Filozoficznie: wierzyć czy nie wierzyć?

Muszę już na wstępie rozczarować tych, którzy pomyśleli, że tekst odpowie na pytanie czy wierzyć w Boga. Nie ma tak łatwo, bo to nie jest łatwe pytanie. Chciałem raczej pokazać Wam, że jest mnóstwo różnych innych przekonań, co do których musimy zastanowić się, czy zasługują na wiarę oraz takie, które po prostu musimy uznawać za prawdziwe, bo nie mamy wyboru. Tak czy owak – bez wiary żyć się nie da.

A w co wierzą ludzie?

Odpowiedź brzmi – w znacznie więcej rzeczy, niż nam się wydaje. Już od najmłodszych lat wierzymy w słowa naszych rodziców. Później przyjmujemy na wiarę wiadomości, które uzyskujemy od naszych nauczycieli. Jak wiele informacji, spośród tych, które usłyszeliście w szkole – rzeczywiście sami sprawdziliście? Stawiam, że nie więcej niż jeden procent.

Cały czas jesteśmy „bombardowani” masą informacji. Część z nich uznajemy za „wiarygodne” a część z miejsca odrzucamy. Nasz mózg uczy się rozróżniać prawdę od fałszu i niejednokrotnie myli się. Z pewnością jednak istnieją mechanizmy, które sprawiają, że coś wydaje nam się bardziej godne wiary. To co słyszymy z wielu „niezależnych” źródeł, od osób, które uznajemy za autorytety, wreszcie to, co jakoś wpisuje się w nasze ogólne wyobrażenie o świecie – najprędzej uznajemy za prawdziwe, nawet bez osobistego sprawdzenia wiarygodności informacji.

Spróbuję podać jakiś obrazowy przykład. Wyobraźmy sobie, że nastąpiła inwazja – dajmy na to – marsjańskich krasnoludków. Załóżmy, że zamieszkiwały one Marsa pozostając do tej pory niewykryte i przygotowując zdradziecki atak na Ziemian. Zastanówmy się, co sprawia, że będziemy lub nie będziemy skłonni uwierzyć w tą wiadomość (załóżmy, że nie widzieliśmy jeszcze żadnego marsjańskiego krasnoludka na własne oczy).

Z początku informacja ta ma status absolutnie niewiarygodnej. Po pierwsze nie zgadza się z naszym ogólnym obrazem świata. Jesteśmy w gruncie rzeczy przekonani, że przynajmniej w Układzie Słonecznym jesteśmy sami. Uważamy również, że wiemy już wystarczająco wiele na temat Marsa by wiedzieć, że nie ma tam żadnych „krasnoludków”.

Wpływ na „niewiarygodność” tej informacji mają również użyte słowa. „Krasnoludek” kojarzy nam się z bajkami. A co byłoby gdyby słowo „krasnoludek” zastąpić jakimś innym, bardziej naukowo brzmiącym? Na przykład „pozaziemska forma biologicznej egzystencji”? Hmmm…. Nadal słabo, ale już znacznie lepiej, prawda?

News o „krasnoludkach” byłby również mało wiarygodny, ponieważ nie został podany przez osoby, które uważamy za autorytety. I został zamieszczony tylko w jednym miejscu, na przykład brukowej gazecie słynącej z podobnych „kawałów” robionych Czytelnikom.

Jestem jednak przekonany, że gdyby użyć bardziej „naukowego” języka komunikatu, a wiadomość o tajemniczym najeździe obcej formy życia podałyby autorytety to bylibyśmy znacznie bardziej chętni do dania wiary w takie rewelacje.

Bez wiary jak bez ręki…

Człowiek nie może być specjalistą w każdej dziedzinie. Dlatego musi w niektóre rzeczy wierzyć. Jeśli specjalista mówi nam „to jest złoto” pokazując pierścionek, to raczej nie będziemy wątpić. Zwłaszcza, jeśli nie dysponujemy odpowiednią wiedzą by samemu to sprawdzić. Uwierzyć jest po prostu wygodniej i szybciej. Wątpić oznacza w wielu przypadkach niepotrzebny wydatek energetyczny.

Jeśli lekarz stawia diagnozę co do naszego stanu zdrowia, możemy w pierwszej chwili nie dowierzać. Ale jeśli tę samą diagnozę usłyszymy od kilku specjalistów – zaczynamy wierzyć, chociaż dziwne łacińskie nazwy niewiele nam mówią.

Przede wszystkim wierzymy jednak w przyszłość. Jako pewnik przyjmujemy, że jutro również wstanie słońce i rozpocznie się kolejny dzień. Żyjemy tak, jakbyśmy mieli pewność, że naszego istnienia nic nagle nie zakończy. Snujemy dalekosiężne plany, nieraz sięgające poza nasze własne życie – aż na przyszłe pokolenia naszych dzieci i wnuków.

Znacie to powiedzenie: „chcesz rozśmieszyć Pana Boga? Opowiedz mu o swoich planach!”. Mimo to większość z nas wierzy głęboko w trwałość i „spełnialność” snutych przez siebie projektów. Tymczasem życie i tak wszystko weryfikuje.

Istnieje również bardzo wielka grupa ludzi wierząca w najrozmaitsze „zjawiska paranormalne”, czyli takie które nie mieszczą się w zakresie czegoś, co można nazwać „całokształtem praw natury”.

Kiedy słyszymy takie właśnie wyrażenie: „zjawiska paranormalne” to być może ogarnia nas chęć wzruszenia ramionami. Mało kto traktuje poważnie wszelkiej maści doniesienia o duchach, przepowiedniach czy UFO. Musimy jednak pamiętać, że przytłaczająca większość ludzi na tej planecie wierzy w takie właśnie zjawiska.

