Dla miłości zrobię wszystko

– Znowu jesz? – Mikołaj spojrzał na swoją dziewczynę z wyraźnym niesmakiem.

Maryśka spojrzała na niego lekko wystraszona. Z ciężkim sercem przeżuła kęs słodkiej drożdżówki, który miała już w ustach.

– Masz rację – nie patrząc swojemu chłopakowi prosto w oczy zawinęła resztę przysmaku i wcisnęła do torby.

– Wywal to, bo jeszcze będzie Cię kusiło – Mężczyzna pokręcił głową.

– Dam kaczkom, albo pokruszę gołębio, obiecuję – czuła się jakby była przyłapana na gorącym uczynku za czasów swojego dzieciństwa.

– Masz rację. Obiecałam Tobie… to znaczy sobie, że osiągnę rozmiar 38 – Marysia próbowała załagodzić sytuację. Bała się braku cierpliwości ze strony swojego chłopaka. Nie chciała go stracić.

– No już dobrze. Ale pilnuj się bardziej. Wiesz ile taka drożdżówka ma kalorii? Pamiętaj o dzisiejszym bieganiu. Mam nadzieję, że dzisiaj pójdzie Ci lepiej, niż ostatnio.

Bieganie w ubiegłym tygodniu, rzeczywiście nie poszło jej dobrze. Żeby nie mówić, wręcz tragicznie. Po niecałym kilometrze myślała, że wyzionie ducha. Całkowicie ją zemdliło. Wracała jak pies z podkulonym ogonem – winna za swoją kiepską formę. Tamten dzień był owiany milczeniem. Wymownym milczeniem, bo nie dała rady. Była przerażona na dzisiejszą powtórkę z jej męki. Ale obiecała sobie, na znalezienie choćby resztek siły, by jej chłopak był w końcu z niej dumny.

Na kilkanaście minut przed treningiem, poczuła skurcz żołądka. Miała wrażenie, że zaraz zwymiotuje. Starała się ze wszystkich sił uspokoić. Da radę. Cho9ćby miała po drodze zemdleć kilka razy. Zacisnąć zęby, wylać z siebie siódme poty – musi dać radę. Pokaże swojemu chłopakowi na co ją stać.

– Gotowa? – Mikołaj spojrzał na dziewczynę z zaciekawieniem.

– Gotowa – Marysia kiwnęła głową.

– Dobra, to ja tu czekam ze stoperem.

Marysia przymknęła oczy. Myślała tylko o ty, by spokojnie przebiec te przeklęte kółko, krok za krokiem. Dziś obrała zupełnie inną strategię. Postanowiła nie biec na cza, ale w ogóle przebiec zaplanowany dystans. Okrążenie liczyło dwa kilometry. Już po około dwustu metrach poczuła jak gorąco uderza jej w okolicach skroni. Serce waliło jak szalone. Zacisnęła zęby, przesuwała się z powolną prędkością. Miała wrażenie, że stoi w miejscu. Przymknęła na chwilę oczy. Zaczęła rozmawiać ze sobą w myślach. „Policzę sto kroków. Na pewno będę już bliżej do celu, niż teraz. Raz, dwa, trzy, uspokój się, myśl o Mikołaju, cztery, pięć, dasz radę, chcesz być szczupła dla niego. Kochasz go, więc to zrobisz, sześć, siedem….”

W połowie drogi poczuła, jak jej ciało oblewa zimny pot, robi się ciemno przed oczami.

– Nic Pani nie jest? – spojrzała przed siebie. Widziała niebieskie niebo, a na jego tle pochylała się zatroskana głowa dojrzałej kobiety.

– Muszę biec dalej! – Marysia próbowała zerwać się na równe nogi, ale ich w ogóle nie czuła. Rozpłakała się. Teraz Mikołaj na pewno ją rzuci, zostawi dla ładniejszej i chudszej.

– Poczekaj, gdzie chcesz biec? Chorujesz na coś? Bierzesz jakieś leki? Może jednak wezwać karetkę pogotowia?

