Bambo – niewolnik pracy

Kim jesteś, kuratorze? Takie maile mi się zdarzają od osób próbujących rozwikłać zagadkę tajemniczego gościa ukrywającego się pod postami na blogu który prowadzi. Skąd jesteś? Takie pytanie bardzo często także się pojawia w wiadomościach które dostaje. No właśnie, kim jestem…

Jestem Bambo. Tak. Bambo. Murzynek do czarnej roboty choć tak niepopularne jest używanie tego określenia w stosunku do osób czarnoskórych. Ale jestem najzwyklejszym Murzyniątkiem, który w latach dwudziestych XX wieku wykonywał najczarniejsza robotę w portach. Jestem takim malutkim, pierdolonym człowieczkiem, który nie ma za nic własnego zdania, a wykonywać musi coraz to większe idiotyzmy przełożonych.

Frustracja, ktoś powie? Tak, całkowita frustracja która doprowadza do tego, że zarabiasz marne grosze i od wielu lat podwyżki nie widziałeś. Zarabiasz nie więcej niż klawisz w zakładzie karnym, ale tam przynajmniej masz jasno określone godziny pracy. Ja spotykam się z przestępcami na wolności, łażę po ich domach, obserwuję patologie, wyrywam dzieci z bagien i jestem narażony na to, że jakiś patol zapierdoli mi w mój popierdolony czerep. Wiecie ile dostaje? 3100 złotych. W ciągu miesiąca dla samej pracy robię prywatnym samochodem 1500 km. Bo w moim wynagrodzeniu jest dodatek terenowy w wysokości prawie 900 złotych. Jak łatwo policzyć, robię za 2200 złotych miesięcznie. Żyć kurwa i nie umierać. Na samo paliwo wydaję 600-700 złotych miesięcznie, do tego ciągłe naprawy samochodu, odzieży specjalnie nikt mi nie zakupuje – bo mam dodatek. Samochodem często jeżdżę po lasach, polach i nie remontowanych od stuleci drogach. Chuj kogo to obchodzi że to są koszta. Jestem Bambo i muszę zrobić beznadziejny wywiad gdzieś w zabitej dechami dziurze, który tak naprawdę jest formalnością, bo wiadomo że nikt go nie przeczyta. Ale formalnością musi stać się zadość.

Najlepiej mają ci w dużych miastach. Dostanie taki kurator jedną czy dwie ulice i jedyny jego wydatek to miesięczny na tramwaj 100 złotych albo nawet nie to. Ustawodawca nie pomyślał że kuratorzy pracujący na wsiach mają często do pokonania 50 km w jedną stronę. Chuj że nawet autobus tam nie jeździ – bez swojego samochodu nie wykonasz pracy. Jakiekolwiek propozycje że tacy kuratorzy powinni mieć większy dodatek powoduje bunt. Bunt tych co mieszkają w miastach, bo przecież oni taką samą pracę wykonują. Mam wrażenie że „miastowi” czują się czasami za lepszych, bo oni przecież z wielkiego miasta, a ja ze wsi prawie że, zabitej dechami.

Tylko jako Bambo nikt moimi pomysłami usprawnienia kurateli się nie przejmuje. Za chwile Internetowi napinacze zaczną mi wyrzygiwać że po chuj do pracy się nająłem, skoro wiedziałem jakie będą warunki. To ja odpowiem że nająłem się, bo nikt mi nie powiedział że po wielu latach pracy moja pensja zostanie „zamrożona” i nawet nie waloryzowana o inflację. Nikt mi nie powiedział że z braku kasy mogę zapomnieć o awansie, który pięknie w ustawę jest wpisany, a na który musisz czekać latami, mimo ze robisz wiele rzeczy ponadto. Nikt mi nie powiedział że będą coraz to dokładane obowiązki, że coraz więcej czasu spędzasz w papierach, a efekt jest taki że coraz więcej jest ci wtedy wytykanych po kontrolach błędów, bo w pewnym momencie gubisz się w kuriozalnych przepisach. I usłyszysz że to w sumie dobry kurator, ale w dokumentacji ma bałagan bo coś tam zrobił kilka dni po terminie, ale że w międzyczasie musiał zastąpić kolegę na zwolnieniu lekarskim i dostał ekstra 10 wywiadów środowiskowych, to już nikogo nie obchodzi. W końcu Bambo wszystko zniesie. Także to, że te 10 wywiadów kosztowało go 200 złotych więcej w paliwo niż dotychczas, ale kurwa to jego zmartwienie skąd na to kasę weźmie. Bambo niech dokłada ze swojej pensji.

