Jazzowa podróż w czasie cz. 2

Wielkie Przebudzenie i pochłonięcie nowych hymnów przez Afrykańczyków

Rozwój hymnów, który miał silne oddziaływanie na emocje, a także przeżywanie śpiewanych pieśni, nie był obojętny dla Afrykańczyków przebywających na amerykańskim kontynencie. Podczas Wielkiego Przebudzenia również ówcześni niewolnicy brali udział w Camp Meetings. Wydawałoby się, że to co jest dedykowane wyłącznie dla białych, nie powinno być dostępne dla Afrykańczyków. Jednak misjonarze stali na stanowisku, by niewolnicy również mogli brać udział w rytuałach religijnych. Tak zrodził się kolejny gatunek śpiewu określany jako Negro Spirituals. Teoretyczne te same pieśni były śpiewane przez białych jak i niewolników. Ale to czarnoskórzy niewolnicy mieli wrodzoną charyzmę do przekazania tych treści w najbardziej emocjonalny sposób.

Oglądając różne filmy podróżnicze, które z kamerami zabierają nas w regiony Czarnego Lądu, widzimy jak mieszkańcy konkretnego plemienia spotykają się po to, aby wspólnie tańczyć i śpiewać tworząc jednolity okrąg. Zwykle podczas śpiewu podskakują lub poruszają się rytmicznie. Tworzą ścisły okrąg, a swoim tułowiem wykonują ruchy, powodujące obracanie całej formacji przeciwnie do ruchu wskazówek zegara. Mogą tak tańczyć przez kilka godzin bez żadnej przerwy. To fascynujące zjawisko kojarzy się z grupowym transem, bądź hipnozą. Do tej pory nie można tego wytłumaczyć na zdrowy rozsądek, do czego tak naprawdę jest zdolne ludzkie ciało pod wpływem silnych emocji i presją reszty społeczeństwa. Taką odmianę śpiewu nazwa się ring-shout.

Zagłębiając się w gatunki Negro Spirituals nie możemy pominąć Song-Sermon, który swoją formą przypomina wyśpiewane kazanie. Jest to jedno z najciekawszych połączeń muzyki afrykańskiej z amerykańską. Trójdzielne kazanie w ostatniej części polegało na śpiewaniu w postaci zawołań, a także odpowiedzi. Niektóre nich przypominały radosne pokrzykiwania, a inne upodabniały się do narzekających jęków.

Inną odmianą Negro Spirituals jest Jubilee, która bazuje na bardzo radosnej tonacji, a w treści znajdują się opowieści biblijne, najczęściej nawiązujące do Starego Testamentu. Jednak jednym z najbardziej rozpoznawalnych gatunków, jestGospel Songs.

W Gospel Songs przedstawiano czasy Nowego Testamentu. Ponadto w treściach bardzo często porusza się tematykę dobra i życia wiecznego. Forma śpiewania pieśni, dała możliwość interpretacji psalmów i poezji. Nie brakuje tutaj rozwiniętej symboliki, która okazała się cechą charakterystyczną tego gatunku, a jednocześnie pozwoliło to jeszcze ściślej skorelować się z pierwszymi formami jazzu.

Jeżeli chcielibyśmy podsumować utwory negro spirituals, musielibyśmy zwrócić szczególną uwagę na ich poetyckie piękno. Tym bardziej, że gatunek gospel jest cały czas na topie. Nadal jest to gatunek kojarzony głównie czarnoskórymi wykonawcami, chociaż nie brakuje „białych”, dla których te melodie są wyjątkowo bliskie.

Piosenki przy Pracy

Dla czarnoskórych, łączenie pracy z muzyką było czymś naturalnym. Nie wiadomo, czy praca nadawała rytm muzyce, czy też może muzyka nadawała rytm dla pracy. Tego typu śpiewane utwory określano mianem pieśni funkcjonalnych.

Chyba nietrudno było sobie wyobrazić śpiewającego niewolnika. Ale zaczęto zwracać na to zdecydowanie większą uwagę, gdy teksty tłumaczono na język angielski. Work songs z początku były śpiewane jedynie przez czarnoskórych pracowników, a sam w sobie gatunek muzyczny nie był znany i podchwytywany przez Brytyjczyków. W XIX wieku nastąpiła synteza pieśni przy pracy z treściami religijnymi.