Kobieta patrzyła na Marysię ze strachem, że dziewczynie może dolegać coś poważnego.

– Dziękuję, ale muszę jak najszybciej się wziąć w garść. To nic strasznego. Po prostu dawno nie biegałam – Marysia zaczęła uspokajać nieznajomą. Było jej głupio, że robi komuś kłopot.

– Przepraszam muszę iść. Muszę koniecznie dokończyć to okrążenie.

Dziewczyna resztką siła wstała i powlokła się przed siebie. Zbita z tropu kobieta przyglądała się jak Marysia oddalała się od miejsca, w którym zemdlała. Pokręciła z niedowierzaniem głową i ruszyła w swoją stronę.

– No nareszcie jesteś! – Mikołaj czekał cały czas na tej samej ławce, na której usiadł zaraz po jej starcie.

– Już miałem sobie iść – Marysia na te słowa zbystrzała.

– Jak to, a jakby coś mi się stało? – spytała.

– Co mogłoby Ci się stać? Chyba jedynie byś nie wytrzymała i poszła sobie na drożdżówkę – odburknął Mikołaj.

Marysi zrobiło się przykro. Gdzieś w głębi serca liczyła na kilka słów „jestem z Ciebie dumny”. Widocznie jeszcze na takie sobie nie zasłużyła.

Mikołaj odprowadził dziewczynę pod dom. Na do widzenia nawet jej nie przytulił, tylko rzucił:

– Pamiętaj, by nic dzisiaj nie jeść. Jutro spróbuj wytrzymać na trzech jabłkach. Trochę trzeba przyspieszyć to Twoje odchudzanie. Inaczej przez całe życie nie zrzucisz nawet kilograma.

– Dobrze – odpowiedziała ze spuszczoną głową.

Weszła zrezygnowana do swojego pokoju. Nie miała ochoty widzieć się z nikim z domowników. Nie wiedziała co ze sobą zrobić. Z jednej strony nie miała na nic siły – z drugiej, chciała jak najszybciej schudnąć.

Ostatnio Mikołaj stał się dla niej bardzo wymagający, przez co relacje się mocno oziębły. Chciała zrobić wszystko, by było jak dawniej. Zawsze była pulchniejsza. Wcześniej jakoś Mikołajowi to nie przeszkadzało, przynajmniej aż tak bardzo jak teraz. Zdarzały mu się uszczypliwe uwagi na temat jej wyglądu lub miłości do jedzenia. Ale od pewnego czasu skupiał się wyłącznie na jej tuszy. Czasami miała dość. Odzywała się w niej próba bronienia swojego zdania. Gdy jednak tylko stawała przed lustrem, natychmiast przyznawała my w myślach rację. Czuła do siebie obrzydzenie.

Im bardziej o tym myślała, tym większego łapała doła.

– Sięgnę tylko po jedną kostkę czekolady – pomyślała.

– Przecież i tak zaraz zacznę ćwiczyć brzuszki. Jedna kostka czekolady – 100 brzuszków, to i tak chyba wyjdzie bilans ujemny. A przecież skądś muszę wciąć energię na trening.

Tok myślenia Marysi stał się coraz bardziej zawiły. Chociaż i tak zmierzał tylko do jednego. Po chwili Marysia siedziała już nad swoją skrzyneczką ze słodyczami, którą zawsze zostawiała i uzupełniała na czarną godzinę. Nim się obejrzała, dwie tabliczki słodkich czekoladek miała już w żołądku. Od rana prawie nic nie jadła. Oczywiście poza kęsem drożdżówki, który zdążyła chwycić zanim Mikołaj ją na tym przyłapał.

Spojrzała na dwa pogniecione sreberka leżące na jej kolanach. Rozpłakała się. Ogarnęły ją niesamowite wyrzuty sumienia.

– Co ja najlepszego zrobiłam?! – Rozpłakała się jeszcze bardziej.

– Muszę to natychmiast zwymiotować.

Poszła w kierunku toalety.