Wkurwia już dosłownie wszystko. Naliczasz ryczałty kuratorom społecznym – uzasadniaj pisemnie dlaczego przyznałeś komuś 15 złotych więcej. I co z tego że to są marne grosze a ludziom za marne stawki nie chce się pracować. Bo kurator społeczny też kilometrów samochodem zrobić musi, też porozmawiać z rodziną objętą nadzorem, nauczycielem, pracownikiem socjalnym, sąsiadem, sołtysem, dzielnicowym i wieloma innymi. Potem musi usiąść i napisać co ustalił i dostarczyć do sądu. Ale dla niektórych trzydzieści parę złotych na miesiąc za tą pracę to jest strasznie dużo. A jak naliczysz pięćdziesiąt parę, to narażasz sąd na straty i uzasadnij pisemnie dlaczego chcesz puścić sąd z torbami. Chore.

Mając 2200 złotych pensji zaczynasz myśleć czy ta praca jest warta twoich nerwów. Obok w fabryce zarabiają po 2500 złotych na rękę i w stałych godzinach pracy. Twoi znajomi którzy pokończyli zawodówki stawiają domy, zmieniają samochody i jeżdżą na wczasy. Inni w urzędach państwowych awansowali, rozwijają się, są doceniani. A ja napierdalam na wywiad środowiskowy po raz trzeci do tej samej rodziny w jednym miesiącu bo sąd potrzebuje ustalić jakiś bzdet, o który można by było zapytać się na sali sądowej. Ale po co, skoro Bambo pojedzie i to zrobi, niech się patol nie przemęcza. Niskie zarobki powodują że zaczynasz myśleć gdzie tu dorobić. Jeszcze nie zmieniasz pracy, bo sprawia ci przyjemność. Widzisz efekty i lubisz to co robisz. Ale do cholery masz większe ambicje, też chcesz pojechać na wczasy i zamiast starym gratem jeździć nowszym samochodem. Chcesz zabrać dzieci na wycieczkę, żonę na weekend do SPA, ale jak to zrobić gdy w połowie miesiąca odkładasz na paliwo do pracy bo boisz się że Ci nie starczy. Idziesz dorabiać, kolega daje Ci fuchę, potem drugą. Szwagier ma firmę, to po godzinach robisz u niego jako kierowca. Wieziesz pralkę do człowieka u którego byłeś na wywiadzie miesiąc temu. Twój prestiż upada. Jeszcze kilka lat temu cieszyłeś się z tej pracy, teraz zaczynasz przeklinać na nią. Kiełkuje w Twojej głowie myśl, by ją zmienić i czekasz na impuls by to zrobić.

Blog nie sprawia przyjemności. Nie mam na niego czasu. Nie widzę już sensu go prowadzenia. Wyczerpała mi się formuła tak jak wyczerpała mi się cierpliwość w czekaniu czy będę miał awans i trochę większą pensję, tak jak wyczerpała mi się cierpliwość aż ktoś doceni moją pracę. Bo za samo dziękuje nie jestem w stanie pracować. Muszę dorabiać, rozmieniać się na drobne, zaczynam żyć w chaosie który ten system stworzył.

Jednocześnie jestem dumny z książki którą wydałem, z liczby czytelników jakich pozyskałem, nawiązanych kontaktów. Jestem dumny że wzbudzałem uczucia wśród Was – czasami powodowałem u Was uśmiech, czasami łzy. Ale przedstawiałem prawdę, prawdę schowaną wśród 4 ścianach patoli, do której miałem dostęp i którą Wam przedstawiałem. Marzy mi się że kiedyś ktoś napisze do mnie maila i poprosi abym powiedział co zmienić w kurateli rodzinnej, co poprawić w pracy z nieletnimi i jak usprawnić prace kuratora, może zostałbym konsultantem…. Marzenia ściętej głowy. Jeśli miałbym dorabiać to tak, aby było związane to z moją pracą….

Chciałbym wydać jeszcze jedną książkę, ukazującą przemijające pokolenie rodzin patoli. Jak są wzgardzani przez społeczeństwo, a jednocześnie jak żyją by trwać na powierzchni. Pokazać w tej książce historię, historię jednej lub dwóch rodzin.

Dziękuje za te kilka lat czytania mnie. Wspieraliście mnie, dodawaliście otuchy, nagradzaliście także finansowo. Z darowizn otrzymałem 1600 złotych. Kupiłem za to laptopa. Na którym pracuje także dla sądu. Bo mimo że pracuję z ludźmi z marginesu, staram się wywiązywać ze swoich obowiązków, siedząc po nocach i sporządzając opinie. Bambo – niewolnik swojej pracy.

Piotr Matysiak

/foto: www.freeimages.com / Adam Brokes/

tekst

tekst
O Piotr Matysiak 15 artykułów
Kurator sądowy