Właściciele plantacji nie mieli nic przeciwko temu, żeby czarnoskórzy niewolnicy śpiewali podczas wykonywania swoich zajęć. Twierdzono, że praca taka jest wydajniejsza, co przynosiło spore korzyści. Sam gatunek dzielił się na setki rodzajów. W każdym regionie i przy zupełnie innym zajęciu śpiewano nieco inne work songs. Nie sposób jest nawet wymienić wszystkich oddzielnych gałęzi jakie powstały. Podobnie jak w Negro Spirituals, występował tutaj leader, który nadawał nie tylko melodię, ale również charakter pieśni. Śpiewany utwór mógł motywować do pracy, wspierać załamanych, a nawet zawierać elementy czarnego humoru.

Niezwykłą odmianą work songs, jest chain-gang songs, mocno kojarząca się z niewolnikami, którzy podczas swojej ciężkiej pracy przy budowie dróg, lub w kamieniołomach, byli skuci grubymi łańcuchami. Tak naprawdę wcale nie chodziło o to, by zabezpieczyć się przed ewentualnymi ucieczkami niewolników, ponieważ było to niemożliwe. Ale chodziło o nadanie jednolitego rytmu wszystkim pracownikom, którzy łamiąc tą zasadę mogli narzekać na mocno poobcierane kostki od nóg. Dlatego oni również zaczęli się wspomagać pieśniami, określanymi właśnie chain-gang songs, które narzucały wszystkim ten sam rytm pracy.

Jak przełożyły się pieśni work songs na rozwój popularnego i profesjonalnego jazzu? Tacy wykonawcy jak Jose White, Ellington, czy też Gershwin, wykorzystywali w swoich utworach motywy work songs.

Przed wybuchem Wojny Domowej

Przed okresem wybuchu Wojny Domowej (1861-1865), pojawiło się niezwykłe zjawisko minstreli, czyli trubadurówśpiewających pieśni, ballady i poezję. Zapoczątkowane w Europie Zachodniej szybko znalazło grunt, za Oceanem dzięki brytyjskim emigrantom. Przybyli osiedlili się w Ameryce, w takich miastach jak Boston, czy Nowy Jork. To właśnie tam tworzono nowe szkoły muzyczne i ogólnie kładziono niezwykle duży nacisk na edukację muzyczną. Pieśni stały się bardziej energiczne i optymistyczne. Na rozwój wcześniej wspomnianego zjawiska, wpływ niewątpliwie miało zainteresowanie niewolnikami, a także ich artystyczną działalnością podczas pracy. Co prawda Murzyni bardzo rzadko pojawiali się na estradowych występach, to coraz częściej sięgano po ich humor, energię i emocje towarzyszące podczas śpiewu.

Jednym z wykonawców, który nieco bardziej zainteresował się twórczością czarnoskórych niewolników, był brytyjski aktor komediowy – Charles Matthews. Zaczął on dokładnie eksplorować wszystkie pieści, jak i również śpiewane modlitwy i kazania. Takie utwory w krótkim czasie stały się dla niego bardzo poważną inspiracją.

Kierowanie się tematyką czarnoskórych, przyniosło olbrzymi sukces zespołowi Thomasa-Rice’a, odnoszącego sukces poprzez posłużenie się w swoich utworach stajennym o ciemnej karnacji, który podczas swojej roli podśpiewywał wesołą melodię. Ta piosenka została rozbudowana do znacznych rozmiarów. Autor utworu, a także choreografii nie musiał długo czekać na pozytywną reakcję publiczności. To był dla niego istny strzał w dziesiątkę.

Pod koniec drugiej połowy XIX wieku, można było wyczuć nawet swego rodzaju sympatię kierowaną ku czarnoskórym niewolnikom. Co z pewnością miało również swój udział w różnych ruchach na rzecz obalenia niewolnictwa.

Jedną z grup, której również zależało na przedstawieniu niewolników podczas pracy na plantacjach, była Wirginia Minstrels. Moda na takie przedstawienia panowała aż do końca XIX wieku. Grupa znajdująca się na scenie, oprócz wykonywania muzycznych utworów miała na celu rozśmieszanie publiczności ciętymi ripostami, a także czarnym humorem. Bardzo szybko takie występy urozmaicono o walk-around, czyli poprzez specyficzny marsz wokół sceny, który zawierał w sobie bardzo dużą dawkę różnych afrykańskich zachowań. Jednym z najbardziej zacnych w tamtym czasie kompozytorów był Daniel Decatur Emmett, który miał na swoim koncie ponad 1000 stworzonych utworów. Jednym z nich, który przyniósł mu największą popularność, był utwór „Dixie”. Oczywiście skomponowany przez niego utwór zawierał charakterystyczny ruch sceniczny walk-arounds.