Wisząc nad muszlą klozetową, kompletnie nie wiedziała, jak się ma za to zabrać. Tak bardzo nie lubiła jakichkolwiek sensacji żołądkowych. Zrobiło się jej słabo. Ile jest jeszcze zdolna znieść rzeczy, żeby przypodobać się swojemu chłopakowi?

Wpadła na szalony pomysł. Ona zrobi to wszystko dla niego – schudnie! Ale wybierze się do dietetyka, zapisze się na obóz dla otyłych. Teraz. Teraz musi my to powiedzieć. Żeby dał jej jeszcze jedną szansę, zmotywował, zaufał i przede wszystkim utwierdził ją w przekonaniu, że to co planuje jest rozsądne.

W ciągu pół godziny znalazła się pod mieszkaniem swojego chłopaka. Było już całkiem późno, ale miała na koncie spory spacer, co też mogła z powodzeniem zaliczyć do bilansu obniżającego kalorie. Zapukała cichutko w drzwi. Widziała z ulicy, że jest w środku. Cisza. Zapukała nieco głośniej. Zmarszczyła brwi. Może ma słuchawki na uszach i jej po prostu nie słyszy? Nacisnęła delikatnie na klamkę. Przeszła przez zaciemniony korytarz w kierunku pokoju, w którym było zapalone światło. Stanęła w progu pomieszczenia. Jej oczy otworzyły się jeszcze szerzej. Na łóżku siedział jej chłopak, który bawił się włosami opierającej się o jego kolana, dziewczyny. Patrzyli sobie głęboko w oczy i nawet nie zauważyli jej obecności.

– Czy… czy ja Wam nie przeszkadzam? – Maria ledwo wydusiła z siebie te słowa.

Mikołaj wzdrygnął się, ale po chwili przybrał kamienny wyraz twarzy.

– Co Ty tu robisz? – Wycedził z wyrzutem.

– Co ja tu robię? Kim ona jest? – dziewczyna zaciskała wargi, by ostatkiem sił powstrzymać się od płaczu.

– Tylko nie ona! – Wtrąciła nieznajoma, przy okazji wywracając teatralnie oczami.

– Zresztą dobrze, że przyszłaś. Zakończy to raz na zawsze – Mikołaj oschło odezwał się w kierunku Marysi.

Oszołomionej dziewczynie przyszła myśl, że Mikołaj jakoś to wszystko wyjaśni.

– Maria, to koniec. Spotykam się z Anią od jakiegoś czasu. To co było między nami i tak nie ma już sensu.

– Jak to koniec? Nie rozumiem. Jak to spotykasz się z nią od dawna? – Marysia patrzyła na oboje z rosnącym niedowierzaniem.

– Tylko nie żadną „nią” – wtrąciła nowo poznana dziewczyna.

– To po co to wszystko było? Po co chciałeś, żebym zaczęła się odchudzać? Po co mówiłeś mi, że jeśli schudnę, zadbam o siebie, to nasza przyszłość….że może nawet mi się oświadczysz?!

– Nie histeryzuj! Uspokój się. Lepiej popatrz na siebie. Wszędzie Ci coś wisi. Nawet w mini spódniczce, w którą się odstroiłaś dla mnie, wyglądałaś jak worek! A oświadczyny? To taka lekka motywacja. Ale nawet to nie zadziałało. Zawsze będziesz gruba! –

– Przyszłam Ci powiedzieć właśnie, że…. – Marysia rozpłakała się i wybiegła z jego mieszkania.

Nigdy nie czuła się bardziej upokorzona. Powiedział jej takie słowa, które będą jej dudnić chyba do końca dni. Chciała jak najszybciej zniknąć, umrzeć, zapaść się pod ziemię. Miała wrażenie, że teraz jej świat cały się rozpadł na malutkie kawałki. Nie wiedziała, co ze sobą zrobić.

Przepłakała całą noc. Na szczęście były wakacje od zajęć na uczelni, więc gdy sen przyszedł dopiero nad ranem, nie musiała się martwić budzikiem. Wstała dopiero około 11 godziny. Zapuchnięte od płaczu oczy, rozmazany makijaż i podłe uczucie, że wszystko już się skończyło.