Wzmianki o zdarzeniach, w których „działanie praw natury” zostaje na chwilę zawieszone znajdujemy właściwie w każdej religii świata! Weźmy na przykład wiarę chrześcijańską. Cała Ewangelia jest pełna opisów cudów. Począwszy od Niepokalanego Poczęcia a skończywszy na Zmartwychwstaniu. Wszystko to są zdarzenia, które wymykają się „naturalnemu porządkowi rzeczy”. Wymienianie wszelkich cudów i nadprzyrodzonych zdarzeń obecnych w religii zajęłoby chyba wiele opasłych tomów i gigabajtów danych. Wystarczy po prostu wziąć Pismo Święte do ręki i samemu się przekonać…

Wiara w te zdarzenia nadprzyrodzone nie jest jednak uznawana za przejaw szaleństwa. Po prostu większość z nas potrafi zaakceptować jakiś obszar zdarzeń, który nie jest do wyjaśnienia przy użyciu rozumu i nauki. Być może też relacje w pewien sposób „uświęcone” czasem i tradycją – są przez nas łatwiej akceptowane.

Bardzo wielu ludzi wierzy również w istnienie nieśmiertelnej duszy. To niezwykle waży element wiary religijnej. Większość współczesnych systemów religijnych to również systemy moralne. To znaczy – jeżeli jesteś dobry, czyli żyjesz zgodnie z konkretnymi wartościami oraz przykazaniami – po śmierci otrzymasz za to nagrodę. I na odwrót – jeśli popełniasz moralne wykroczenia, po śmierci (w piekle, czyśćcu, kolejnym życiu itp.) – otrzymasz za to karę.

Jeśli jednak nieśmiertelna dusza nie istniałaby, to CO właściwie miałoby zostać ukarane po śmierci? Właśnie między innymi dlatego wiara w istnienie nieśmiertelnej duszy jest tak ważna z punktu widzenia wielu religii.

Wiara w duszę jest również niezwykle istotna z perspektywy jednostki. Daje ona człowiekowi nadzieję kontynuacji istnienia po śmierci fizycznego ciała. Jest również źródłem pociechy w przypadku śmierci bliskich osób, zwłaszcza, jeśli ta śmierć nastąpiła w okolicznościach, które uważamy za „głęboko niesprawiedliwe”. Wierzymy wówczas, że chociaż ta osoba nie jest już przy nas obecna w sensie fizycznym, to jednak istnieje nadal w pewnego rodzaju innym niedostrzegalnym zmysłowo wymiarze rzeczywistości.

Wiara w samego siebie

Brzmi to nie najlepiej. Jesteśmy nauczeni, że wierzyć należy raczej w kogoś, kto jest od nas lepszy, mądrzejszy, ważniejszy i wie lepiej. A jednak wiara w samego siebie to chyba fundament wszelkiej wiary. I nie chodzi tutaj tylko i wyłącznie o wiarę we własne siły. Chodzi tutaj o wiarę w pewną ciągłość samego siebie.

Zachodzi ogromna różnica pomiędzy noworodkiem którym byliśmy w momencie narodzin, a starcem na wózku inwalidzkim, którym być może staniemy się w przyszłości. Jest to kolosalna różnica dotycząca sposobu postrzegania świata, priorytetów, celów, itp. itd. Zupełnie inaczej widzi świat nastolatek czy nastolatka, a zupełnie inaczej stateczny ojciec rodziny choć – są oni jedną i tą samą osobą.

Mimo to przytłaczająca większość ludzi z góry zakłada, że w przyszłości będą takimi samymi ludźmi jak są teraz. Przykładowo – Jacek w wieku siedemnastu lat marzy o jeżdżeniu na koncerty rockowe i seksie z przypadkowo napotkanymi dziewczętami. Te marzenia mają się nijak do marzeń statecznego dentysty, męża i ojca dwóch córek którym niebawem się stanie. I znowu – marzenia statecznego dentysty o podróży z rodziną dookoła świata mają się nijak do ostatniego etapu jego życia – etapu samotnego wdowca, którego dwie dorosłe córki wyjechały za granicę. Kiedyś pragnął by szaleć na koncertach rockowych, teraz źródłem szczęścia i równowagi ducha jest dla niego… przydomowy ogródek.

Mimo to większość z nas spogląda na całe swoje życie z perspektywy tego, kim jest TERAZ. I z tej perspektywy niejednokrotnie je ocenia, wiele sobie zarzucając. To również jest kwestia pewnej wiary, która nas cechuje – wiary w nieprzemijanie.

Tymczasem wierząc w nieprzemijanie budujemy zamki na piasku. Wszystko przemija i wszystko jest nietrwałe. My również się zmieniamy. Jak można posłuchać w piosence Sidneya Polaka:

„Popatrz jak wszystko szybko się zmienia (…) coś jest, a później tego nie ma. Nic nie trwa wiecznie, niebezpiecznie jest wierzyć, że coś trwa wiecznie”.

Łukasz Henel

Prawa autorskie

Wszelkie materiały (w szczególności: artykuły, opowiadania, eseje, wywiady, zdjęcia) zamieszczone w niniejszym Portalu chronione są przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. o ochronie baz danych. Jakiekolwiek ich wykorzystywanie poza przewidzianymi przez przepisy prawa wyjątkami, w szczególności dozwolonym użytkiem osobistym, jest zabronione.

1 Komentarz

  1. Trzeba czasem nie wierzyć by wierzyć i wierzyć by nie wierzyć. Nie znam ludzi całkowicie wierzących lub całe życie nie wierzących. ale to chyba normalne …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.