Na pewno wśród wyśmienitych leaderów minstreli, wymienić należy Eda, P. Christiego, który w 1846 roku zapoczątkował tą formę muzyki w swojej karierze. Oprócz tego, że podzielił minstrelę na trzy części, to jeszcze dodatkowo zadbał, by każda różniła się od siebie i to w sposób znaczący.

Pierwsza część wyróżniała się półkolistym obsadzeniem artystów na scenie. Po środku siedział leader zespołu. Nie obyło się bez popularnego w tamtych czasach walk around. Już wtedy śpiewający łapali fantastyczny kontakt z publicznością, dołączającą się do wykonywanych utworów. W drugiej części, noszącej nazwę „Olio” można było dosłuchać się szczepów utworów Works songs. Kompozytor wykorzystywał w tej części pieśni, które były śpiewane przez niewolników na plantacjach. Walk-around zamieniał się w taniec hoedown, polegający na utworzeniu przez artystów kręgu. Podczas wyśpiewywania pytań, a także odpowiedzi, jednocześnie klaskano w dłonie. Ta część wydawała się bardzo rytmiczna. Nie brakowało takich instrumentów jak skrzypce, czy też banjo, utworzone na pierwowzór afrykańskiego instrumentu z plemienia Aszanti.

Czym byłaby minstrela bez odrobiny czarnego humoru? Taką satyrę wykorzystywano w trzeciej części. Zwykle parodiowano jakąś znaną sztukę.

Pomysł na trzyczęściową sztukę Christiego, w szybkim czasie opanowała amerykański rynek muzyczny i stała się normą, w wykonywaniu podobnych przedstawień.

Bardzo ciekawą biografię miał Stephen Collins Foster, który wychowywał się na takich utworach jak „Long Tail Blue”, czy też „Zip Coon”. To jednak nie był on zbyt skory do nauki. Nawet porzucił studia, nie do końca go interesujące. Swój jeden z pierwszych utworów wykonał mając zaledwie 14 lat. W ten sposób powstała kompozycja „The Tioga Waltz”. Późniejsze utwory pozwalały mu zarobić jego pierwsze dolary. Niezwykłą piosenką jest „Jeanie with tle Light-Brown Hair”, którą dedykuje swojej świeżo upieczonej żonie.

Niestety i tutaj czekał go kolejny zawód. Ponieważ muzyk nie stronił od alkoholu, w pewnym momencie małżeństwo kompletnie się rozleciało. Nawiązał on w międzyczasie dość burzliwą współpracę z Edem Christy, dzięki czemu powstały takie utwory jak „Nelly Was a Lady”, bądź „Old Black Joe”. Jednak największej swojej życiowej fortuny mógł się dorobić na utworze „Old Folks At Home”. Niestety zgubiło go pozyskanie szybkich pieniędzy. Utwór sprzedał współpracownikowi zaledwie za pół tysiąca dolarów. Oprócz sprzedaży utworu, oddał on również swoje prawa autorskie. To właśnie okazało się dla niego zgubne.

U schyłku lat sześćdziesiątych artysta chwyta się ostatniej deski ratunku. Pisze teksty i komponuje utwory na temat panującej aktualnie wojny domowej. Niestety nie jest to kompletnie przekonywujące dla publiczności, a pieniędzy ze sprzedaży piosenek ledwo starcza mu na życie, oraz na jego nałóg alkoholowy. Muzyk przestaje cenić wartość swojej pracy. Zarabiając coraz mniejsze pieniądze, pisze coraz słabsze teksty. To się przyczynia do tego, że w końcu dostawcy nie są chętni do korzystania z jego twórczości. Całkowicie osamotniony, w totalnej biedzie umiera w 1864 roku na zapalenie płuc. Niestety tak kończyły się losy niektórych muzyków, którzy kierowali się emocjami i chwilowymi radościami, nie stąpając twardo po ziemi.

Wybuch Wojny Domowej

Chociaż sytuacja polityczna w latach 1861-1865, pozostawiała wiele do życzenia, to mimo wszystko wielu artystów nie rezygnowało ze swojego sensu życia, czyli muzycznej twórczości. Wojna domowa rozwijała się coraz bardziej, a wraz z nią, gdzieś w szarym tle, jazz zyskiwał swoje nowe odcienie.