Przez kilka dni, nawet nie wiedziała jak funkcjonuje. W domu powiedziała, że rozstała się z Mikołajem, a właściwie, że to on ją rzucił. Nie spotkała się z żadnym wyrazem współczucia, a jedynie krótkim zdaniem ze strony ojca –„To dobrze, to i tak nie był chłopak dla Ciebie”. Jak oni nic nie rozumieli. Jak byli dalecy od tego, co właśnie przeżywa. Gdyby nie jej tusza, to na pewno nigdy by jej nie zdradził, to byliby szczęśliwi.

Po tygodniu Marysia zebrała się w sobie, by wyjść z domu. Chcąc się chyba jeszcze bardziej dobić, wybrała się w miejsce, w którym miała biegać. Miała w głowie plan, że jeszcze będzie tutaj biegała, schudnie, a może nawet odzyska Mikołaja. Przecież on jeszcze nie tak dawno mówił jej, że bardzo ją kocha, słodził jej. Jedyną przeszkodą był, za duży rozmiar dziewczyny.

Gdy przechodziła wzdłuż tej trasy, którą biegła, a właściwie próbowała biec ostatnim razem, a łzy leciały jej po policzkach, zaczepiła ją kobieta.

– Przepraszam, Pani znowu źle się czuje? – spytała się z troską.

Marysia wyrwana z amoku, nie wiedziała co ma odpowiedzieć. Rozpłakała się jeszcze bardziej.

– Usiądźmy na chwilę – Kobieta wzięła pod ramię dziewczynę i pociągnęła ją w kierunku stojącej przy alejce ławce. Od razu wyciągnęła z torby z zakupami butelkę wody i podała jej do picia.

Marysia napiła się, cały czas łkając.

– Dziecko co się dzieje? Już drugi raz widzę Cię tutaj w takim stanie, że nie wiem, czy wzywać pomoc – Kobieta patrzyła na Marysię z ogromnym niepokojem.

– Bo ja nie schudłam. Nie schudłam i on mnie zostawił – dziewczyna odezwała się przez łzy.

– Ale czemu miałaś schudnąć, kto Cię zostawił? – Kobieta dopytywała się.

– No bo, mi mówił, że jak schudnę, to się oświadczy. A teraz. Tydzień temu, go zobaczyłam z inną I on mi powiedział, że mam spojrzeć na siebie, że jestem gruba, że wyglądam, jakbym była ubrana we worek – Marysia rozpłakała się na całego.

Nieznajoma nic nie mówiąc sięgnęła po chusteczki i mocno przytuliła dziewczynę. Pozwoliła się jej wypłakać. A po wysmarkaniu całej paczki chusteczek, na spokojnie wysłuchała już mniej chaotycznej opowieści o Mikołaju, jego pomysłach na dietę i stawianych warunkach.

Zapadła chwila milczenia.

– Pani pewnie też tak uważa? Jestem gruba, do niczego. Sama sobie zasłużyłam na to, by być samotna.

– Wiesz moje dziecko. Jak kiedyś byłam mniej więcej w Twoim wieku, też miałam adoratora, który lubił ode mnie dużo wymagać. A ja zakochana w nim po uszy, słuchałam się jego wszystkich warunków. Na przykład uważał, że powinnam się malować, bo kobieta zawsze musi wyglądać o każdej porze idealnie. Nigdy tego nie lubiłam, ale dla niego postanowiłam robić wyjątek.

– I co? Oświadczył się? – Marysia dopytywała się z zaciekawieniem.

– Oczywiście, że nie. Oświadczył się, ale innej. Brzydkiej jak noc kobiecie, która wzięła go totalnie pod pantofel – kobieta roześmiała się na myśl o tym jak skończył, jej były adorator.

