybko stać się samodzielna. Miała wrażenie, że każdy w domu żyje swoim życiem. Że wszystkie czynności, są wykonywane automatycznie. Przyklejone uśmiechy, sztuczne głaskanie mnie po głowie. Gdzieś czułam, że nic się nie działo już z czystej miłości.

Wiedziała tylko tyle, że nie ma już z nimi jej starszej siostry Kamili. Róża była od niej młodsza o prawie 15 lat. Dlatego prawie jej nie pamięta. Ciągle gdzieś wybywała z domu. A gdy już wracała, raczej nie poświęcała swojej młodszej siostrze zbyt wiele czasu.

Róża przebudziła się z mokrymi policzkami od łez. Nie wiedziała, że można płakać przez sen. Szybko wytarła oczy. Gorączka jej w końcu ustąpiła, jednak czuła się fatalnie. Rozejrzała się dookoła. Nie wiedziała, czy jest środek nocy, czy może środek dnia. Miła pozasłaniane rolety w oknach. Czas jej się całkowicie pomieszał.

Spojrzała w miejsce, w które po pogrzebie rzuciła szare zawiniątko. Cały czas leżało w rogu pokoju. Jednak już mocno zakurzone. Podeszła niepewnie do paczki. Miała wielką ochotę zobaczyć co jest w środku, ale się bała.

Usiadła niepewnie na łóżku, trzymając paczkę na swoich kolanach. Zaczęła powoli odpakowywać kolejne warstwy szarego papieru.

Ujrzała pudełeczko. W środku było kilka listów. Pisane ręcznie! Ale znalazła coś jeszcze. Małe zawiniątko. To był jej szalik! Róża jak była mała, dostała od swojej babci szydełko. Uczyła się dziergać nim różne rzeczy. Pierwszą rzeczą jaką wydziergała, był właśnie ten szalik. Oczywiście, pasował on co najwyżej na lalkę, by strasznie nieforemny i pozaciągany. Przypomniało się jej właśnie, jak jej ojciec chorował, to uszyła dla niego szalik, by mu nie było zimno

Pociągnęła nosem. Poczuła jak znowu zrobiło jej się mokro pod powiekami. Przypomniały się jej w końcu najpiękniejsze lata dzieciństwa, które miała. Otworzyła listy od ojca.

Wzięła głęboki oddech. Jeszcze się wahała. Najbardziej obawiała się poczucia winy, że zje ją od środka. Ale zwyciężała ciekawość. Co takiego ojciec chciał jej przekazać? Może to, że nigdy nie była taką kochaną córką jak Kamila? Może, że wolał dla niej inną drogę życiową? Powtórzyła głęboki oddech. Postanowiła zmierzyć się z przeszłością. W końcu, jeszcze jakiś czas temu, podjęła decyzję, że się całkowicie od niej odetnie. Nie będzie musiała do niej wracać, tylko zajrzy, co znajduje się na tych starych papierach.

Otworzyła jeden z listów….

„Kochana córeczko

Mija dokładnie piętnaście lat od śmierci Kamilki. Pewnie jej nie pamiętasz. Pewnie nie miałaś okazji jej poznać. Ten czas był dla nas, dla Ciebie okropny. Bolesne rany, nieporozumienie, żal do Boga.

Jesteś taka niewinna. Niczemu nie zawiniłaś. Nie wiesz nawet co się dzieje. Wiem, że boisz się, że źle się czujesz z nami, z takimi nieszczęśliwymi rodzicami. Dlatego chciałbym się w końcu wziąć w garść, dla Ciebie. Ale chcę byś wiedziała, że jest to takie trudne. Ten świat jest okrutny.

Kiedyś się dowiesz. Może będę miał na tyle odwagi, by opowiedzieć Ci to osobiście. Jeśli nie będzie mi dane, może w Twoje ręce trafi ten list. Może czytasz go właśnie w tej chwili, gdy moje życie skończyło się, chociaż dusza umarła już dawno temu

Jesteś już prawie dorosła, a przed oczami mam moją kochaną córeczkę. Od samego początku doskonale wiesz czego chcesz i za tym podążasz! A ja? Ja chciałbym Cię chronić przed całym światem! Przed wszystkim co najgorsze. Przepraszam Cię za ten chaos. Nie wiem od czego zacząć.

Twoja siostra nie zginęła w wypadku, tak jak Ci mówiliśmy. Była niezwykle zdolna. Malowała piękne obrazy. Pytasz się, czemu nie ma żadnego w naszym domu? Wszystkie spaliłem, z rozpaczy.