Dla przypomnienia, warto sięgnąć pamięcią do kilku faktów historycznych. Mianowicie podczas Wojny Rewolucyjnej, która miała miejsce w latach 1775-1781 zginęło zaledwie 5 tysięcy Amerykanów. Natomiast Wojna Domowa pochłonęła około 600 tysięcy mieszkańców Ameryki. Niewolnictwo stało się największym zarzewiem konfliktu od początku zakładania pierwszych kolonii na amerykańskim kontynencie. Oprócz obrony, z jednej strony i wyparcia niewolnictwa z drugiej, do przyczyn wojny zalicza się także wiele mentalnych poglądów na temat rozwoju kraju.

Stany Zjednoczone podzieliły się na Północ i Południe. Na Południu mieszkali sami brytyjscy właściciele wielkich plantacji, co oczywiście przyczyniło się do błyskawicznego wzrostu ich majątku. Oprócz nich, tereny te były zasiedlane przez górali, nie zaliczających się do bogatej śmietanki towarzyskiej.

Zupełnie inaczej sytuacja klarowała się na Północy. Tam mieszkali raczej średnio zamożni, lub nawet biedni przedstawiciele różnych kultur, uważali niewolnictwo za dzieło szatana. Na początku przypływu nowych osadników, różnice te nie dawały się tak mocno odczuć, jednak z pokolenia na pokolenie, obie kultury coraz bardziej się wyodrębniały. Na Południu niewolnictwo coraz bardziej umacniano, propagując w ten sposób zarobek tanią siłą roboczą. Prowadzono ekspansję na Zachód kraju. Takie podejście nie podobało się nie tylko mieszkańcom Północy, ale również takim stanom jak Georgia, czy Wirginia.

Rozszerzanie niewolnictwa bardziej rozniecało protesty. Kluczowym wydarzeniem okazała się wprowadzona w 1850 roku ustawa, mówiąca że wszyscy zbiegli niewolnicy, muszą wrócić do swoich właścicieli. Takie rozporządzenie wydało się być naprawdę niehumanitarne dla osób z Północy Stanów Zjednoczonych.

Według kolejnego kompromisu, nowo przydzielane terytoria Nebraski i Kansas miały dawać gwarancję na pozbycie się niewolnictwa. Niestety tamtejszy senator nieco ominął wcześniejsze zobowiązania, pozwalając na tymczasowe niewolnictwo. W między czasie doszło do głosowania, w jakim oficjalnie wyrażono zgodę na taką formę przetrzymywania ludzi. Ustawa goniła ustawę, a sytuacja pomiędzy zwolennikami, a przeciwnikami niewolnictwa, coraz bardziej się zaostrzała, tworząc poważny konflikt wewnętrzny.

Przeciwnicy niewoli zaczęli opracowywać krwawe strategie pomagające wyzwolić innych stłamszonych, czarnoskórych mieszkańców Ameryki. Wśród tych śmiałków znaleźli się między innymi John Brown, a także jego synowie. To oni podbijali tamtejsze tereny, zaczynając od strony Pensylwanii.

W między czasie rozwijała się kariera polityczna kandydata na prezydenta, Lincolna – bardzo rygorystycznego w swoich zamiarach. Jego stanowisko opierało się na tym, że nie miał zamiaru likwidować niewolnictwa, ale dla wyciszenia konfliktu, postanowił ograniczyć pozyskiwanie taniej siły roboczej na zachodnich terytoriach.

Gdy Abraham Lincoln trafił na prezydencki fotel, konflikt narósł do niewyobrażalnych rozmiarów. W kwietniu 1861 roku rozpoczęła się wojna domowa. Lincoln zwerbował ponad 70 tysięcy żołnierzy. Po jego stronie stanęło w sumie 22 miliony mieszkańców z 23 stanów. Natomiast po przeciwnej stronie, stanęło zaledwie 11 stanów, w tym 4 miliony mieszkańców czarnoskórych i 7 milionów białych. Przy takich liczbach, wynik wojny domowej, wydawał się oczywisty.

