Filozofia przy piwie – o buncie, narkotykach i akceptacji…

Dzisiaj dla odmiany umówiłem się na wywiad nie z zawodowym filozofem, ale dziewczyną, której filozofia życiowa to efekt wielu doświadczeń jakie przeszła w ciągu swego młodego życia.

Dziękuje, że zgodziłaś się na spotkanie. Niewiele osób chce mówić o tym co w swoim życiu przeszło. Zwykle boją się, że będą oceniani przez ludzi.

Ależ ja też się boję. Dlatego przecież chce pozostać anonimowa. Nie chcę, by ktoś z moich nowych znajomych dowiedział się, że byłam narkomanką. Nie jest mi to do potrzebne do szczęścia.

Jak to? Nie jesteś w stanie zaufać nawet swoim znajomym i powiedzieć im prawdę o sobie?

Dokładnie, mówię o znajomych. Co innego przyjaciele. Mam ich naprawdę niewielu. Ci wiedzą o mnie chyba nawet więcej niż ja sama. Mam przyjaciółkę, która była ze mną przez te wszystkie lata. Mądra dziewczyna. Ciągle mówiła mi gdzie popełniam błędy. Ale gdy ja kiwałam głową i mówiłam, że rozumiem, że już teraz będzie lepiej, a potem znowu wpadałam w tarapaty – ona znowu cierpliwie tłumaczyła, słuchała i wspierała. Nigdy mnie nie oceniała. Teraz to naprawdę doceniam.

Przejdźmy do początków Twojej historii…

Historia zaczęła się jak jedna z wielu historii młodych nastolatek. Brak zrozumienia w domu, brak komunikacji, brak czasu. I mój typowy bunt. Wszystko co rodzice mi kazali, ja musiałam zrobić na opak. Nawet nie wiedziałam czemu to robiłam. Czułam złość ale i też dziką satysfakcję, że mogę dopiec swoim rodzicom. Wie Pan, taki okres w życiu kiedy rodzie są „Starymi”, „Zgredami”, kiedy marzy się o tym, by znaleźć jakieś potwierdzenie, że nie jest się ich prawdziwą córką, a Ci prawdziwi rodzice są gdzieś niedaleko, są idealni i na wszystko pomagają. Zaczynało się ostre oranie psychiki. Nikt mi w tym nie pomagał. Budowałam swoją fantazję o idealnym życiu. O tym, że jak tylko skończę 18 lat, to poznam księcia z bajki i zostawię to wszystko w d…. Będę miała święty spokój i życie jak w bajce, u boku przystojnego i kochanego faceta.

Jednak Twoje marzenia nie miały za bardzo odzwierciedlenia w rzeczywistości?

Jak człowiek żyje samymi wyobrażeniami i fantazjami, to traci kontakt z rzeczywistością. Nawet jak czułam się podle, gdy dotykałam dna, cały czas wmawiałam sobie, że przyjdzie taki dzień kiedy wszystko się zmieni. A było wręcz odwrotnie. Ludzie są jak magnesy. Tyle, że nie przyciągają zupełnie innych osób, a zawsze podobieństwa. Zagubienie przyciąga zagubienie. Frustracja przyciąga inną frustrację. Bunt przyciąga jeszcze większy bunt….

I Ty taki właśnie przyciągnęłaś…

W wieku 15 lat zamiast skupiać się na wynikach w nauce, zamiast cieszyć się życiem jako nastolatka, której teoretycznie nic nie brakuje, ja w swojej głowie kreowałam swoją przyszłość u boku księcia z bajki, który miałby mnie wybawić z koszmaru, który miałam w domu. Szybko moje wyobrażenia zaczęłam przekładać na czyny. Byłam jak na swój wiek dość cwana. Wiedziałam co zrobić, żeby osiągnąć swój cel. Robiłam sobie mocny makijaż dodający mi lat, ubierałam się skąpo, a następnie wybierałam się na całonocna imprezę w klubie. Tam zaczęłam szukać tego jedynego. Oczywiście robiłam to wynajdując sobie alibi u rodziców. Mimo, że każda nasza rozmowa kończyła się kłótnia, wiedziałam też, że nie mogę za bardzo przeginać. Wtedy mój plan by się nie powiódł. Więc szłam do koleżanki na noc, by pouczyć się do klasówki, a tak naprawdę znajdowałam się w klubie. Do dzisiaj się zastanawiam jakim cudem mnie tam wpuszczali. Nawet nigdy nie spytali się mnie o dowód osobisty.

