Dlaczego jestem za likwidacją Straży Miejskiej?

Myślałem już, że ktoś zrobił mi głupi kawał. Dostałem zdjęcie krajobrazu z Marsa. Ale co na Marsie robi mój samochód? Chwileczkę… wszystko jasne. To „teren zielony” według Straży Miejskiej.

Wyjaśnienia nie przynoszą oczywiście żadnego skutku. Tłumaczę, że zaparkowałem tylko na chwilę, bo chciałem wejść do apteki. Jest listopad i w tym miejscu od lat nie ma krzty roślinności. Strażniczka obrusza się, jakbym zaparkował co najmniej pośrodku Biebrzańskiego Parku Narodowego. Upiera się, że gdyby nie tacy kierowcy jak ja, to zamiast marsjańskiego krajobrazu w tym właśnie miejscu byłoby zielono, nawet w listopadzie. W końcu ucina rozmowę stwierdzeniem, że ze Strażą jeszcze nikt nie wygrał ale jeśli chcę, to mogę wybrać sprawę w sądzie.

Wychodzę zdenerwowany z tego ich biura i mijam długą kolejkę pokornych petentów wezwanych „do wyjaśnienia”. Drałuję na piechotę dobre dwa kilometry na zapomniany, dziki parking, gdzie cudem udało mi się znaleźć miejsce do parkowania. Zastanawiam się w duchu, kiedy Straż Miejsca dowie się o tym miejscu i wymusi postawienie zakazu pod jakimś pretekstem. Czyli jak oni to nazywają „uszczelni strefę”. Bo przecież dla Straży i dla Miasta lepiej jest, jeśli nie ma gdzie parkować.

Tymczasem pod sklepem monopolowym dokazuje natrętny dziad. Upatrzył sobie dobre miejsce. Światła zatrzymują na chwilę pieszych, wtedy on może przypuścić swój atak i molestować wszystkich o drobne. Widać znajdują się tacy, którzy chcą dziada wspierać, bo tenże już po pół godziny znajduje się w stanie alkoholowego odjazdu. Tańczy po chodniku z uniesionymi rękami i wydziera się wniebogłosy. Kiedy na chwilę przestaje tańczyć znów ostentacyjnie chleje i żebrze o drobne.

Uwaga, nadchodzi patrol Straży Miejskiej. Miałem pojechać tramwajem ale nie jadę. Poczekam jeszcze kolejne dziesięć minut i zobaczę co się będzie działo. Od dłuższego czasu nie wrzucałem niczego ma mydrea.ms. Może będzie o czym napisać, może Straż Miejsca jakoś się zrehabilituje, na przykład empatyczną interwencją wobec pomyleńca. Tym bardziej, że trudno go nie dostrzec, swoją osobowością zajmuje cały chodnik. Teraz w prawej butelce trzyma tanie piwo, po długiej brodzie ścieka mu ślina, jednocześnie wykonuje taniec kozacki drąc się z całych sił „hej, hej sokoły!”.

Tymczasem patrol Straży mija go jak powietrze. Dziad nie przejmuje się nimi, a oni nim. Zupełnie jakby należeli do dwóch, nieprzenikających się, alternatywnych rzeczywistości.

Patrol ma natomiast inne zadanie. Chowają się za rogiem wykorzystując naturalną osłonę jaką dodatkowo zapewnia im blaszana skrzynia z urządzeniami elektrycznymi. Zastawiają sidła. Przepuszczam kolejny tramwaj, jestem ciekawy, czy upolują jakieś ofiary. Oczywiście na wynik „polowania” nie trzeba długo czekać! Najpierw łapie się matka z wózkiem, potem jakiś wypłosz o wyglądzie studenta pierwszego roku informatyki. Przechodzenie na czerwonym! Sprowadzenie zagrożenia w ruchu! Narażenie życia swojego oraz innych! Narażenie na uszkodzenie mienia wysokiej wartości! Dzielny patrol wyłapuje swoje ofiary, funkcjonariusze z triumfalnymi uśmiechami wydobywają te swoje bloczki do wypisywania mandatów, a dziad wydobywa swoją fujarę i obficie zrasza mur pod monopolowym. Wszystko zdaje się tworzyć jakąś spójną, harmonijną, doskonałą całość. Nikt nikomu nie wchodzi w paradę, wszyscy są zadowoleni, no może za wyjątkiem matki z wózkiem, studenta i jeszcze paru innych którzy się spieszyli, ale oni najwyraźniej się nie liczą.

Hu-hu, chuchają w zmarznięte dłonie Strażnicy. Zimno dzisiaj. Wypisali już parę mandacików, można się zbierać. Jeszcze tylko papierosek na rozgrzewkę. Najważniejsze, że norma dzienna jest spełniona. Ze ściągalnością też nie powinno być problemu. Student i matka z wózkiem powinni zapłacić w terminie, zrobią to by uniknąć kłopotów. Mandaty wypisane, a w mieście bez zmian.

Prawa autorskie

Wszelkie materiały (w szczególności: artykuły, opowiadania, eseje, wywiady, zdjęcia) zamieszczone w niniejszym Portalu chronione są przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. o ochronie baz danych. Jakiekolwiek ich wykorzystywanie poza przewidzianymi przez przepisy prawa wyjątkami, w szczególności dozwolonym użytkiem osobistym, jest zabronione.
O Marek Falkowski 663 artykuły
Marek Falkowski – Specialist in the field of new technologies and IT security. Author of numerous opinion-forming articles about politics, business and technology. In his daily life he implements IT solutions for the public administration. Expert in the field of data protection with particular focus on personal data and classified information.

11 Komentarze

  1. No do chuja ! Najlepiej zlikwidować policję, straż miejską i uzbroić społeczeństwo w broń a niech sami sobie radzą !

  2. Koło mojego bloku jest miejsce gdzie ludzie sprzedają warzywa i owoce, jajka … Oczywiście na placyku jest tablica „zakaz handlu”. I wiecie co ? Kilka razy widziałem jak strażnicy miejscy kupują tam marchewkę, buraki i kartofle. Straż Miejska to też ludzie.

  3. Szkoda, że nie sfilmowałeś ich zachowania wobec pijanego ,zakłócającego porządek publiczny, takie zachowanie warto by było dokumentować

  4. Wszystko prawda co Pan pisze. Straż Miejska w mieście jest tylko po to żeby wypisywać mandaty. Czaja się za rogiem i polują. Też jestem ofiarą tych panów ale moja sprawę rozstrzygnie sąd.

  5. Zamiast sponsorować Straż Miejską dofinansujmy Policję! Niech będzie więcej patroli policyjnych na ulicach. Policja ma większe uprawnienia i działa skuteczniej.

  6. Cała prawda. Wypisują tylko mandaty zamiast patrolować ciemne zaułki i dbać by zwykli ludzie czuli się bezpiecznie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.