A jednak, należy potwierdzić znaną wszystkim zasadę, że nie ilość się liczy, ale jakość. Mimo, że na Południu było więcej osób chętnych do walki, to byli oni o wiele ubożsi w nowoczesną broń. Tamtejsze wojsko stanowili przeważnie bogaci plantatorzy bawełny. Nie mieli oni warunków, żeby zakupić potrzebne im militaria. Bo takie ośrodki znajdowały się na Północy. Rozwinięty przemysł po stronie północnej Stanów Zjednoczonych, stał się bardzo mocnym atrybutem Konfederacji. Nawet Anglia wsparła przeciwników niewolnictwa, poprzez zerwanie wszelkich kontraktów handlowych z producentami bawełny, a tacy mieszkali przecież na Południu.

Północna część kraju jednocześnie zmobilizowała, aż 700 tysięcy żołnierzy, którzy walczyli dla idei, a nie dla majątku. Więc chyba nietrudno jest sobie wyobrazić ich zapał podczas walk. Konfederacja zyskiwała systematycznie, choć w powolnym tempie, kolejne zwycięstwa. W szczytowej formie, posiadali aż 2 miliony żołnierzy gotowych do walki.

W 1864 roku, Wojnę Domową można byłoby nazwać jedynie zwykłą formalnością, ponieważ w tym czasie dochodziło do ostatniego wybijania rebeliantów przez siły Konfederacji. Wojna przynosiła liczne krwawe ofiary, nie tylko na lądzie, ale też na morzu. Prezydent Lincoln został zamordowany dokładnie 14 kwietnia 1865, czyli prawie w 5 rocznicę, po tym, gdy wyszedł z kontrowersyjną ustawą.

Niestety Wojna Domowa przyniosła bardzo duże bezprawie. Ostatecznie Południowcy mieli być wynagrodzeni za zniszczenia i liczne ofiary śmiertelne. Tak naprawdę byli okradani z pozostałości ich majątków. Na Południu Stanów Zjednoczonych zaczęto obsadzać czarnoskórych niewolników na wysokich stołkach u władzy. W kraju zapanowała anarchia. To właśnie w wyniku tego, powstał znany do dzisiaj Ku-Klux-Klan, czyli rasistowski nurt zajmujący się „czyszczeniem” społeczeństwa z czarnoskórych obywateli. Przez wiele lat nienawiść pomiędzy zbuntowanymi jankesami z Północy, a rebeliantami z Południa, przechodziła z pokolenia na pokolenie.

Jednak Wojna Domowa nie tylko odbiła się na psychice Amerykanów. Zostawiła trwały ślad w artystycznym świecie. Nie zabrakło tematyki wojennej w poezji i utworach muzycznych. Ostatecznie czarnoskórzy otrzymali wywalczoną wolność. Jednak wielu z nich, przyzwyczajonych do swojego losu niewolnika, nie wiedziało jak pogodzić się z nową świadomością, z nowym życiem. Brzmi trochę paradoksalnie, ale ludzka psychika jest w stanie przyzwyczaić się do wielu niedogodności, a wszelkie poprawy na lepsze, przyczyniają się do zaburzenia zbudowanej wcześniej równowagi. Wiele czasu musiało minąć, zanim „odbici” niewolnicy, nauczyli się żyć, jako pełnoprawni obywatele Stanów Zjednoczonych.

Wpływ Wojny Domowej na minstrele

W poprzednim artykule mieliśmy okazję zapoznać się z ogólnym rysem historycznym wojny domowej w Stanach Zjednoczonych. Nie bez powodu przytoczono konflikty, które doprowadziły do mentalnego rozłamu mieszkańców Południa i Północy. Wszechobecna tematyka na początku drugiej połowy XIX wieku, miała silny wpływ na twórczość muzyczną, nadając jej tym samym zupełnie nową wartość.

Pomimo zakończenia Wojny Domowej, nadal funkcjonowały wcześniej popularyzowane pieśni typu walk-arounds, a takżenonsense-songs. Mimo wcześniejszych starć na tle politycznym i poglądowym, nie zaprzestano żartów z Murzynów.

Po kilkunastu latach od momentu zniesienia niewolnictwa, na scenie zaczęli pojawiać się również czarnoskórzy artyści. Było to już rzeczą naturalną, która logicznie wypływała z aktualnej sytuacji politycznej. Szlaki czarnoskórych zespołów zaczął przecierać band Georgia Minstrels (po raz pierwszy szerzej zaistniał w 1865 roku). Pomimo, iż byli obiektem żartów, to sami tworzyli często sarkastyczne dialogi pomiędzy sobą. Czym się wyróżniali czarnoskórzy tancerze od białych? Przede wszystkim autentycznością – mieli muzykę, rytm i taniec we krwi.