Przyszła w końcu taka noc, kiedy znalazłaś tego jedynego

Tak, ale wcześniej oczywiście szlifowałam swój podryw. Chyba nigdy nie zdarzyło mi się płacić za drinka z własnej kieszeni. Zawsze swoim wzrokiem przyciągałam kogoś, kto chętnie stawiał mi to co chciałam. Za takie drobne sponsorowanie, odwzajemniałam się co najmniej „przelizaniem” w łazience. Na szczęście trzymał mnie jeszcze wewnętrzny romantyzm, bo pewnie to właśnie tam też straciła swoje dziewictwo.

Aż którejś nocy pojawił się on. Był zupełnie inny, od tych wszystkich śliniących się do mnie facetów, którzy byli strasznie naiwni wierząc, że mam 20 lat i jestem na pierwszym roku dziennikarstwa. Zachwycił mnie swoją niedostępnością, łobuzerstwem w oku, totalnym luzem w sposobie bycia. Tak jak wcześniej powiedziałam: bunt przyciąga bunt. Chociaż z nim na początku tak nie było. Nie będę już mówiła o szczegółach, ale ostatecznie zwrócił na mnie uwagę. A nawet jak mi często mówił: zakochał się we mnie na zabój.

To z nim przeżyłam swój pierwszy raz. To z nim mogłam podbijać świat, chodzić na wszystkie imprezy, jeździć szybko motocyklem. W końcu czułam się ważna. Na jaki pomysł by nie wpadł, ja zawsze byłam za.

Czyli to on namówił Cię do pierwszych eksperymentów z narkotykami?

Bawiliśmy się wtedy w jednym z klubów. Nie mam pojęcia w jaki sposób moi rodzice wierzyli w to, że chodzę cały czas się uczyć. Byli tak zajęci sobą, że nie dostrzegali moich wagarów, gorszych ocen, uwag…. Ale wracając do pytania.

To było podczas imprezy. Jak zwykle podał mi drinka, ale tym razem wsunął do dłoni coś jeszcze. To była moja pierwsza tabletka ecstasy. Dostałam Powera. Tańczyłam bez utraty tchu, jakby ktoś właśnie włożył mi nowe akumulatorki. Potem kochaliśmy się na dachu jego bloku. Czułam się jakbym grała ważną rolę w romantycznym filmie. Szkoda, że nie widziałam siebie wtedy z trzeźwego punktu widzenia. Naćpana, pijana, uprawiała seks ze swoim księciem z bajki. On nawet dobrze nie zdjął spodni, a mi jedynie ściągnął majtki. Dla mnie to był szczyt miłości. Ja byłam jego, on był mój. Wtedy myślałam, że właśnie tak wygląda prawdziwa miłość. Silne emocje, życie na krawędzi, seks i uzależnienie od siebie.

Co było dalej?

Później? Im było bardziej na krawędzi, tym było lepiej. Przestałam już mówić swoim rodzicom, że chodzę uczyć się do koleżanki. Mówiłam im prosto w twarz, że ich nienawidzę, nie chcę ich znać. Grozili szlabanami, że mnie wyślą do szkoły z internatem. Jednak czułam się bardzo pewna siebie. Wiedziałam, że tego nie zrobią.

Zwrot akcji nastąpił, gdy po pewnym czasie zaczęłam się źle czuć. Wtedy eksperymentowałam z różnymi środkami. Więc nie było to dla mnie na początku niepokojące, że po całonocnej balandze idę do toalety zwrócić z siebie całą zawartość. Dopiero podczas rozmowy z jedną koleżanką, przyszło mi do głowy, że mogę być w ciąży. Oczywiście moja reakcja początkowa to strach, a wręcz panika. Ale później poukładałam sobie w głowie, że to świetna wiadomość. Nic tak nie cementuje związku jak wspólne dziecko! W końcu mogliśmy mieć powód by być razem.

Reakcja mojego chłopaka mnie zabiła. Po raz pierwszy uderzył mnie w twarz. Patrzył na mnie z pogardą. Czułam się, że to jest moja wina. Nakrzyczał tylko, że jestem zdzirą i na pewno doprawiałam mu rogi. Bo to nie jego dziecko i nie ma zamiaru brać odpowiedzialności za obcego bachora. Nie pomogły płacz, tłumaczenia, przyrzeczenia, teksty o teście DNA. Teraz wiem, że nie mogłam się po takim człowieku spodziewać innej reakcji.

Ale to nie był jedyny cios?

Wtedy wróciłam do domu naprawdę rozbita. Wtedy naprawdę chciałam poszukać w rodzicach sprzymierzeńców. Zapłakana przyznałam się do ciąży. Dostałam w twarz od swojej matki. W ciągu jednego dnia, zostałam całkowicie sama. Rodzice szybko załatwili ginekologa, który zrobił co trzeba. Wciskali mi na siłę różne proszki na uspokojenie, bym nie musiała myśleć o tym, co właśnie ze mną robią. Po kilku dniach od zabiegu, siedziałam już w aucie. Ojciec wywoził mnie do starej ciotki pod zachodnią granicą. Już wtedy siedziałam zamknięta w sobie z jedyną obietnicą na ustach – nigdy ich więcej nie zobaczyć i jak najszybciej uciec z tego koszmarnego miejsca.