Umiała tak pięknie przedstawiać na płótnie wszystko co ją otacza. Chciała wyjechać do Paryża, by rozwijać swój talent. Byliśmy z niej niezmiernie dumni. Już widzieliśmy jej wystawy, sławne nazwisko w gazetach i piękne obrazy.

Podczas jednego z plenerów poznała młodego nauczyciela, który stał się dla niej mentorem. Była w niego wpatrzona, widziała w nim cały świat. Nie podobało mi się to. Zakazałem się jej z nim spotykać. Ona jednak była uparta. Twierdziła, że on jej pomoże wybić się wśród artystów, tłumaczyła, że w Europie nie jest łatwo. Stwierdziła, że jeśli z nim nie wyjedzie, przegapi swoją życiową szansę.

Wyjechała. Mieliśmy od niej zaledwie dwa telefony. Podczas pierwszej rozmowy była przeszczęśliwa, zachwycała się tamtejszą kulturą, szacunkiem dla artystów, światem, który mi wydawał się niebezpieczny.

Po miesiącu zadzwoniła drugi raz. Była smutna, przygaszona. Tłumaczyła się, że ma dużo zajęć i dokucza jej zmęczenie. Powiedziała, że bardzo tęskni. Ale nie może wracać. Rozmawiała z nami bardzo krótko, jakby w napięciu.

Po tygodniu dowiedzieliśmy się, że nie żyje. Ten drań ją zabił. Wykończył ją do reszty. Wywiózł ją do Francji, na początku podarował jej sporo wrażeń, wycieczek, drogich prezentów, zabrał ją na kilka wystaw. A po kilku dniach od pierwszego telefonu, zmusił ją do pracy w domu publicznym. Wyżywał się na niej, karał, groził, bił. Znęcał się nad moją córką!

Gdy teraz to piszę, mam ochotę go rozszarpać, zrobić mu to samo. On pewnie, już dawno jest na wolności. Tamtego dnia, Kamila się zbuntowała. Chciała wracać do Polski. Zadał ciosy nożem. Trzy ciosy, śmiertelne. Dowiedzieliśmy się dzięki jego panice. Zadzwonił po pogotowie i uciekł. Inaczej, byśmy szukali Kamili do dzisiaj. Nie wiem co gorsze, żyć w ułudzie, że może jeszcze żyje, czy jednego dnia stracić praktycznie wszystko, łącznie z nadzieją?

Obiecałem sobie, że nie dopuszczę do tego, by stała Ci się krzywda. Próbowałem chronić Cię na wszystkie sposoby. Razem z matką ustaliliśmy, że po studiach będziesz pracować w naszej firmie. Będziemy mieli Cię na oku. Kierowaliśmy się strachem i niepohamowaną miłością. Nie chcieliśmy stracić Ciebie.

Im bardziej widziałem, że Ci zależy na swojej pasji. Tym bardziej martwiłem się, panikowałem wręcz, że spotka Cię to samo. Baliśmy się, że któregoś dnia przyjdziesz i powiesz, że wyjeżdżasz, że poznałaś kogoś.

Wiem, to jest chore. To jest nieodpowiedzialne. Nie chcę się tłumaczyć przed Tobą po tych wszystkich latach cierpienia. Chcę żebyś jedynie zrozumiała, dlaczego postępowaliśmy w taki, a nie inny sposób.

Nie daliśmy Ci szczęśliwego dzieciństwa, bo żyliśmy rozpaczą po Twojej siostrze. Nie wspieraliśmy Twojej pasji, bo baliśmy się, że Ciebie też ona zabije. Wiem, że masz do nas żal. Wiem, że nie okazywaliśmy Ci swoich uczuć,, robiliśmy pod górkę do spełnienia Twoich marzeń. Ale nawet jakby miało to teraz zabrzmieć najbardziej irracjonalnie – robiliśmy to z miłości do Ciebie. Mam nadzieję, że nam kiedyś wybaczysz. Chcemy byś była szczęśliwa, nawet jeśli miało to być na przekór temu, co my myślimy, czujemy i sądzimy.

Zawsze Cię Kochałem i nie przestanę.

Tylko ja głupi ojciec, nie mam już kawałka serca. A tak strasznie boję się stracić drugi, który należy tylko do Ciebie.

Wybacz mi!

Tata”

Róża nie wierzyła w to co przeczytała. Tego dnia prześledziła list jeszcze kilka razy. Żal mieszał się ze złością, że jej nie powiedzieli, że trzymali w złotej klatce, chociaż tego nie chcieli. Czuła wielką niesprawiedliwość.

