Bal Karnawałowy

– To czysta głupota! – wzburzyłam się do Jane, mojej najlepszej przyjaciółki. Przymierzałam właśnie strój hiszpańskiej conchity i wydawało mi się, że wyglądam w nim kompletnie niepoważnie.

– Wyluzuj mała! Zobaczysz, że będzie fajnie! – w odpowiedzi Jane wykrzyknęła. Ta z kolei przebierała się za tancerkę bollywood.

– Co się z nami dzieje? Mamy po trzydzieści lat, a przebieramy się, jakbyśmy chodziły do jeszcze do szkoły. Nie mogli zrobić normalnej parapetówki? – nadal nie byłam przekonana.

– Nie pamiętasz? Będzie tam Jack, może w końcu nadarzy się okazja, byś go lepiej poznała. Może Cię weźmie na swoje rogi, co bonita? – roześmiała się, próbując wrócić do malowania swoich długich rzęs.

– No dobra, najwyżej wyjdę na kompletną idiotkę. Na szczęście wszyscy są tak pokręceni, że chyba każdy będzie skupiał się na tym, kto z nich wymyślił najśmieszniejszy strój. W zeszłym roku u Julii, był taki chłopak, który przebrał się za tosta. Każdy chciał mieć z nim zdjęcie. Skąd Ci ludzie biorą na to wszystko pomysły? – Jane uderzyła w mój słaby punkt. A był nim rzeczywiście Jack. Nie ukrywam, że liczyłam na coś więcej z jego strony. Ale na razie jakoś działało to bardzo bezskutecznie.

Na imprezie pojawiłyśmy się jak zwykle spóźnione. Może to i dobrze, niektórzy byli już pod wpływem procentów. W mieszkaniu panował półmrok, stąd też poczułam się nieco bezpiecznie. Wymieniłam się spojrzeniami z Jane, kiwnęłyśmy do siebie porozumiewawczo. Każda z nas postanowiła obejść teren po swojemu. Zatem rozdzieliłyśmy się. Jane poszła w poszukiwaniu nowej zdobyczy, a ja wypatrywałam Jacka. Chwyciłam jakiegoś drinka do ręki, czułam się pewniej trzymają w niej jakiś przedmiot. W tym przypadku najlepszą rzeczą okazał się oczywiście alkohol. Upiłam łyk. Był mocny jak diabli. Chyba ktoś pomylił proporcje. Ale co tam, najwyżej będę odważniejsza. Niech no tylko go znajdę, na pewno wtedy wymyślę coś fantastycznego, zaczniemy ze sobą flirtować, a potem… Przez chwilę rozmarzyłam się, ale to co zobaczyłam, kompletnie zamurowało. Jack oczywiście stał. Był przebrany w gustowny smoking stylizowany na lata dwudzieste. Niestety nie był sam, co chwilę umizgiwała się do niego długonoga blondynka z krwisto czerwonymi ustami. Jej włosy uczesane w tym samym stylu, świadczyły o tym, że nie spotkali się tutaj, tylko byli już wcześniej umówieni na parapetówkę.

– Świetnie – syknęłam pod nosem, myśląc gdzie ja miałam oczy, że nie zauważyłam, że Jack jest zajęty.

– O rany – pisnęłam. I to nie zajęty od kilku godzin. Na palcu blondynki zobaczyłam pierścionek.

– Jaka jestem głupia – ponownie wyszeptałam i wzięłam do buzi szklankę z drinkiem. Potrzebowałam dużego haustu, żeby się odurzyć na tą imprezę.

– Czemu Piękna Pani mówi do siebie? – zza pleców usłyszałam męski głos. Gwałtownie się odwróciłam i parsknęłam. Poczułam się jak moja twarz oblewa się czerwonością intensywniejszą niż pomadka mojej konkurentki.

– Przepraszam! – wykrzyknęłam. Alkohol, który miał mnie skutecznie odurzyć, znalazł się właśnie na koszuli Zorro. Ja Cię kręcę. Co za absurdalna sytuacja. Co ja tu robię?! Myślałam gorączkowo.

– Nie szkodzi, to ja Piękną Panią wystraszyłem, więc mi się należało – nieznajomy odwrócił się w kierunku łazienki. Pobiegłam za nim, chcąc się jakoś zrewanżować. Chociaż nie mogłam mu dać czystej koszuli, to mogłam się jakoś wytłumaczyć. Łazienka była zajęta, a pod drzwiami utworzyła się kilkuosobowa grupka. Zorro nie miał zamiaru czekać. Postanowił poszukać łazienki na piętrze. Cały czas szłam za nim przepraszając i mówiąc jak mi przykro.

Tym sposobem znaleźliśmy się w sypialni, przy której była niewielka, ale urocza łazienka. Zorro nie odzywając się, ale cały czas uśmiechając się, zdjął z siebie koszulę i zanurzył w zimnej wodzie.

– Nie uważasz, że pasujemy do siebie? – wypalił nagle nieznajomy.

– My? – Zbita stropu zaczęłam mu się w ogóle przyglądać. Cały czas do tej pory miałam w głowie Jacka i to całe zajście. Zorro był wyższy ode mnie, na ciemnych oczach miał maskę. Jego usta okalał niewielki zarost, wąsy i bródka. Odruchowo zerknęłam na jego klatkę piersiową, była niczego sobie. Widać, że Zorro wie co to wysiłek fizyczny.

– Przez chwilę myślałam, że pasuję do kogoś innego, ale myliłam się – odpowiedziałam szczerze.

– Zauważyłem – potwierdził – Nie miałbym szans konkurować o względy Pięknej Pani – dopowiedział. Jego głos wydał mi się aksamitny, ciepły.

– Właśnie, że masz szanse – spojrzałam na niego ciekawa jego reakcji.

– Zatem czy da się Pani zaprosić na to wielkie, zamówione przeze mnie łoże? – Zorro naprawdę wcielił się w swoją rolę.

Podałam mu rękę pod łokieć i teatralnie przeszliśmy w kierunku sypialni. Tam kochaliśmy się namiętnie. Siedziałam na nim w sukni, a on leżał pieszcząc moje piersi i obejmując pośladki na zmianę. Trochę jak w filmie. Po wszystkim, opadłam obok niego i się roześmiałam.

– Pokażesz mi swoje oczy? – poprosiłam.

Gdy zdjął opaskę, zamarłam.

– David?

– Tak Liz, to ja – uśmiechnął się.

Właśnie kochałam się ze swoją pierwszą miłością. Nasze drogi rozeszły się jeszcze w szkole, gdy jego rodzice postanowili przeprowadzić się setki mil ode mnie. Przytuliłam się niego mocno.

– Tym razem mnie nie zostawiaj – wyszeptałam.

Prawa autorskie

Wszelkie materiały (w szczególności: artykuły, opowiadania, eseje, wywiady, zdjęcia) zamieszczone w niniejszym Portalu chronione są przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. o ochronie baz danych. Jakiekolwiek ich wykorzystywanie poza przewidzianymi przez przepisy prawa wyjątkami, w szczególności dozwolonym użytkiem osobistym, jest zabronione.