Byłaś nastolatką, ale nie mogę się nadziwić Twojego zdeterminowania. Wielu młodych ludzi uległoby w końcu presji dorosłych i by się podporządkowało.

To przez to, że zawsze uchodziłam za osobę upartą. A wtedy jeszcze walczyłam z moimi rodzicami na śmierć i życie. Byli moimi wrogami numer jeden. Szczególnie po tym, jak się na nich zawiodłam, gdy potrzebowałam ich najbardziej. Fakt narozrabiałam wtedy bardzo, ale jednak wróciłam z podkulonym ogonem chcąc podjąć rozejm. Niestety otrzymałam kolejny nokaut. To przekreśliło ich w moich oczach jako rodziców. Dotarła do mnie informacja zwrotna, że nikomu nie jestem potrzebna, nikt mnie nie chce. Wiedziałam, że mogę liczyć już tylko na siebie.

Nieco mądrzejsza o pewne doświadczenia, postanowiłam zaplanować swoją ucieczkę od ciotki w taki sposób, żebym nie trafiła jeszcze gorzej. Jeszcze nie wiedziałam wtedy, że sama na siebie szykuję piekło. Przez Internet poznałam kolejnego chłopaka. Ponownie sprawdziła się zasada, bunt przyciąga bunt. Po kilku tygodniach pisania stwierdził, że zapewni mi metę do spania, że się mną zaopiekuje i będzie kochał do końca życia. Byłam tak złakniona jakiejkolwiek miłości, że te śmieszne obietnice okazały się dla mnie wystarczającym impulsem, by uciec.

W taki sposób znalazłaś się w Niemczech?

Spotkaliśmy się pod granicą. Nie wiem jakim cudem mnie przewiózł przez granicę, skoro nie miałam nawet paszportu. To znaczy pokazywał jakieś dokumenty, coś tam dawał strażnikowi. Nie wnikałam. To był kolejny czarodziej od załatwiania niemożliwych spraw. Zaprosił mnie do swojego mieszkania w Berlinie. To był pokój, w którym chyba nie było żadnego wolnego metra kwadratowego. Wszędzie różne butelki, niedopałki, ubrania, gazety. Poczułam się trochę nieswojo, ale stwierdziłam, że urządzę nam tu gniazdko. Jeszcze wtedy miałam jakieś poczucie estetyki, dążenie do stworzenia czegoś normalnego.

Jeszcze tego samego dnia wylądowaliśmy na jakiejś imprezie u jego znajomych. Nawet w Polsce nie widziałam tak szemranego towarzystwa. Tym razem spróbowałam czegoś zupełnie innego. Dali mi do zapalenia Brown sugar. Miałam wrażenie, że wszystko wokół mnie dzieje się w zwolnionym tempie. W końcu poczułam upragniony luz, którego brakowało mi od długiego czasu. Ostatnio tylko albo się speedowałam, albo ciągle zżerał mnie stres od środka.

To był ostatnio stopień do tego, bym nie mogła już żyć bez heroiny i innych używek. Przez pierwsze miesiące układ był prosty. W ciągu dnia dbałam o dom, a w nocy dbałam o to, by mój chłopak był zadowolony. Chyba nigdy nie uprawiałam tak perwersyjnego seksu jak wtedy. Niewiele też z tego pamiętam, ponieważ wieczorami zwykle albo coś zapalałam, albo miałam coś w żyłach. Jednak po pewnym czasie zaczęło się między nami psuć. Słyszałam coraz częściej, że nic nie robię. Byłam karana na początku słownie, a potem już przez bicie.

Zgadzałaś się na przemoc fizyczną???

Brzmi absurdalnie prawda? Ale jeśli młoda dziewczyna pragnie miłości, nie wie jak ona wygląda, to wmawia sobie, że każde słowa Kocham Cię po wcześniejszym szarpnięciu lub rzuceniu o ścianę jest jak balsam na cierpienie, które przecież przez całe życie kojarzyło się z tym uczuciem. Bo przecież mnie za każdym razem przepraszał i się zarzekał. A ja wierzyłam, że się zmieni i uwierzyłam, że właśnie tak wygląda miłość.

Ale to nie wszystko. Podświadomie wiedziałam, że to właśnie on zapewni mi zawsze chociaż jedną porcję heroiny, kiedy już mnie dopadnie głód.