Pod koniec XIX wieku, widać pewne rozwidlenie minstreli wykonywanych przez Murzynów, i przez białych. Ci pierwsi, aż do lat dwudziestych XX wieku trzymali się tradycyjnej formy. Dzięki czemu ten sposób aranżacji utworów był często wspominany w późniejszych czasach. Natomiast biali szybko chcieli rozwinąć skrzydła i poszerzyć scenerię o żonglerkę, występy baletnic, oraz magików.

Sporo zmieniło się w sferze choreografii tańca. Przede wszystkim tempo stało się dużo wolniejsze i poruszano się z większą gracją. Ciekawą zmianą było dołączenie kobiet do grona artystów. Szybko spopularyzowane zostały nazwiska czarnoskórych muzyków, chociażby takich jak James Bland, czy Sam Lucas. Największą karierę zrobił James Bland, który zapoczątkował karierę utworami „Hand Me Down My Walking’ Stiuk”, „Carry Me Back to Old Virginny”. Także i jego spotkała bardzo nieprzyjemna jesień życia. Szybko dorobił się wielkich pieniędzy, po czym przyczynił się do roztrwonienia swojego całego majątku, i ostatecznie zmarł w całkowitej biedzie.

Walk-Round przeobraził się płynnie w nowy ruch sceniczny określany jako cake-walk. Był to gatunek muzyczny, który drogą morską po raz pierwszy zawędrował aż do Londynu. Brytyjczycy z zaciekawieniem, ale również z bardzo dużą aprobatą, przywitali nowy nurt muzyczny, propagując go tym samym w pozostałych częściach Europy.

Oddzielenie się Ratime’u od Jazzu

Jak wiadomo Jazz uznawany jest za gatunek muzyczny dający imponujące możliwości wyrazu. Historia pokazuje, jak wiele czynników złożyło się do jego powstania. Na przestrzeni lat, powstawały pochodne, całkowicie wyodrębniające się nurty muzyczne.

Warto wspomnieć o gatunku zwanym ragtime. W latach dwudziestych XX wieku, określano go mianem raggy rhythms. Znawcy muzyki doszukują się genezy gatunku w marszach orkiestr dętych, grających w amerykańskich portach. Dźwiękom orkiestry towarzyszył równomierny marsz, dający się usłyszeć podczas uderzeń podkutych podeszew o podłoże.

Ragtime był popularyzowany wśród robotników pracujących w portach. Tak powstał optymistyczny, aczkolwiek dość formalny styl muzyki. W rytmach ragtime’u nie mogło zabraknąć skrzypiec, banjo, oraz gitary.

Jednym z najwybitniejszych przedstawicieli gatunku był Scot Joplin. Na uwagę zasługują takie jego utwory jak: The School of Ragtime, oraz Maple Lear Rag. Fani okrzyknęli go jednogłośnie królem Ragtime’u. Do sukcesu przyczyniły się podróże po niemalże całych Stanach Zjednoczonych. Przez kilkanaście lat wiódł życie artysty wędrowcy, grającego w lokalach i eksplorującego nowe gatunki muzyczne. W historii zapisał się także jako założyciel szkoły muzycznej w St Louis. Niestety, i jego nie ominął przykry kres życia. Poświęcił mnóstwo czasu i pieniędzy na skomponowanie opery „Treemonisha”. Jego osobisty stosunek do dzieła, nie został podzielony przez publiczność oraz krytyków. To wywołało u Scotta bardzo duże zniechęcenie, a nawet załamanie. W 1917 roku umiera wymęczony bardzo ciężką chorobą.

Czy tak właśnie kończą się losy wszystkich wielkich artystów mających swój mniejszy lub większy wkład w rozwój jazzu? Taka teoria brzmiałaby jak istne fatum. Pewnie coś w tym jest. Dla pocieszenia warto dodać, że zawsze postacie tragiczne, były bardziej interesujące, niż opowieści o ludziach, którym zawsze wszystko świetnie wychodziło.

Prawa autorskie

Wszelkie materiały (w szczególności: artykuły, opowiadania, eseje, wywiady, zdjęcia) zamieszczone w niniejszym Portalu chronione są przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. o ochronie baz danych. Jakiekolwiek ich wykorzystywanie poza przewidzianymi przez przepisy prawa wyjątkami, w szczególności dozwolonym użytkiem osobistym, jest zabronione.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.