– Ale teraz mam wspaniałego męża, który akceptuje mnie taką jaką jestem, od dwudziestu lat. Oczywiście czasem podmaluję oko dla niego, ale wiem, że robię to bo ja mam ochotę, ale nie z powodu strachu, że mnie zostawi – Kobieta starała się tłumaczyć Marysi jak wygląda szczęśliwy związek.

– To miłe, ale malowanie się to co innego, niż bycie grubym – dziewczyna upierała się przy swojej wadzie.

– Nie prawda! – zaoponowała kobieta. Wiele moich koleżanek jest przy tuszy i są bardzo szczęśliwe, z facetem, niektóre bez. Myślisz, że ciało kobiety się nie zmienia? Żadna z nas po ciążach, urodzeniach dzieci nie wygląda już jak modelka. I wcale nie chodzi o dodatkowe kilogramy. Zmienia się całe ciało. A zmarszczki? Co by było, gdyby Twój chłopak za kilkanaście lat zaczął Ci stawiać warunki, że masz nie mieć zmarszczek…

– Nie pomyślałam o tym – Marysia lekko się zawstydziła.

– Jeżeli chcesz się odchudzać, to rób to dla siebie, swojego lepszego samopoczucia, albo własnego zdrowia. Nigdy nie rób czegoś specjalnie dla kogoś, tym bardziej wbrew sobie. Bo później, jeśli ta osoba tego nie doceni, zamiast sukcesu poczujesz tylko gorzki smak klęski. Starałaś się, włożyłaś wysiłek i tak na marne.

– Dziękuję Pani – Marysia spojrzała na kobietę z wdzięcznością.

– Serce będzie jeszcze Cię bolało. Ale za jakiś czas to minie. Jeszcze spotkasz swoją miłość życia, tylko bądź po prostu szczęśliwa, sama ze sobą. A reszta już się poukłada – Kobieta uśmiechała się ciepło w kierunku nieszczęśliwie zakochanej dziewczyny.

Marysia tego dnia była już spokojniejsza. Przyznała nieznajomej kobiecie wiele racji. Postanowiła, że od jutra wprowadzi w swoje życie kilka drobnych zmian. Zacznie o siebie bardziej dbać, starać się zdrowiej odżywiać, ale też kupiła sobie kilka książek o tym, jak znaleźć swoje szczęście.

Po kilku miesiącach rzeczywiście Marysia spotkała swojego byłego Chłopaka. Na jego widok zabiło jej mocniej serce. Jednak przy jego boku nie widziała już blond piękności, którą zastała wtedy w mieszkaniu. Krok przed nim szła dość postawna kobieta, która wyglądała na sporo większą od Marysi. Mikołaj natomiast szedł za nią, tachając w rękach torby z zakupami.

Marysia w pewnej chwili przystanęła, bo nie dowierzała swoim oczom w to co widzi. Kobieta z grymasem na twarzy powiedziała coś Mikołajowi, a ten pośpiesznie z reklamówki sięgnął jej bułkę i kiełbasę do zjedzenia. Jak gdyby nigdy nic, szli dalej.

Marysia przypomniała sobie rozmowę z kobietą. Miała ochotę jej wycałować. Dzięki niej, miała okazję ku temu, by przyjrzeć się samej sobie, zadbać o siebie i dać sobie wszystko czego potrzebuje. Teraz była na najlepszej drodze do szczęścia, już o nic się nie martwiąc.

/foto:freeimages.com / fa snail/

Prawa autorskie

Wszelkie materiały (w szczególności: artykuły, opowiadania, eseje, wywiady, zdjęcia) zamieszczone w niniejszym Portalu chronione są przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. o ochronie baz danych. Jakiekolwiek ich wykorzystywanie poza przewidzianymi przez przepisy prawa wyjątkami, w szczególności dozwolonym użytkiem osobistym, jest zabronione.
O Marek Falkowski 666 artykułów
Marek Falkowski – Specialist in the field of new technologies and IT security. Author of numerous opinion-forming articles about politics, business and technology. In his daily life he implements IT solutions for the public administration. Expert in the field of data protection with particular focus on personal data and classified information.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.