Na początku znęcał się nade mną psychicznie. Uwielbiał patrzeć jak się kajam i błagam go wręcz na kolanach o to, by coś mi dał. Cokolwiek. To już była gra psychologiczna w Pana i Niewolnicę. To było już coś dużo gorszego niż patologia. Po wielu godzinach błaganiach ostatecznie dostawałam czego chciałam. On miał dziką satysfakcję, że ma nade mną kompletną władzę. A ja cieszyłam się, że zaspokoję swój głód.

Na szczęście nie trwało to długo…

Po prawie roku czasu, ktoś nasłał na jego mieszkanie policję. On poszedł siedzieć za posiadanie narkotyków, a ja? Dowiedziałam się, że byłam uznana za zaginioną. Rodzicom nawet nie przyszło do głowy szukać mnie za granicą. Wyszło to podczas przeszukania mieszkania. Byłam już wtedy w takim stanie, że zawinęli mnie do szpitala psychiatrycznego. Izolatka, pasy, białe ściany, ciągłe zmęczenie, ból, pragnienie by coś dostać. Chciałam się zabić. Zabić, albo zdobyć chociaż jedną działkę. Próbowałam podciąć sobie żyły ukradzionym nożem ze stołówki. Odratowali mnie. Wróciłam do punktu wyjścia.

To musiał być dla Ciebie koszmar

To nie był koszmar. To była pokuta. Koszmarem byłoby, gdybym teraz siedziała w jakieś swojej kanciapie i nadal brała. Albo gdybym przedawkowała w jakimś obskurnym klubie. Nie chcę tu za długo opowiadać jak dochodziłam do siebie. Ile razy się jeszcze buntowałam. To była druga i męcząca droga. Za każdy miesiąc brania pokutowałam rok ze swojego życia. Na początku się rzucałam i wszystkich nienawidziłam. Później coraz bardziej świadoma, sama podejmowałam decyzję o swoim powrocie do normalności, spokoju i harmonii.

Jestem czysta ponad 15 lat. Chociaż wiem, że da się z tego wyjść, to nikomu nie życzę, żeby w ogóle wpadł w takie bagno.

Gdybyś miała krótko podsumować swoją historię. Jakbyś miała przestrzec innych przed takimi doświadczeniami?

Nie będę ostrzegać dzieci i młodzieży. One mają siano w głowie. W tym czasie są za nich odpowiedzialni rodzice. Brak komunikacji, zrozumienia to jest całkiem normalne. Ale brak okazywania miłości i budowanie w dziecku braku poczucia własnej wartości to najgorsza rzecz, jaka cały czas jest zasiewana w wielu rodzinach. Teraz już wiem, że żebrałam o miłość, której nie dostawałam w domu. Teoretycznie rodzice mnie kochali, bo zapewniali mi wszystkie dobra materialne. Ale nie czułam ich ciepła, bliskości. Musiałam przynosić dobre oceny, by byli ze mnie zadowoleni. Taka miłość warunkowa: Postępuj tak jak Ci każemy, a będzie wszystko dobrze. Gdy nas nie słuchasz, nie chcemy mieć z Tobą nic wspólnego.

Jaka była najtrudniejsza rzecz w powrocie do Twojego zdrowia?

Na początku wydawało mi się, że najtrudniej będzie zapomnieć o tym, co mnie najsilniej uzależniało psychicznie i fizycznie. Jednak po kilku latach dotarła do mnie kolejna przeszkoda. Musiałam wybaczyć swoim rodzicom za to co mi zrobili. Musiałam, bo inaczej przeszłość cały czas by się za mną wlekła. W końcu poczułam upragniony spokój. Zaakceptowałam siebie taką jaką jestem. Teraz wiem, że miłości nie szuka się na zewnątrz. Miłość sama przychodzi, gdy potrafimy pokochać samych siebie i być dla siebie życzliwi. Ale taką wartość młodym ludziom powinni przekazywać ich rodzice. Bo skąd one mogłyby to wiedzieć?

Dziękuję za rozmowę

Dziękuję i życzę Wszystkim spokoju i cieplejszych relacji z bliskimi. To jest naprawdę bardzo ważne.

Prawa autorskie

Wszelkie materiały (w szczególności: artykuły, opowiadania, eseje, wywiady, zdjęcia) zamieszczone w niniejszym Portalu chronione są przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. o ochronie baz danych. Jakiekolwiek ich wykorzystywanie poza przewidzianymi przez przepisy prawa wyjątkami, w szczególności dozwolonym użytkiem osobistym, jest zabronione.
O Marek Falkowski 663 artykuły
Marek Falkowski – Specialist in the field of new technologies and IT security. Author of numerous opinion-forming articles about politics, business and technology. In his daily life he implements IT solutions for the public administration. Expert in the field of data protection with particular focus on personal data and classified information.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.