Jednym tchem przeczytała pozostałe listy, pełne ciepła, miłości i strachu. Nie rozumiała dlaczego, nigdy jej nikt nie powiedział tego co czuje. Byłoby łatwiej.

Każdy kolejny dzień zaczynała od myśli, by pojechać do rodzinnego domu i się rozmówić. Miała w swoim sersu pełno pretensji o niesprawiedliwe traktowanie. Przecież nie chciała nikogo poznawać i wyjeżdżać z kraju. Nie zamierzała robić żadnej z tych rzeczy, a jednak została już za nie ukarana. Dokładnie tak się czuła, jakby ponosiła karę za coś, czego nawet nie zrobiła.

Stanęła przed rodzinnym domem. W spoconej dłoni ściskała szalik wydziergany w czasach swojego dzieciństwa. Z bijącym sercem wcisnęła dzwonek do drzwi. Otworzyła jej mama. Była siwa. Ruszyło ją, jak szybko czas działa na niekorzyść jej rodziców, teraz już tylko mamy.

Mama niepewnie wpuściła Róże do domu. Chciała ją przytulić, ale bała się. Po tym jak ostatnio Róża wykrzyczała wszystko, bała się, że straciła córkę.

– Mamo – Róża zaczęła niepewnie – czy to co Tata napisał w listach, o Kamili, o mnie, o tym wszystkim to prawda? – dziewczyna spoglądała na matkę, czując w żołądku niesamowity ścisk.

– To prawda… – mama spojrzała w stronę podłogi.

– To wszystko prawda. Również to, że robiliśmy wszystko, by Cię nie stracić, a i tak straciliśmy! – kobieta wybuchła płaczem.

– Nie straciliście, to ja myślałam, że mnie nie chcecie, że kochaliście tylko Kamilę – po policzkach Róży płynęły łzy.

– Córeczko, przepraszam! Tak bardzo przepraszam za siebie i za tatę – matka patrzyła prosto w oczy swojej córki.

Róża złapała ją za chudą dłoń.

– Mamo…. Tyle lat. Tyle lat chciałam Wam uwodnić, że zasługuję na Waszą miłość.

– Zawsze Cię kochaliśmy. Po śmierci Kamili, jeszcze bardziej. Ale strach. To strach odebrał nam rozum. To przez strach o Twoje życie, postępowaliśmy w ten sposób. Błagam wybacz ojcu. Mi nie musisz, ale ojcu wybacz.

Róża wtuliła się w ciało matki i zaczęła szlochać. Czuła się jak mała dziewczynka, która się zgubiła i dopiero znalazła swoich rodziców. Mama głaskała ją dłonią po głowie, całowała w czoło i płakała razem z nią.

Po kilku godzinach, Róża z mamą siedziały przy kuchennym stole. Jadły kolację, piły herbatę i rozmawiały. Rozmawiały tak serdecznie, jakby nigdy nic się nie wydarzyło. Opowiadały sobie całe swoje życie.

– Czy wybierzemy się na cmentarz? – Nagle Róża zadała pytanie.

– Może jutro rano? Teraz już się ściemniło.. – zaproponowała niepewnie mama

– Chciałabym dać coś tacie – dziewczyna wyciągnęła z torebki zawinięty w kulkę szalik.

– Teraz bym uszyła tysiąc razy lepszy, ale wiem, że ten zawsze będzie podobał mu się najbardziej

– Był z niego strasznie dumny. Zawsze go miał przy sobie w zimowym płaszczu. Nawet gdy już wyjechałaś na studia… – kobieta spojrzała z czułością na córkę.

– Naprawdę?

– Naprawdę. Kochał Cię nad życie.

Róża uśmiechnęła się. Tym razem łzy pojawiły się nie ze smutku, ale z uczucia ulgi i szczęścia. W końcu wszystko znalazło się na swoim miejscu.

Prawa autorskie

Wszelkie materiały (w szczególności: artykuły, opowiadania, eseje, wywiady, zdjęcia) zamieszczone w niniejszym Portalu chronione są przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. o ochronie baz danych. Jakiekolwiek ich wykorzystywanie poza przewidzianymi przez przepisy prawa wyjątkami, w szczególności dozwolonym użytkiem osobistym, jest zabronione.
O Marek Falkowski 664 artykuły
Marek Falkowski – Specialist in the field of new technologies and IT security. Author of numerous opinion-forming articles about politics, business and technology. In his daily life he implements IT solutions for the public administration. Expert in the field of data protection with particular focus on personal data and classified information.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.